Jak zamienić plastik w kamień, czyli bazyliszek vs farby kredowe

Jedną z moich słodkich tajemnic jest zamiłowanie do literatury i gier w klimacie fantasy: bliżej nieokreślona przeszłość lub przyszłość, magia, dzielni wojownicy i potwory. Gdybym mieszkała w realiach „Wiedźmina” w ogóle nie byłoby problemu z zamianą czegokolwiek w kamień. Po zakupach w Pepco udałabym się do najbliższego legowiska bazyliszka i po sprawie. W naszej rzeczywistości muszę radzić sobie bardziej konwencjonalnymi metodami.

Rozpoczynając ten wpis nie przypuszczałam, że porównam farby kredowe do mitycznego króla węży, ale chyba nie mam już wyjścia. To właśnie one nadadzą plastikowi teksturę i kolor.

Na rynku jest ogromny wybór farb kredowych. Fajne zestawienie znajdziecie na blogu Odnawialnia. W przypadku plastikowej ramki uznałam, że sięgnę do korzeni – po farbę strukturalną, jaką dla mnie jest Annie Sloan Chalk Paint. Farba jest bardzo gęsta i nadaje malowanej powierzchni fakturę. Oczywiście można ją rozcieńczyć wodą i uzyskać gładkie wykończenie, co często robię malując meble. Jednak tym razem nie o to chodzi.

Zdjęcia nie oddają tego,  jak potwornie plastikowa była ta ramka – może nawet lepiej, że nie została przedstawiona bazyliszkowi, bo gad mógłby sam zmienić się w tworzywo sztuczne. No cóż, taki jest urok chińskich wyrobów za 9.99 zł.

Pierwszym krokiem było odtłuszczenie powierzchni, czyli w tym przypadku staranne umycie wodą z detergentem.

Do farby Annie Sloan w kolorze Old White dodałam odrobinę zwyklej, czarnej farby akrylowej, uzyskując szary kolor. W palecie AS jest podobny kolor pt. Paris grey, niestety nie miałam go pod ręką.

Na ramkę naniosłam dwie warstwy farby kredowej i poczekałam aż wyschnie.

Następnie odrobinę białej farby kredowej rozcieńczyłam lekko wodą i dokładnie wymieszałam. Nabrałam niewielką ilość na pędzel i dokładnie wytarłam go w papierowy ręcznik.

Pozostałą resztką delikatnie omiotłam ramkę. Biała farba wydobyła wszystkie nierówności i detale. Tą samą techniką malowałam też ramę do Tablicy Pele-mele.

Na koniec ramkę zabezpieczyłam matowym lakierem akrylowym do parkietów.

W ramkach niesamowite zdjęcia Eugenio Recuenco z kalendarza Lavazza 2007.

Efekt końcowy nie jest tak spektakularny, jak po interwencji bazyliszka, ale nie oczekujmy zbyt wiele: bez ryzyka nie ma zabawy.

Konkluzja tego wpisu jest następująca: trzeba i można malować wszystko !

Całusy 😉

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Złocenie i lakier szklący na gałkach meblowych, czyli błysk widoczny z kosmosu

Po złoconych doniczkach i wielkanocnych jajach, zabawa szlagmetalem nadal mi się nie znudziła. Zaczyna się z tego robić jakieś natręctwo i chyba czas porzucić nadzieję, że nie pójdę w ślady Midasa. Niepomna zagrożenia zabrałam się za kolejny złoty projekt. Tym razem padło na gałki meblowe, bo to przecież taka biżuteria dla wnętrza, więc niech się błyszczy!

pointing s  Potrzebne materiały:
  • drewniane gałki meblowe,
  • szlagmetal,
  • klej do złoceń np. mixtion + pędzel,
  • lakier spirytusowy np. werniks + pędzel,
  • lakier wodny błyszczący (patrz niżej) lub zwykły lakier akrylowy z połyskiem + pędzel,
  • farba akrylowa turkusowa,
  • szerszy pędzel lub waciki,
  • szczoteczka do zębów (lub pędzel ze sztywnym włosiem),
  • pinezki tapicerskie z ozdobnymi główkami + młotek.
Wisienki na torcie

Za punkt wyjścia posłużyły mi sosnowe (śr. 4 cm) i bukowe (śr. 3 cm) gałki zakupione w markecie budowlanym. Cena w przedziale 2-4 zł zachęca do nabycia większej ilości i eksperymentowania.

Wymyśliłam sobie, że wisienkami na torcie będą pinezki tapicerskie. Zrobiłam próbę, czy aby na pewno uda się wbić pinezkę nie niszcząc ozdobnej główki. Zarówno w drewno sosnowe jak i bukowe pinezki weszły bez problemu. Użyłam młotka blacharskiego z obuchem z tworzywa, ale zwykłym też można to zrobić.

Złocenie

Przed transformacją gałki odtłuściłam alkoholem. Tak, jak to opisałam już w Złoconych doniczkach na powierzchnię naniosłam klej do złoceń i odczekałam ok. 15 minut.

Następnie nałożyłam kawałki szlagmetalu w dwóch kolorach złotym i miedzianym – zostało mi sporo skrawków po poprzednich projektach.

Analogicznie jak w przypadku złoconych jaj, zaokrąglona powierzchnia będzie powodować marszczenie folii, ale nie ma się czym przejmować. Wszystkie usterki można łatwo wygładzić pędzlem lub wacikiem.

Na zdjęciu powyżej widać, że błyszczący szlagmetal podkreślił wszystkie nierówności, których w przypadku miękkiego drewna sosnowego było sporo. Widoczne są nawet prążki usłojenia. Jeśli takie wykończenie wam nie odpowiada wybierzcie uchwyty np. z drewna bukowego. To drewno jest twarde, a jego powierzchnia będzie gładka.

Na szlagmetal nałożyłam lakier spirytusowy i odczekałam aż wyschnie.

Knucie i kropki

Lakier wysychał, a ja knułam, jak zepsuć tak ładnie rozpoczęty projekt. Początkowo miała być patyna, ale przez tę zimną wiosnę człowiek jest tak spragniony koloru, że postawiłam na turkus. Gałki opryskałam farbą akrylową, a co większe kropki domalowałam.

Błysk widoczny z kosmosu

Podchodząc bardzo poważnie do hasła przewodniego tego projektu: „niech się błyszczy!” postanowiłam przetestować dwa lakiery wodne, które powinny sprawić, że błysk będzie widoczny nawet z kosmosu: High-gloss Varnish Amsterdam oraz Wodny lakier szklący/ Glaze look Varnish Renesans.

Ten drugi producent zaleca wypiec (80 st. C/ 30 min.) w piekarniku dla uzyskania szklistego efektu i odporności na zarysowania. Zalecenie świetne w przypadku szkła lub ceramiki, ale moje gałki są z drewna, które z pewnością zawiera sobie w sobie resztki wilgoci. Ta podczas obróbki w piekarniku zechce się uwolnić, dewastując szlagmetal. To są tylko moje dywagacje, ale uzasadniają dlaczego zrezygnowałam z obróbki termicznej.

Na gałki o mniejszej średnicy poszedł Amsterdam, a na większe Renesans – dałam 4 cienkie warstwy. Lakier marki Renesans ma konsystencję wodnistą i trzeba bardzo uważać, żeby nie powstały zacieki. Amsterdam jest gęstszy, żelowy i aplikuje się swobodniej. Uzyskany efekt jest zbliżony, z przewagą  szklistego efektu dla Renesansu.

Na koniec wbiłam pinezki tapicerskie. Dzięki temu, że na początku zrobiłam otwory pilotażowe poszło to bardzo sprawnie, bez ryzyka uszkodzenia lakieru.

Nie pozostało już nic innego, jak zamontować i cieszyć się błyskiem.

Ostrzeżenie

Uwaga: malowanie gałek meblowych ma tendencje do przeradzania się w uzależnienie – poniżej kolejny komplet, tym razem ultramaryna i złoto. Mam nieodparte wrażenie, że nie jest ostatni…

Całusy 😉


Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Ku ogrodowemu natchnieniu

Sezon ogrodowo-balkonowy właśnie się zaczyna. Ci co lubią tę formę spędzania wolnego czasu stoją własnie przed bardzo poważnymi 🙂 decyzjami. Dylematy typu co by tu jeszcze dosadzić, co przenieść w inne miejsce, bo w obecnym marnieje i inne tego typu kwestie zaprzątają nam myśli. Ku natchnieniu zatem puszczam parę fotek z moimi facsynacjami pnączowymi.

Francja, gdzieś

Pisałam już przy okazji zeszłorocznego balkonu, że jestem zauroczona  winobluszczem trójklapowym (Parthenocissus tricuspidata)- http://www.pozytywnia.pl/zielonym-do-gory/.

Nie mam problemu z przyznaniem się do tej słabości. Na stówę znalazłoby się parę większych wad!  A roślina ta jest piękna,  piękniejsza niż jej kuzyn  winobluszcz pięciolistkowy, w Polsce popularniejszy, bo odporniejszy na mróz. Oba nadają się do obsadzania ogrodzeń, murów, pergoli, ale przede wszystkim są niezastąpione do obsadzania ścian budynków. I to zastosowanie podoba mi się najbardziej. Pasjami łapię te egzemplarze na fotkach z podróży.

Włochy jakieś chyba ?
Francja
Wenecja
Berlin
Toscania
Kopenhaga chyba

Zobaczcie, jakżesz pięknie może być!!

pięciolistkowy w jesiennej odsłonie – Warszawa

I o ile poprzednie pocztówki to architektura  ‚jakby luksusowa’, bo głównie miejska, to na wsi w zestawieniu ze zwykłymi jeżówkami też daje radę.  I nie traci przy tym nic ze swojej dachówkowatej elegancji.

wiejskie klimaty

Zachęcam, namawiam, inspiruję i proszę. Sadździe winobluszcze!! I robię to głównie dla siebie, bo jak więcej ludzi będzie je sadzić, tym piękniej będzie też mnie,  tak to sobie wykombinowałam 🙂

Z trójklapowymi pozdrowieniami, miłego dnia..

Ewa

 

Dywagacje przy porannej kawie cz.14 My i nasze psy.

Dziś chciałabym porozmawiać z Wami o psach. O naszych kochanych pieskach, które ….. uczą nas miłości. Tak właśnie do takich wniosków doszłam obcując z moimi psami.

Od dziecka marzyłam o psie. Moi rodzicie nie wyrażali zgody. Nie raz próbowaliśmy z bratem przynieść do domu szczeniaka, ale zawsze kończyło się to stanowczym brakiem zgody ojca. Jako nastolatka postanowiłam, że moim  pierwszym zakupem, jak będę miała własne mieszkanie, będzie pies. Tak się nie stało. Pies w naszym domu pojawił się wiele lat później i był kompromisem, zamiast  rodzeństwa dla naszej córeczki.

Był piękny, dostojny, niezwykle mądry. Przeżył z nami 14 lat. Był z całą pewności członkiem naszej rodziny. Kochaliśmy go wszyscy troje.  A ja obcując z nim zrozumiałam, że można kochać każdego dnia bardziej. Rozstanie z naszym psem przeżyliśmy bardzo. Jego choroba nie dzieliła nas, nie zwalaliśmy na siebie obowiązków opieki nad chorym zwierzęciem, a wręcz przeciwnie, choroba naszego zwierzątka cementowała naszą rodzinę  i mobilizowała do wspólnej walki o jego zdrowie i życie.

Po bolesnym rozstaniu, które przeżywaliśmy wszyscy bardzo, choć każdy z nas w zupełnie inny sposób, zdecydowałam o tym, że w naszym domu pojawi się nowy pies, a dokładnie suczka.  Od pierwszych dni pokochaliśmy nasze maleństwo, choć nie zapomnieliśmy nigdy naszego pierwszego psa.

No dobrze, zapytacie, ale dlaczego w dywagacjach taka opowieść?

Chciałam tym postem zwrócić Waszą uwagę na to, że dzięki zaproszeniu do naszego domu i naszej  rodziny zwierzątka uczymy się wszyscy. To nie my pomagamy psu, ale on pomaga nam….Mamy szanse dowiedzieć  się więcej o nas samych. O naszych słabościach, ułomnościach, zachowaniach, szczególnie w tych nietypowych sytuacjach, ale i możliwościach, pokładach emocji i uczuć, które w nas są, a do których nie zawsze sami przed sobą potrafimy się przyznać.

Psy uczą nas też wybaczania… Czy zastanawialiście kiedyś ile trzeba mieć w sobie dobroci, żeby wybaczyć człowiekowi wszystko złe, co zrobił psu?

I z tą refleksją chciałabym zostawić Was dziś przy porannej kawie. 🙂

Miłego, dobrego dnia. 🙂

Ania

 

 

 

 

Konserwacja mebli ogrodowych

Taka sytuacja: wczesna wiosna, przygrzewa słoneczko. Nie marzę o niczym innym jak, rozprostować kosteczki w jego promieniach rozsiadając się wygodnie z ciepłym kubkiem dowolnej używki. Ale zanim nastąpi słodka chwila lenistwa, trzeba sobie przygotować godne warunki. To dobry moment zanim nie zaatakuje zieleń i większości czasu nie zgubię między rabatami.

Dorotka w krainie impregnatów

Konserwacja drewnianych mebli ogrodowych jest łatwa. Może się wydawać inaczej, kiedy spoglądamy na półki w sklepie uginające się od niezliczonej ilości preparatów. Zwykle stoją przed nimi panowie w sile wieku, którzy przez zmrużone oczy krytycznie taksują ofertę. Początkowo myślałam, że to wysokiej klasy specjaliści od konserwacji drewna, więc szybko wycofywałam się udając szalenie zdziwioną, niczym Dorotka, która zamiast do OZ została rzucona przez tornado do alejki z impregnatami. Musiało minąć trochę czasu, abym zrozumiała, że tamci faceci są bardziej zagubieni ode mnie, a napięcie na ich twarzach wyraża desperację: bo żona kazała płot pomalować, więc (%$&^&*) trzeba coś kupić i do cholery kto wymyślił tyle tych puszek…

A puszki są potrzebne zwykle tylko dwie: grunt i powłoka ochronno-dekoracyjna. Dostępne są oczywiście preparaty typu wszystkie funkcje w jednym, ale ich nie polecam, bo jestem z natury pragmatyczna i nie wierzę w cuda.

Meble ogrodowe potrzebują ochrony przed:

  • biologią (głównie grzybami i drewnojadami),
  • wilgocią,
  • słońcem.

Przed atakiem biologii uchroni nas impregnat gruntujący (ok. 30 zł/l), który zawiera biocydy. Większość impregnatów dekoracyjnych, lakierobejc, lakierów, olejów czy farb nie zawiera ich w swoim składzie.

Grzyby, które wyrosły na niezabezpieczonym bruku dębowym. To tylko ułamek tego co zebrałam podczas ubiegłej jesieni.

Natomiast ochronę przed wodą, słońcem + dekorację może zapewnić jeden z poniższych preparatów, ale co ważne z pigmentami. Zwykle preparaty bezbarwne nie zapewnią ochrony przed UV.

impregnat dekoracyjny olej lakier i lakierobejca emalia/ farba akrylowa
ok. 15 zł/ l ok. 40-100 zł/ l ok. 50-70 zł/l  ok. 30 zł/l
ok. 10 m2/l ok. 15-25 m2/l ok. 15-20 m2/l ok. 6-10 m2/l
może być na powierzchnie nieoszlifowane może być na powierzchnie nieoszlifowane na powierzchnie oszlifowane na powierzchnie oszlifowane
wnika w drewno wnika w drewno tworzy powłokę tworzy powłokę
nadaje kolor, usłojenie widoczne nadaje kolor, podkreśla usłojenie nadaje kolor, nie kryje kolor kryjący
wykończenie matowe wykończenie matowe wykończenie  błyszczące lub matowe wykończenie  błyszczące lub matowe
powierzchnia sucha, szorstka powierzchnia miła w dotyku powłoka gładka, może pękać powłoka gładka, może się łuszczyć
powierzchnia łatwa do odnowienia powierzchnia łatwa do odnowienia powierzchnia trudna do odnowienia powierzchnia trudna do odnowienia
odnawianie co sezon odnawianie co 2-3 sezon odnawianie co kilka lat odnawianie co kilka lat

Środki mogą być na bazie wody lub rozpuszczalnika. Nie zauważyłam różnicy w jakości. Stosuje zwykle wodne, bo nie śmierdzą.

Konserwację drewna w ogrodzie zaczynałam od lakierobejc. Wydawało mi się, że jak powłoka wytrzyma kilka lat to zaoszczędzi mi to roboty. Poza tym taka, błyszcząca i piękna była 🙂 . W międzyczasie upodobania się zmieniły, a lakierobejca zaczęła nieładnie pękać i odpryskiwać. Teraz trzeba całość zeszlifować, co nie napawa mnie entuzjazmem.

Sosnowa ławka pokryta lakierobejcą w kolorze zielonym, stan po 5 latach od malowania. Mebel osłaniany na zimę.

Na kolejne meble aplikowałam impregnaty dekoracyjne. Owszem są tanie, ale powierzchnia wydaje się bardzo sucha i szorstka. Drewno długo jest mokre po deszczu. Kolor przez jeden sezon wyblakł.

Wreszcie oleje. Jak dla mnie strzał w dziesiątkę. Powierzchnia mebla jest miła w dotyku, ewidentnie nie lubi się z wodą, którą wystarczy zetrzeć ręką, a kolor po trzech sezonach ciągle żywy. Nie ukrywam, że namawiam Was na tę opcję. Leniwce takie, jak ja olej nakładają co 2-3 sezon.

Jeśli nałożycie na mebel jeden z powyższych preparatów to zawsze będzie sukces w kwestii ochrony przed niszczeniem. Pozostaje kwestia walorów dekoracyjnych.  Tego wątku nie będę rozwijać, bo musiałabym napisać w końcu, że bardzo podoba mi się szaro-srebrne, zniszczone drewno. Ktoś mógłby jeszcze pomyśleć, że ten wpis nie ma w tej sytuacji sensu…

Przygotowanie powierzchni

Zanim chwycimy za pędzel trzeba okazać meblom trochę czułości. Przed nałożeniem jakiejkolwiek powłoki należy drewno oczyścić i osuszyć. Po prostu w suche drewno preparaty będę głębiej wnikać.

Ławka sosnowa konserwowana impregnatem dekoracyjnym w kolorze tik, stan po roku od malowania. Mebel osłaniany na zimę.

Ławkę z drewna sosnowego, wypchnęłam na słońce i oszlifowałam. Wystarczyłby papier ścierny, ale ja uwielbiam elektronarzędzia, więc w ruch poszła szlifierka.

Podobny los spotkał dębowy stół i ławę. Z dumą dodam, że wykonane przez mojego brata, który wbrew pozorom nie jest stolarzem.

Wszystkie te meble były w poprzednim sezonie malowane tym samym impregnatem dekoracyjnym w kolorze tik. Dobór koloru, jak i położenie Atlantydy pozostaną zagadką.

Malowanie

Na oszlifowaną powierzchnię naniosłam pędzlem jedną warstwę gruntu impregnującego. Po ok. 4 godzinach przeszłam do nakładania oleju w kolorze dąb.

Niezależnie od tego, na jakie preparaty się zdecydujemy lepiej nałożyć 2-3 cienkie warstwy niż jedną grubą. Pierwszą warstwę oleju nałożyłam pędzlem. Preparat został wchłonięty przez suche drewno błyskawicznie.

Kolejne dwie warstwy wcierałam szmatką: pierwszą jeszcze tego samego dnia, a ostatnią następnego.

Wcielanie trzeciej warstwy oleju w sosnową ławkę.

Po zaolejowaniu powierzchnia ławki jest milsza w dotyku i prezentuje się znacznie lepiej. W przypadku drewna sosnowego kolor jest wyrównany, mimo to, że nie zeszlifowałam do końca pigmentu z impregnatu dekoracyjnego.

Natomiast twardy dąb „wypił” mniej oleju i widoczne są niedociągnięcia po szlifowaniu. Kolor jest znacznie mniej nasycony niż w przypadku sosnowej ławki. Trzeba było zrobić poprawki – ponowne szlifowanie i olejowanie.

Po zaolejowaniu dębowego stołu wyszły wszystkie niedoszlifowane powierzchnie.

Jak widać na zdjęciach poniżej efekt końcowy, pomimo zastosowania tego samego preparatu będzie różny, w zależności od rodzaju i kondycji drewna.

Można wreszcie wyciągnąć się na słońcu i napić czegoś dobrego. Tylko gdzie to słońce ?!

Całusy 😉


 

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Relacja z wystawy tulipanów i życzenia pięknych Świąt.

W dniach 31 marca-2 kwietnia w Wilanowie odbyła się IX wystawa tulipanów.

Na wystawę trafiłam po otrzymaniu informacji na portalach społecznościowych i przyznaję,  sądziłam, że będzie na niej więcej eksponatów i większa różnorodność odmian. Jednak po dotarciu na miejsce i obejrzeniu wystawy, byłam po raz kolejny urzeczona urodą tych zupełnie niedocenianych kwiatów. A spowodowały to nie wyszukane kompozycje florystyczne, ale same tulipany, czarujące swoim pięknem.

Wystawa nie była duża. Przygotowana w oranżerii w parku Pałacu w Wilanowie. Tulipany prezentowane były w prostych,  szklanych wazonach.

Podczas  wystawy uczestnicy mogli głosować na wybraną, ulubioną odmianę.

Moja ulubiona odmiana 🙂 Na tę właśnie głosowałam.

Dla mnie niezmiennie najpiękniejsze są gatunki białe, delikatne, ale ujmujące  swoją delikatnością. Chociaż przyznaję wybór tego najpiękniejszego wcale nie był łatwy.  Z resztą zobaczcie sami.

A już w maju zapraszam Was na relację z bajkowego Keukenhof w Holandii. Postaram się zrobić mnóstwo zdjęć i przygotować foto relację, która zachęci Was do odwiedzenia tego miejsca za rok. Mam nadzieję, że mi się to uda.

A wszystkim odwiedzającym naszą Pozytywnię życzymy jeszcze raz, pięknych kolorowych, pełnych radości i miłości Świąt. 🙂

Ania

 

Wianek z doniczkami

Historia niedźwiedzio-borga wyrwanego brutalnie ze snu zimowego, opisana w „Złoconych doniczkach”, uczy że w pewnych stanach świadomości nie chodzi się do marketów budowlano-ogrodniczych. Na nieświadomych zagrożenia klientów czyhają tam zagrożenia takie, jak maleńkie, słodkie doniczki z terakoty. Są one „za małe” w kosmicznym tego słowa znaczeniu: za małe, aby ich nie kupić, potem za małe, żeby w nich coś posadzić, a na koniec za małe, żeby je porzucić bestialsko na dnie szafy gdańskiej. W tej sytuacji jedynym wyjściem jest wianek i to w dodatku z opcją całoroczną.

pointing s  Potrzebne materiały:
  • małe doniczki terakotowe,
  • obręcz styropianowa lub słomiana,
  • jaja styropianowe dopasowane wielkością do doniczek,
  • ocieplina (opcjonalnie),
  • tkanina lniana lub ściśle tkana juta, albo inna wg. uznania,
  • drut florystyczny,
  • klei i pistolet do klejenia na gorąco,
  • rafia,
  • mech (luzem),
  • chrobotek reniferowy,
  • piórka.
Jaja w mchu

Doniczki miałam w dwóch rozmiarach. Stwierdziłam, że w większych „zasadzę” jaja pokryte mchem. W tym celu, za pomocą kleju na gorąco,  jaja styropianowe okleiłam mchem. Najlepiej do tego celu nadaje się mech luzem. Ten w plastrach zostawcie na inną okazję.

Po oklejeniu jaja, mech docisnęłam do powierzchni, a to co nadal odstawało przystrzygłam nożyczkami.

Wianek

Styropianowa obręcz (śr. 30 cm) jaką dysponowałam była dosyć cienka. Chciałam aby doniczki lekko „wtulały się” w nią. W tym celu oponkę owinęłam najpierw ociepliną, a potem pasami tkaniny. Obie warstwy były mocowane na klej na gorąco.

Kolejnym etapem było zamocowanie doniczek. Mimo tego, że są maleńkie i słodkie to jednak z terakoty, w dodatku planuję wymianę ich wypełniania w zależności od pory roku lub okoliczności, więc całość musi być bardzo stabilna. Dlatego najpierw przytwierdziłam je do materiału klejem na gorąco, a potem drutem florystycznym. W rezultacie są nie do ruszenia.

W mniejszych doniczkach umieściłam pomalowane jaja styropianowe. Ponieważ były trochę za małe, z rafii zrobiłam gniazdka, które wypełniły lukę.

Przestrzeń między doniczkami wypełniłam piórkami i chrobotkiem, który przymocowałam szpilkami. Mam zamiar wymienić go później na coś innego, więc musi się łatwo demontować.

Całoroczny wianek z doniczkami gotowy! W kolejce, do wymiany dekoracji w doniczkach, czekają sukulenty.

Całusy 😉

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Wianek wielkanocny z patyków

Niezależnie od pory roku lubię mieć w swoim otoczeniu wianki czy wieńce. Ich symbolika jest tak szeroka, że każdy znajdzie coś dla siebie. Dla mnie są totemem życia i pomyślności. Dlatego nie wyobrażam sobie, żeby jakiś nie powstał w okazji Świąt Wielkanocnych.

Materiały

Założyłam, że wianek będzie prosty i inspirowany naturą. W związku z tym do jego wykonania wykorzystałam niewiele elementów:

  • jaja,
  • patyki,
  • zielenina (chrobotek reniferowy lub mech),
  • wstążka,
  • klej i pistolet do klejenia na gorąco,
  • drut florystyczny (opcjonalnie).

Szczęśliwcy mogą po prostu iść do lasu i zebrać trochę patyków i mchu. W ogródku jest jeszcze ciekawiej, bo mamy sporo gałęzi po wiosennych porządkach.

Z patykami jest łatwiej, gorzej z odpowiednią zieleniną. W jej poszukiwaniu przeszłam się po Allegro. Kupując porosty lub mech w internecie należy wziąć pod uwagę, że zwykle są sztucznie barwione. Czasami kolor nie spełnia naszych oczekiwać, dlatego dobrze jest mieć pod ręką farbę akrylową w sprayu i w razie rozczarowania kolor podrasować.

I tak, jedną z głównych ról zagra chrobotek reniferowy. Bardzo go lubię, bo można go wykorzystywać wielokrotnie w różnych kompozycjach. Po wysuszeniu sztywnieje, ale można go namoczyć i wtedy odzyskuje elastyczność.

Niekwestionowanym klejnotem instalacji są złocone jaja, których sposób przygotowania pokazałam we wpisie „O tym, jak ozłocić jaja”. Nie szkodzi, że te klejnoty są ze styropianu. Oczywiście mają niewiele wspólnego z naturą, ale będę je wykorzystywać jeszcze wielokrotnie. Wianek jest na tyle prosty, że zmieniając dodatki, będę miała dekorację na wiele sezonów. Gdyby jednak pojawiły się rozterki moralne proponuję wykorzystać wydmuszki.

Wykonanie

Na kartce narysowałam dwa okręgi, które wyznaczyły wielkość wianka. Patyki pocięłam sekatorem na odcinki ok. 15 cm i ułożyłam, tak aby utworzyły wzór gwiazdy. W miejscach przecięcia skleiłam je klejem na gorąco. Zachęcam do wzmocnienia konstrukcji/podstawy wianka drutem florystycznym, szczególnie jeśli zamierzacie doczepić cięższe ozdoby.

Na tak powstałą podstawę doklejałam kolejne patyki, układając je nieregularnie. Im więcej warstw tym konstrukcja jest stabilniejsza i bardziej przestrzenna.

Do wianka dokleiłam jaja styropianowe, a między patyki poutykałam chrobotek. W żaden sposób go nie mocowałam, jest elastyczny i łatwo się układa. Dzięki temu mogę go z łatwością wyjąć i podmienić na piórka, kwiaty, jutę itp.

Kokardy (z odzysku) posłużyły do zawieszenia wianka na ścianie. Nie jest to konieczne, bo bez nich wianek może pełnić funkcję stroika na stole. Do jego środka można ustawić np. świecę (złotą?) w szklanym naczyniu.

Całusy 😉

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Wielkanocne inspiracje – relacja z warsztatów

Korzystając z tego, że wiosenna aura nie zachęca do wycieczek poza miasto, w tym roku wcześniej niż zwykle spotykałyśmy się, żeby razem przygotować ozdoby wielkanocne. Dużą część czasu poświęciłyśmy ćwiczeniu nowej dla nas techniki – złocenia. Znacie już ją z wpisu „O tym, jak ozłocić jaja”.

Złocone jaja (styropianowe i drewniane) zostały wykorzystane m.in. do ozdobienia wianków. Ponieważ głównymi aktorem ma być złocenie, reszta dekoracji jest utrzymana w prostym, naturalnym stylu.

Wianek wiklinowy z drewnianymi jajami i piórkami

Wianek z patyków – już wkrótce wpis, o tym jak powstawał.

W hołdzie nowemu sezonowi ogrodniczemu wykonałyśmy wianek z maleńkich, terakotowych doniczek.

Wianek z doniczkami – już wkrótce wpis o tym, jak powstawał.

Nie zabrakło też tradycyjnych motywów: niebieskie i złote jaja ozdobione ciemniejszą farbą, „napstrykaną” szczoteczką do zębów, które stały się częścią wielkanocnych i wiosennych aranżacji.

W kloszu (poniżej) widać pomalowaną na biało gałązkę oblepioną papierowymi motylami. Motyle z nadrukiem zostały wycięte ze starej książki – tej co zwykle („Drugie życie doktora Żiwago„), natomiast te kolorowe to zwykły wydruk z laserówki. Mały myk polega na tym, że przed wycięciem motyli, kartkę z wydrukiem pomalowałam lakierem akrylowym (Vidaron, mat). Dzięki temu motyle są sztywniejsze i po uformowaniu zachowują nadany kształt.

Tak samo przygotowałam motyle do wianka, który wykonałam w ubiegłym roku. Został zrobiony ze zwykłej obręczy z wikliny, do której klejem na gorąco przymocowałam gałązki. Całość została pomalowana farbą akrylową w sprayu. Znacie go z wpisu „Sztuka na ścianę, czyli otwarcie cyklu o recyklingu palet„.

W kolejnych wpisach chcemy się podzielić z Wami tym, jak powstawały niektóre z tych ozdób m.in. wianek z patyków i wianek z doniczkami. Mamy nadzieję, że zainspirujemy Was do wykonania podobnych ozdób.

Całusy 😉

 

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

 

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

O tym, jak ozłocić jaja

Przyznaję, że tytuł wpisu może wydać się nieco kontrowersyjny, ale nie będę owijać w bawełnę. To jest wpis o złoceniu jaj. Sama technika może oczywiście dotyczyć bardziej wyrafinowanych obiektów. Ja pozostanę jednak w rustykalnym klimacie, szczególnie że Wielkanoc za pasem.

Do złocenie jaj wykorzystam tę samą technikę, którą opisałam w „Złoconych doniczkach”.

pointing s  Potrzebne materiały:
  • jaja styropianowe lub drewniane,
  • szlagmetal w wybranym kolorze (należy założyć zużycie ok. 1 płatka 16×16 na całą powierzchnię 1 jaja średniej wielkości),
  • klej do złoceń np. mixtion + pędzel,
  • lakier spirytusowy syntetyczny np. Werniks Mekka marki Renesans + pędzel,
  • waciki,
  • farba akrylowa + pędzel,
  • lakier akrylowy (np. Vidaron) + pędzel,
  • szczoteczka do zębów lub sztywny pędzel.
  • papier ścierny o gradacji > 200.

Nie bez powodu proponuje Wam przy każdym preparacie oddzielny pędzel. Poza komfortem pracy i czystym wykończeniem pomoże to utrzymać pędzle w dobre kondycji. Trzeba zwrócić uwagę na rozpuszczalnik, jaki został użyty w preparacie i najlepiej tym samym myć pędzle. W przypadku farb i lakierów akrylowych będzie to woda, natomiast w przypadku kleju i werniksu alkohol.

Przygotowanie powierzchni pod złocenie

Jaja styropianowane mają zwykle ślady po formie, które trzeba zetrzeć papierem ściernym.

Kolejnym krokiem jest nałożenie farby akrylowej. Naniosłam dwie warstwy i poczekałam aż wyschną.

Farbę w kolorze kontrastowym dobrze rozcieńczyłam wodą i pstrykając nią ze szczoteczki do zębów naniosłam kropki na powierzchnię. Uzyskany efekt miał przypominać wzór ze skorupki jaja drozda.

Kiedy farba wyschła, nałożyłam dwie warstwy lakieru akrylowego o satynowym wykończeniu (Vidaron). Lakierowanie pomalowanej powierzchni jest istotnym krokiem, ponieważ zapobiega to wsiąkaniu kleju do złoceń w podłoże.

Złocenie

Do przyklejenia złoceń użyłam kleju mixtion. Klej nałożyłam na miejsca pod szlagmetal i odczekałam ok. 15 minut. Jeśli zależy Wam na gładkim wykończeniu, klej trzeba nanieść cienką warstwą, dobrze wygładzając.

Klej do złoceń Mixtion Akrylowy „Anlegemilch” firmy Roman Szmal Art;
Werniks Mekka Bezbarwny marki Renesans

Na zdjęciu poniżej można zauważyć fakturę na złoceniu. To  pozostałość po nonszalanckich pociągnięciach pędzlem z klejem. Jak widać nie ma co liczyć na samopoziomowanie się preparatu. Jest to cecha, którą fajnie można wykorzystać przy postarzaniu powierzchni, ale o tym w innej bajce.

Klej naniosłam nieregularnymi plamami, zależało mi na „poszarpanych” krawędziach złoceń.

Klej po wyschnięciu tworzy przezroczystą, lepką powłokę. Folia klei się mocno przy pierwszym kontakcie z jej powierzchnią.

Wykruszony szlagmetal warto zebrać, może się przydać do innych projektów.

Nakładanie folii na zakrzywiona powierzchnię może się wydawać trudne, ale wszelkie zagniecenia szlagmetalu łatwo jest wygładzić. W tym przypadku zrobiłam to przy pomocy wacika i kolistymi ruchami usunęłam od razu nadmiar folii. W przypadku klejenia małych fragmentów szlagmetalu trzeba uważać, aby włókna z wacika lub waty nie przywarły do lepkiej warstwy kleju. Bardzo trudno jest je potem usunąć.

Przypomnę, że szlagmetal imitujący złoto to folia składająca się głównie z miedzi, która łatwo koroduje. Aby temu zapobiec trzeba zabezpieczyć złocenie. Użyłam do tego celu werniksu bezbarwnego Mekka marki Renesans.

Do wyboru do koloru

Na zdjęciach poniżej widać różne warianty zestawień kolorystycznych. Najbardziej podoba mi się ciemna ultramaryna + złoto.

zielenie + srebro
turkus + miedź oraz ultramaryna + złoto,
niektóre jaja otrzymały złote „czapeczki” z pinezek tapicerskich

Wkrótce relacja z naszego spotkania warsztatowego, gdzie złocone jaja wykorzystałyśmy m.in. do ozdobienia wianków.

Całusy 😉

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz