Lanzarote moja miłość

Zanim pojechałam na Lanzarote słyszałam opinie, że do tej wyspy nie można nie mieć emocjonalnego stosunku. Albo się ją pokocha od pierwszej chwili, albo jest się rozczarowanym. Chyba miałam szczęście, że przed podróżą nie oglądałam zbyt wielu zdjęć z wyspy. Pewnie gdyby tak się stało, pomyślałabym jak większość osób: Co może być ładnego w wulkanicznej, pokrytej czarną lawą wyspie?  No właśnie…. Gdybym dziś miała szybko odpowiedzieć, powiedziałabym, wszystko. To właśnie surowość tej czarnej lawy i całkowite podporządkowanie naturze, spowodowało, że Lanzarote wzbudziła tyle moich emocji.

Lawa w okolicach Taro de Tahiche

Miałam też okazję spotkać ludzi zakochanych w wyspie, którzy po spędzonych na Lanzarote wakacjach podjęli decyzję, że będzie ona ich domem, ich miejscem na ziemi. Ludzi,  dla których miłość do tej wyspy, opowiadanie o Lanzarote, o jej mieszkańcach, panujących na wyspie zwyczajach, a także przekazywanie informacji o tym gdzie pojechać, co można na wyspie zobaczyć, stało się prawdziwą pasją.

Timanfaya Park
Widok na Lanzarote

Opowieść o Lanzarote trzeba zacząć od Cesara Manrique, hiszpańskiego malarza, rzeźbiarza, architekta i ekologa urodzonego na wyspie,  którego ducha czuje się do dziś mimo, że zginął w wypadku samochodowym w 1992 roku. Jego działalność, walka o zachowanie tradycyjnego budownictwa i wyglądu wyspy, przetrwały. Na każdym kroku spotykamy rzeźby, budowle i cudownie wykorzystaną przestrzeń przez Manrique.

Rzeźba w domu Cesara Manrique

Jego wyobraźnia, pomysłowość była nieprawdopodobna. Podczas zwiedzania domu artysty Taro de Tahiche, który powstał we wnętrzu pęcherza zastygłej lawy, a dzisiaj jest siedzibą fundacji jego imienia, zaskoczona i zachwycona byłam niemal wszystkim, ogrodem, każdym pomieszczeniem, wszystko wtapia się w klimat i atmosferę wyspy.

Ogród z basenem w domu C. Manrique
Wnętrze domu C. Manrique – lawa wlewa się do pokoju…
Dom C. Manrique egzotyczne rośliny w salonie
Dom C. Manrique Salon

Niezapomniany dla mnie jest fantastyczny ogród botaniczny Jardin de Cactus, w którym zgromadzonych zostało wiele gatunków roślin. A sposób  wykorzystania przez Manrique naturalnej niecki możecie ocenić sami.

Widok z góry na Jardin de Cactus
Wiatrak Jardin de Cactus

I to oczywiście jest tylko jeden z wielu przykładów wykorzystania naturalnego piękna wysypy. A jest ich wiele. Spójrzcie na przepiękne jaskinie Jameos del Aqua i Cueva de los Verdes z ciągnącym się 2 km labiryntem, unikatowymi endemicznymi roślinami i krabami albinosami, żyjącymi wyłącznie tutaj oraz przepiękną salą koncertową.

Jameos del Agua
Sala koncertowa
Los Jameos del Agua

Wróciłam z wakacji do domu i do dziś pozostaję  pod ogromnym wrażeniem tej urokliwej wyspy. Moimi ulubionymi słowami, których nauczyłam się na Lanzarote i które fantastycznie opisują towarzyszące mi emocja  to PRZESTRZEŃ i PRZYJEMNOŚĆ.

Przestrzeń…. winnice La Geria
Dom w typowej niskiej zabudowie w zadbanym ogrodzie na Lanzarote

Nie należę do osób, które maja potrzebę dokumentowania wszystkich miejsc, które odwiedzili. Zapamiętuję bardziej emocje niż obrazy.  Jednak tym razem, podróżując po wyspie, nie mogłam opanować potrzeby robienia zdjęć. Tyle miejsc zaskakujących swą urodą i z pomysłowością  podkreślających naturalne piękno, w tak krótkim czasie, nie widziałam nigdy. Efektem jest ponad 200 zdjęć, do których z przyjemnością wracam, szczególnie w zimowe wieczory.

Playa Flamingo

A ktoś, kto nie odkryje Lanzarote tak jak ja, nie poczuje jej ducha, nie zrozumie, jak taka czarna wyspa, której większość powierzchni pokryta jest lawą i wspomnienie o niej, może poprawić nastrój i być jak promyk słońca w ciemne jesienne lub zimowe dni.

Mam wielkie marzenie, żeby wrócić tam w ciągu najbliższych miesięcy…. A marzenia są po to, żeby dawały nam siłę i żeby się spełniały. 🙂

Ania 

Ceramika z Bolimowa

Chcemy czuć się wyjątkowo i otaczać przedmiotami z duszą i historią. Szukamy pasji, talentu, serca, po prostu dobrej energii. To wszystko znalazłyśmy w Bolimowie, w Warsztacie Garncarskim Rodziny Konopczyńskich.

Tradycja wytwarzania naczyń glinianych przez rodzinę Konopczyńskich sięga 200 lat i pięciu pokoleń wstecz. Miałyśmy okazję spotkać się z szóstą generacją garncarzy, z Dorotą i Pawłem. Ile można wiedzieć o rzemiośle będąc spadkobiercą wielopokoleniowej tradycji? Pewnie więcej niż wszystko, ale Dorota i Paweł przede wszystkim kochają swoją pracę. Sądzę, że dlatego dzień spędzony z nimi był jednym z tych najfajniejszych.

Pisałyśmy już o naszej wizycie w Bolesławcu. Tamtejsze produkty są formowane lub odlewane przy zastosowaniu gipsowych form. Natomiast naczynia powstające w Warsztacie Garncarskim Rodziny Konopczyńskich są toczone na kole garncarskim. Pracę nad każdym przedmiotem garncarz rozpoczyna od porcji gliny, którą rzuca na środek koła i ręcznie formuje. W związku z tym, każde naczynie jest unikalne.

Miałyśmy okazję spróbować toczenia z wolnej ręki. Dużo zabawy, ale i dobra lekcja pokory. Ta technika wymaga wprawy, wyczucia i cierpliwości. Żeby naczynie było piękne niezbędny jest również talent. Nie ukrywam, że żadnej z tych cech nie zdążyłyśmy w sobie odkryć.

Paweł zaprezentował nam także, jak formuje się i dolepia uszy do naczyń. Jest to czynność wymagająca najwyższego stopnia wtajemniczenia, w moim odczuciu zaprzeczająca zasadom fizyki.

Formowanie ucha.

Po utoczeniu przedmiot jest nadal bardzo plastyczny i trzeba obchodzić się z nim niezwykle delikatnie. Po krótkim suszeniu następuje podtaczanie. Zdejmowany jest wówczas nadmiar materiału. Dzięki temu ceramika z Bolimowa jest dużo lżejsza od bolesławieckiej.

Podtaczanie przedmiotu.

Na tym etapie naczynia są sygnowane pieczątkami. Niektóre z nich pozostają w rodzinie od 100 lat.

Pieczątka „Made in Poland” pochodzi z lat 30-tych ubiegłego wieku.

Przedmioty są suszone przez kilka dni, a następnie trafiają do pieca. W czasie wypału temperatura jest powoli podnoszona od pokojowej do 850 st. C. Obecnie wypał jest prowadzony w piecach elektrycznych i trwa 10 godzin. Kiedyś był to piec tradycyjny opalany drewnem, gdzie czas wypału dochodził do 20 godzin.

Kolejnym etapem jest zdobienie. Dla Warsztatu Garncarskiego Rodziny Konopczyńskich charakterystyczny jest motyw ptaszka i kolorowe ornamenty roślinne w czarnym konturze.

Wszystkie zdobienia nanoszone są ręcznie przy pomocy pędzelka. Dla porównania do zdobienia ceramiki bolesławieckiej stosuje się stempelki, a tylko wybrane fragmenty tzw. unikatów domalowuje się pędzlami.

Kubki z naniesionym konturem motywu ptaszka.

Z tradycyjnym sposobem malowania związania jest rodzinna legenda. Tu można jej posłuchać:

Po polaniu szkliwem przedmioty wracają do pieca. Istotny jest sposób ich ustawienia – nie mogą się ze sobą stykać. Drugi wypał trwa również 10 godzin, jednak temperatury są wyższe i dochodzą do 1060 st. C.

Cały proces: od grudki gliny do gotowego przedmiotu trwa 2 tygodnie.

Naczynia po drugim wypale

Oprócz biało-kremowych przedmiotów malowanych w tradycyjne motywy, w warsztacie powstaje także ceramika z ciemnej gliny z różnokolorowymi szkliwami, które spływają barwnymi plamami z obrzeży naczyń.

Ciekawy jest fakt, że różnokolorowe szkliwa przed wypałem wyglądają prawie tak samo. Na zdjęciu poniżej widać po środku naczynie z naniesionymi szkliwami w formie białawych, nieregularnych wzorów.

W Warsztacie Garncarskim Rodziny Konopczyńskich powstają także przedmioty na indywidualne zamówienia, w tym elementy scenografii filmowych np. do takich produkcji jak „Faraon”, „Krzyżacy”, „Ogniem i mieczem”, „Dzieje mistrza Twardowskiego”, „Wiedźmin”, „Wołyń” i wielu innych.

Kubek przygotowany na premierę gry „Wiedźmin”.

Na koniec przyznam się, że uruchomił się we mnie zbieracz. Kupiłam kilka przedmiotów z przeznaczeniem na prezenty, ale już wiem że nie wypuszczę ich z rąk. W tych naczyniach widać połączenie tradycji, pasji i sztuki. Po prostu chce się je mieć w swoim otoczeniu.

 

 

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Ramka na biżuterię

Pomysł na okiełznanie różnych duperelek przy pomocy ramki jest stary jak świat. Nie zraża mnie to jednak do pokazania mojego wykonania tego projektu. Mało tego mam silne poczucie misji, bo wiem, że realizuję tzw. „katalizator zmian”. Gdy zabieram się za gruntowne przemeblowanie pomieszczenia, najdłuższym etapem jest poszukiwanie tego malutkiego kamyczka, który wyciągnięty spod góry głazów odbiera jej równowagę i rozpoczyna nieodwracalny proces demolki. Ta ramka jest takim kamyczkiem – „katalizatorem zmian” mojej sypialni. Skoro przewrotna ideologia już dorobiona, to teraz do roboty!

pointing s  Potrzebne materiały:
  • ramka,
  • taker = zszywacz tapicerski albo gwoździki,
  • papier ścierny o ziarnistości ok. 200,
  • farba kredowa (użyłam Annie Sloan Old White),
  • klej do decoupage,
  • lakier akrylowy mat,
  • zadrukowane kartki i/lub papier ryżowy.

Rama którą wykorzystałam była bardzo stara i nie miałam pewności czego prawykonawca użył do jej pomalowania. Podejrzewam, że to jakaś farba olejna. Po umyciu powłoka wyglądała całkiem przyzwoicie, więc pomalowałam ją farbą kredową, która trzyma się wszystkiego. Nałożyłam dwie warstwy farby Annie Sloan w kolorze Old White. Po wyschnięciu całość wygładziłam papierem ściernym o ziarnistości 220.

Kolejnym etapem był decoupage ramki. Zastosowałam papier ryżowy z motywem starej gazety i porwane kartki z książki „Doktor Żiwago”.

Fragmenty kartek i papieru ryżowego, powydzierałam żeby stworzyć wrażenie przedmiotu nadgryzionego zębem czasu. Klej nakładałam najpierw na miejsce, na którym miał być umieszczony papier, a następnie na jego powierzchni.

Aby nadać całości więcej patyny, zmieszałam ze sobą farby akrylowe: czarną, brązową i miedzianą i podkreśliłam wgłębienia ramy. Następnie tą samą mieszanką opstrykałam całość używając szczoteczki do zębów.

ramka przed „postarzeniem”

Na koniec naniosłam lakier akrylowy o matowym wykończeniu.

Do zawieszenia biżuterii chciałam wykorzystać stalową siatkę heksagonalną, ale jej cena ostudziła moje zapędy. W związku z tym padło na mniej efektowny sznurek. Przymocowałam go takerem, ale z powodzeniem możecie zamiast tego wbić kilka gwoździków.

Ramka sprawdziła się doskonale, jako stojak na kolczyki. Natomiast czy zadziała, jako „katalizator zmian” zobaczymy.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Punkty siedzenia, czyli o poprawie wizerunku

Mam działkę. Na niej dom, w którym, wyposażenie stanowią meble w różnych stylach i z różnych epok pochodzące. Większość  mebli wymaga jeśli nie gruntownego remontu, to na pewno chociaż lekkiego podrasowania wizerunku. Tak wyszło, że na pierwszy ogień poszły siedziska.

Dom kilka lat temu przeszedł gruntowny remont, a z desek z rozbiórki nasz utalentowany kolega Tomek zbudował nam stół i wygodną ławkę. A żeby była jeszcze wygodniejsza potrzebowała miękkiego siedziska.

Do wykonania siedziska potrzebne są:

  • gąbka tapicerska
  • materiał
  • maszyna do szycia
  • dla chętnych guziki do tapicerowania

1_img_6375

Gąbkę przyciełam na kształt planowanego siedziska. Metodą najprostszą z możliwych przygotowałam także do szycia materiał, tj. odrysowałam kształt gąbki i odcięłam z zapasem.

2_img_6380

3_img_6382

Szycie jest banalne, poza ostatnią fazą, kiedy ostatni bok jest zszywany razem z gąbkowym wypełnieniem, co może stanowić pewną trudność. Nie wiem, czy tak się to robi profesjonalnie, ale ja profesjonalistką nie jestem! Jak umiałam tak zrobiłam.

4_img_6388

5_img_6392

6_img_6401

No i już by było git, miękko i ciepło w pupę, ale ja wymyśliłam sobie, że chcę mieć guziki. Rozpoczęłam poszukiwania. W hurtowniach tapicerskich owszem są guziki do samodzielnego, za przeproszeniem – obciągania. Ale, żeby to zrobić dobrze, potrzebne jest specjalistyczne urządzenie. Nie chcąć kupować browaru, żeby się piwa napić, pomyślałam, że może jeszcze gdzieś są takie miejsca, gdzie, jak za starych, dobrych  czasów można przynieść swój materiał i wyjść z gotowymi, obciągniętymi materiałem guzikami. No i znalazłam, na ukochanej Pradze, urocza Pani prowadzi taki zakład.

8_20161110_124350

9_img_6573

Potem to już łatwizna, potrzebne są  miarka,  oko, igła z mocną nicią.

10_img_6615

11_img_6622
Oto ławka w całej okazałości

W napadzie tapicerowania, drugie życie dostała także poducha na bujany fotel. Wyglądała już naprawdę marnie, nawet trochę wstyd to pokazać, ale na swoją obronę mam to, że była przykrywana kocem:)

12_img_6529

Schemat pracy był podobny, czyli odrysowanie kształtu na materiale, szycie na lewą stronę, ostatni bok, ten najmniej widoczny, zszyty po prawej. No i guziki na koniec.

13_img_6568

14_img_657615_img_6577

o przepraszam tu jeszcze były przymiarki 🙂

16_img_6583

17_img_6592
ta dam!

Jeszcze na koniec wspomnę o siedzeniach z pieńków. Tak naprawdę, to one rozpoczęły proces zmiany wizerunku działkowych siedzeń. Przed planowaną imprezą zdecydowanie wymagały wymiany materiału na wierzchu.  Dostały też miękką gąbkę. Właściwie, to raczej my dostaliśmy:)

18_20160814_131952
Przed
19_20160814_153638
Po

Tak oto zmiany punktu widzenia doczekały się punkty siedzenia:)

Ewa

Koniec roku i życzenia.

Kończy się  rok. To naturalny czas porządkowania, zamykania rozpoczętych spraw. Zastanawiania się jaki był, co nam przyniósł, co zabiera ze sobą. Słyszę wokół wiele narzekania, że ten, który odchodzi był okropny i nich się już skończy….  Słyszę też nadzieję, że ten, który nadchodzi będzie lepszy, wyjątkowy….

Dla mnie ten odchodzący 2016 rok, był dobry. Trochę było w nim radości, trochę smutku. Były i niezrealizowane plany, ale i zaskakujące, przyjemne wydarzenia, którymi cieszyłam się bardzo. Przyznaję, że nawet mi smutno, że ten rok się kończy, ale też do nowego pochodzę z wielkim zaciekawieniem i nadzieją…

W ramach podsumowania i planowania zastanawiam się co mogę zrobić, jakie działania podjąć, żeby zaprogramować nadchodzący rok w sposób wyjątkowy, tak, żeby był bardziej radosny i optymistyczny. Jestem daleka od podejmowania wymyślonych zobowiązań noworocznych, które nie zrealizowane stają się powodem niezadowolenia i frustracji. Bardziej koncentruję się na planach, działaniach ale tylko takich, które są spójne z tym, co naprawdę dla mnie ważne i po przynosi harmonię, równowagę
i radość.

Z życzeniami pięknego, optymistycznego Nowego Roku chciałabym Was zachęcić do spojrzenia na świat w taki sposób, żebyście nie byli wobec siebie zbyt surowi i nie stawiali sobie tylko wymagań. Zaplanujcie w Nowym roku więcej czasu dla siebie, na radości i na to, co naprawdę sprawia Wam przyjemność. 🙂

Szczęśliwego Nowego Roku!

Ania

 

Święta Bożego Narodzenia

Święta Bożego Narodzenia to specyficzny czas. Dla jednych to czas wspominania, czas refleksji, powrotu do zapamiętanych z dzieciństwa obrazów, spotkań rodzinnych, prezentów.
Dla innych to czas samotności i trudnego radzenia sobie z brakiem rodziny, brakiem przyjaciół.

Najważniejsza jest jednak nasza refleksja co mogę zrobić, żeby te Święta były dla mnie czasem miłym i szczęśliwym. Nie co powinien zrobić ktoś, co się powinno wydarzyć, czego oczekuję…  Co JA MOGĘ ZROBIĆ, żeby ten czas był czasem szczęśliwym i żebym za kilka lat mógł scenki z tegorocznego Bożego Narodzenia dołączyć do najpiękniejszych wspomnień.
Każdy z nas ma coś do załatwienia, może telefon do kogoś z kim dawno nie rozmawialiśmy? Może spotkanie z kimś, kto był dla nas ważny? Może świeca zapalona za kogoś, kogo już nie ma? A może tylko rozmowa z samym sobą o naszych wartościach, celach….

A może wystarczy wspólnie, w większym gronie, z radością ulepić górę pierogów lub uszek i zacząć świętowanie od wspólnego przygotowania Wigilii, włączając się aktywnie w budowanie świątecznej atmosfery?

W imieniu POZYTYWNI, życzę Wam  radosnego przygotowania
i niezapomnianych,  pełnych ciepła i radości Świąt. 🙂

Ania

 

 

Podkładka pod kalendarz czyli cz. 4 cyklu o recyklingu palet

W ubiegłym roku po raz pierwszy samodzielnie zaprojektowałam swój kalendarz na kartkach A4 – do wydruku. Oprawiłam go w ramkę i co miesiąc miałam zmieniać stronę. Chociaż to tylko raz w miesiącu, to okazało się upierdliwe.

Postanowiłam podejść do tematu bardziej praktycznie. Można wydrukowane kartki umieścić na podkładce biurowej z klipsem, ale chciałam czegoś bardziej surowego. Stąd pomysł na tablicę z deseczek sosnowych odzyskanych z palet.

01

Prościej być nie może: 3 deseczki przycięte, oszlifowane i połączone poziomymi listwami oraz wkrętami.

03

Ponieważ to podkładka pod kalendarz, upływający czas powinien odcisnąć na niej swoje piętno. Owo piętno odcisnęło się bejcą, szczotką i woskiem wybielającym.

0405

07

O szczotkowaniu i woskowaniu drewna pisałam szerzej w Wyczesanych Podkładkach.

Elementem mocującym kartki mogłyby być stare, zardzewiałe gwoździe, ale pewnie zaburzyłyby mi feng shui w domu, a z całą pewnością BHP. W związku z powyższym padło na bambusowe klamerki do prania. Do tablicy przytwierdziłam je klejem na gorąco.

W tym roku przygotowałyśmy dla Was i dla Nas kalendarz z naszymi ulubionymi zdjęciami i cytatami.

Pobierajcie: kalendarz pozytywnia 2017

U mnie kalendarz wita od progu 🙂

podpis3

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Drugie życie Doktora Żiwago

Już mnie trochę znacie i wiecie, że jestem bywalczynią pobliskich, i nie tylko, śmietników. Jeśli umknęło to czyjejś uwadze, niech zajrzy do wpisu „Skandynawskie tornado”.

Właśnie w śmietnikowych okolicznościach mój los splótł się z losem zdekompletowanego egzemplarza „Doktora Żiwago”. Domyślam się, że były właściciel tej książki nie był miłośnikiem twórczości  Borysa Pasternaka. Jest to dla mnie w pełni zrozumiałe, bo ja do grona fanów również nie należę.

Moją uwagę zwróciły pięknie pożółkłe obrzeża kartek – od razu wiedziałam, że przed nimi drugie życie. Pewnie dla kilku osób to będzie profanacja perły literatury, ale trudno – biorę to na klatę.

Pierwsze wcielenie Doktora Żiwago – girlanda.

Jej wykonanie jest bardzo proste. Z kartek papieru wykonałam tutki, skręcając je i zabezpieczając taśmą klejąca i zszywaczem. Do kawałku kartonu, klejem na gorąco przykleiłam tutki na planie okręgu. Kolejne warstwy tutek można przyklejać do uzyskania półkuli.

Ja przykleiłam tylko trzy, a środek wypełniłam szyszkami i złotymi jabłkami z tworzywa sztucznego. Wszystkie elementy były mocowane klejem na gorąco.

Girlanda ma spory rozmiar – średnicę ok. 100 cm, ale jest bardzo lekka. Miała być tylko ozdobą na ubiegłoroczne święta, ale przy próbie usunięcia zdecydowany protest męża wprawił mnie w takie osłupienie, że girlanda wisi do dzisiaj. No cóż, nie można się przeciwstawiać społecznemu zapotrzebowaniu.

02

Drugie wcielenie Doktora Żiwago – choinka

Zasada jej wykonania jest analogiczna, jak w przypadku girlandy.

Tutki wykonane tak samo jak do girlandy, w trzech warstwach przykleiłam do styropianowego stożka. Jeśli nie macie takiego pod ręką, z powodzeniem można go zrobić samodzielnie z kartonu.

Jako zwieńczenie papierowej choinki wykorzystałam kokardę i skrzydła wycięte z tych samych kartek. Choinka uzupełniła świąteczną dekorację, w której pewnie rozpoznajecie drzewka z szyszek z postu „Wianki z szyszek”. To był ten brakujący element – symetria górą !

Zostało jeszcze kilka rozdziałów, więc za rok pewnie znowu zajrzę do tej książki.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Dywagacje przy porannej kawie cz.13. Rozmowa.

Dawno już nie pojawiała się dywagacja. 🙂 Pewnie sądzicie, że to dlatego, że to 13. Nic bardziej mylnego. 13-tka zawsze była dla mnie szczęśliwa,
nigdy się nią nie przejmowałam i myślę, że tak już zostanie. Mogę mieszkać pod nr 13. Wiele naprawdę dobrych umów podpisałam 13-tego. Tym razem ilość zadań, które sama sobie wyznaczyłam, zupełnie mnie przerosła i to jest głównym powodem  przesunięcia dywagacji na troszkę później.

Dziś chciałabym  podywagować z Wami o rozmowie. Z moich obserwacji wynika, że większość nieporozumień wynika z braku rozmowy lub braku umiejętności rozmawiania. Przykładów wokół mnie jest wiele i to zarówno w relacjach służbowych, jak i tych codziennych.  I nie myślcie, że mnie ten temat nie dotyczy. Dotyczy, dotyczy… Tak samo jak wszystkich. 🙂 Niejednokrotnie myślimy o czym, czegoś pragniemy i uważamy, że nasi najbliżsi powinni wiedzieć, zgadnąć, domyśleć się, przewidzieć czego potrzebujemy i jakie są nasze oczekiwania. Znam sytuacje gdy obrażony rodzić oczekuje od dorosłego dziecka, że zgadnie ono jego potrzeby, zrozumie, że jest samotny, że potrzebuje więcej kontaktu ze swoją, często zabieganą latoroślą. Mało kto ma odwagę, żeby powiedzieć otwarcie: wiesz, brakuje mi kontaktów z Tobą, czuję się samotny. A taka zwykła rozmowa, bez napinania się, obwiniania, pretensji i roszczeń może wiele zmienić w naszych codziennych relacjach. A może po prostu pozwoli na zrozumienie, że potrzebując więcej kontaktu z drugim człowiekiem powinniśmy sami bardziej się zaangażować i wyjść z inicjatywą lub zaproponować pomoc?

Gdzieś daleko na zimowej, pustej plaży….

Rozmowa to najprostszy sposób na ustalenie potrzeb, granic, zasad, wyjaśnienie nieporozumień, niejednokrotnie na utrzymanie lub uratowanie związku. Wiele par nie rozmawia ze sobą całymi latami, a później są zaskoczone zachowaniem swoich parterów i tym, że tak naprawdę niewiele wiedzą o ich potrzebach, marzeniach, zainteresowaniach.

Samotny liść…

A gdybyśmy tak znaleźli podczas tych świątecznych przygotowań chwilkę czasu, którą podarujemy komuś bliskiemu. To nie musi być długo. Wystarczy, że przez  kilka chwil, może pół godziny, może godzinę pobędziemy i porozmawiamy. A najistotniejsze jest to, żebyśmy w tym czasie byli skoncentrowani wyłącznie na tej osobie i na niczym więcej . 🙂

Zastanówcie się proszę nad tym, przy porannej kawie. 🙂

Ania

Zielony wianek na Boże Narodzenie

To już chyba ostatnia chwila, żeby zrobić wianek, który posłuży jako dekoracja świąteczna. Zachęcam Was  do podjęcia próby, bo zdanie jest dużo mniej pracochłonne niż wykonanie wianka z szyszek, a radość z samodzielnie wykonanej pracy jest ogromna. To co chciałabym Wam zaproponować wykonane jest zgodnie z zasadami florystyki, których liznęłam tylko troszkę, a mimo to, nie sprawiło mi wiele trudu. Wręcz przeciwnie, miałam wielką przyjemność dobierając elementy wianka.

Wianek z jodły szlachetnej

Czego potrzebowałam? Przede wszystkim wianka jodłowego, który stanowił bazę (do kupienia w kwiaciarni) i cztery dość szerokie świece, w kolorystyce takiej, jaką wybierzecie na dominującą, do swojego wianka.

Elementy podstawowe: świece, drut florystyczny, drucik dekoracyjny, taśma z dżetami.

Potrzebny będzie również drut florystyczny, który posłuży do umocowania świec i przymocowania wszystkich dekoracji. Do przymocowania małych elementów, oprócz drutu,  używałam kleju na gorąca, chociaż muszę się przyznać, że zafascynowana pracami z ostatniej wystawy W oczekiwaniu, starałam się, w miarę możliwości, wszystkie elementy mocować przy pomocy drutu florystycznego.

Elementy dekoracyjne wianka mogą stanowić różne drobne przedmioty. U mnie są to cynamon, anyż, plasterki pomarańczy, susz egzotyczny, szyszki i oczywiście cztery kokardy, które wykonałam z taśmy z dżetami.

Dekoracja wianka: szyszki, cynamon, anyż i inne elementy.

Pracę zaczynamy od symetrycznego rozmieszczenia świec na wianku. Do umocowania każdej ze świec użyłam cztery kawałki grubszego drutu florystycznego, który przed umieszczeniem w świecy podgrzewałam.

Gruby drut florystyczny przed umieszczeniem w świecy należy rozgrzać.
Mocowanie świecy – cztery druciki umieszczone w świecy należy przyciąć do odpowiedniej długości.

Następnie przymocowałam kokardy i kolejno: czerwone kuleczki na gałązkach, laski cynamonu owinięte drucikiem dekoracyjnym oraz poszczególne elementy dekoracyjne, które ozdobiły i ożywiły wianek.

Kokarda
Po umocowaniu świec, kokard rozpoczynamy dalsze dekorowanie…

To, czego użyjecie zależy od Wasze inwencji. Zapewniam Was, że zabawa jest przednia, a efekt murowany. 🙂

A to końcowy wynik mojej pracy. 🙂

Ania