Wielkanocne inspiracje – relacja z warsztatów

Korzystając z tego, że wiosenna aura nie zachęca do wycieczek poza miasto, w tym roku wcześniej niż zwykle spotykałyśmy się, żeby razem przygotować ozdoby wielkanocne. Dużą część czasu poświęciłyśmy ćwiczeniu nowej dla nas techniki – złocenia. Znacie już ją z wpisu „O tym, jak ozłocić jaja”.

Złocone jaja (styropianowe i drewniane) zostały wykorzystane m.in. do ozdobienia wianków. Ponieważ głównymi aktorem ma być złocenie, reszta dekoracji jest utrzymana w prostym, naturalnym stylu.

Wianek wiklinowy z drewnianymi jajami i piórkami

Wianek z patyków – już wkrótce wpis, o tym jak powstawał.

W hołdzie nowemu sezonowi ogrodniczemu wykonałyśmy wianek z maleńkich, terakotowych doniczek.

Wianek z doniczkami – już wkrótce wpis o tym, jak powstawał.

Nie zabrakło też tradycyjnych motywów: niebieskie i złote jaja ozdobione ciemniejszą farbą, „napstrykaną” szczoteczką do zębów, które stały się częścią wielkanocnych i wiosennych aranżacji.

W kloszu (poniżej) widać pomalowaną na biało gałązkę oblepioną papierowymi motylami. Motyle z nadrukiem zostały wycięte ze starej książki – tej co zwykle („Drugie życie doktora Żiwago„), natomiast te kolorowe to zwykły wydruk z laserówki. Mały myk polega na tym, że przed wycięciem motyli, kartkę z wydrukiem pomalowałam lakierem akrylowym (Vidaron, mat). Dzięki temu motyle są sztywniejsze i po uformowaniu zachowują nadany kształt.

Tak samo przygotowałam motyle do wianka, który wykonałam w ubiegłym roku. Został zrobiony ze zwykłej obręczy z wikliny, do której klejem na gorąco przymocowałam gałązki. Całość została pomalowana farbą akrylową w sprayu. Znacie go z wpisu „Sztuka na ścianę, czyli otwarcie cyklu o recyklingu palet„.

W kolejnych wpisach chcemy się podzielić z Wami tym, jak powstawały niektóre z tych ozdób m.in. wianek z patyków i wianek z doniczkami. Mamy nadzieję, że zainspirujemy Was do wykonania podobnych ozdób.

Całusy 😉

 

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

 

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

O tym, jak ozłocić jaja

Przyznaję, że tytuł wpisu może wydać się nieco kontrowersyjny, ale nie będę owijać w bawełnę. To jest wpis o złoceniu jaj. Sama technika może oczywiście dotyczyć bardziej wyrafinowanych obiektów. Ja pozostanę jednak w rustykalnym klimacie, szczególnie że Wielkanoc za pasem.

Do złocenie jaj wykorzystam tę samą technikę, którą opisałam w „Złoconych doniczkach”.

pointing s  Potrzebne materiały:
  • jaja styropianowe lub drewniane,
  • szlagmetal w wybranym kolorze (należy założyć zużycie ok. 1 płatka 16×16 na całą powierzchnię 1 jaja średniej wielkości),
  • klej do złoceń np. mixtion + pędzel,
  • lakier spirytusowy syntetyczny np. Werniks Mekka marki Renesans + pędzel,
  • waciki,
  • farba akrylowa + pędzel,
  • lakier akrylowy (np. Vidaron) + pędzel,
  • szczoteczka do zębów lub sztywny pędzel.
  • papier ścierny o gradacji > 200.

Nie bez powodu proponuje Wam przy każdym preparacie oddzielny pędzel. Poza komfortem pracy i czystym wykończeniem pomoże to utrzymać pędzle w dobre kondycji. Trzeba zwrócić uwagę na rozpuszczalnik, jaki został użyty w preparacie i najlepiej tym samym myć pędzle. W przypadku farb i lakierów akrylowych będzie to woda, natomiast w przypadku kleju i werniksu alkohol.

Przygotowanie powierzchni pod złocenie

Jaja styropianowane mają zwykle ślady po formie, które trzeba zetrzeć papierem ściernym.

Kolejnym krokiem jest nałożenie farby akrylowej. Naniosłam dwie warstwy i poczekałam aż wyschną.

Farbę w kolorze kontrastowym dobrze rozcieńczyłam wodą i pstrykając nią ze szczoteczki do zębów naniosłam kropki na powierzchnię. Uzyskany efekt miał przypominać wzór ze skorupki jaja drozda.

Kiedy farba wyschła, nałożyłam dwie warstwy lakieru akrylowego o satynowym wykończeniu (Vidaron). Lakierowanie pomalowanej powierzchni jest istotnym krokiem, ponieważ zapobiega to wsiąkaniu kleju do złoceń w podłoże.

Złocenie

Do przyklejenia złoceń użyłam kleju mixtion. Klej nałożyłam na miejsca pod szlagmetal i odczekałam ok. 15 minut. Jeśli zależy Wam na gładkim wykończeniu, klej trzeba nanieść cienką warstwą, dobrze wygładzając.

Klej do złoceń Mixtion Akrylowy „Anlegemilch” firmy Roman Szmal Art;
Werniks Mekka Bezbarwny marki Renesans

Na zdjęciu poniżej można zauważyć fakturę na złoceniu. To  pozostałość po nonszalanckich pociągnięciach pędzlem z klejem. Jak widać nie ma co liczyć na samopoziomowanie się preparatu. Jest to cecha, którą fajnie można wykorzystać przy postarzaniu powierzchni, ale o tym w innej bajce.

Klej naniosłam nieregularnymi plamami, zależało mi na „poszarpanych” krawędziach złoceń.

Klej po wyschnięciu tworzy przezroczystą, lepką powłokę. Folia klei się mocno przy pierwszym kontakcie z jej powierzchnią.

Wykruszony szlagmetal warto zebrać, może się przydać do innych projektów.

Nakładanie folii na zakrzywiona powierzchnię może się wydawać trudne, ale wszelkie zagniecenia szlagmetalu łatwo jest wygładzić. W tym przypadku zrobiłam to przy pomocy wacika i kolistymi ruchami usunęłam od razu nadmiar folii. W przypadku klejenia małych fragmentów szlagmetalu trzeba uważać, aby włókna z wacika lub waty nie przywarły do lepkiej warstwy kleju. Bardzo trudno jest je potem usunąć.

Przypomnę, że szlagmetal imitujący złoto to folia składająca się głównie z miedzi, która łatwo koroduje. Aby temu zapobiec trzeba zabezpieczyć złocenie. Użyłam do tego celu werniksu bezbarwnego Mekka marki Renesans.

Do wyboru do koloru

Na zdjęciach poniżej widać różne warianty zestawień kolorystycznych. Najbardziej podoba mi się ciemna ultramaryna + złoto.

zielenie + srebro
turkus + miedź oraz ultramaryna + złoto,
niektóre jaja otrzymały złote „czapeczki” z pinezek tapicerskich

Wkrótce relacja z naszego spotkania warsztatowego, gdzie złocone jaja wykorzystałyśmy m.in. do ozdobienia wianków.

Całusy 😉

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Relacja z wystawy storczyków Orchidea 2017

W dniach 2-5 marca w BUW-ie miała miejsce Ogólnopolska Wystawa Storczyków Orchidea 2017. Na wystawie, ku zadowoleniu odwiedzających, była możliwość zakupu pięknych okazów oraz zasięgnięcia porad na temat uprawy roślin.

Z mojej perspektywy fantastycznym była możliwość uczestnictwa w warsztatach, które w bardzo ciekawy, prosty sposób porządkowały wiedzę o storczykach i o prawidłowej ich pielęgnacji.
Warsztaty prowadził Piotr Dobrzyński, który zarażał swoją storczykową pasją  i przekonywał, że uprawianie tych roślin jest możliwe przez każdego, nawet mało doświadczonego miłośnika roślin. 🙂

Kilkoma  informacjami, które otrzymałam podczas warsztatu chciałabym się z Wami podzielić.

Opiekę na naszą rośliną rozpoczynamy już w chwili przyniesienia jej do domu, gdzie kluczowe jest nie rozpakowywanie rośliny od razu, a powolne otwieranie opakowania, pozwalające na wyrównanie temperatury wewnątrz opakowania z temperaturą pomieszczenia. Takie postępowanie nie naraża rośliny na szok i utratę kwiatów. To, na co powinniśmy zwrócić uwagę, to miejsce, gdzie ustawimy nasza roślinę i fakt, że storczyki nie lubią bezpośredniego, intensywnego oświetlenia. W przypadku planu uprawy storczyków na południowej wystawie należy osłonić w tym miejscu okno za pomocą kalki kreślarskiej tak, żeby słońce nie naświetlało nadmiernie naszej rośliny.
Kluczowymi są również warunki uprawy. Storczyki nie lubią bliskości gazu z kuchenki ani sąsiedztwa owoców z uwagi na wydzielający się etylen.

Nasze rośliny podlewamy wstawiając do pojemnika z wodą, która powinna być wodą demineralizowaną lub oczyszczoną za pomocą odwróconej osmozy. Możemy również zastosować deszczówkę. Nie powinna być to woda z kranu lub przepuszczona przez filtr typu britta.  Poziom wody  w pojemniku powinien być wysoki, ale taki, który nie pozwalająca na bezpośrednie zalanie podłoża z góry. Czas namaczania to minimum 20-30 min. Błędna jest opinia, że zbyt długie pozostawienie rośliny w pojemniku z wodą spowoduje uszkodzenie korzeni. Nawet kilku godzinne pozostawienie rośliny w pojemniku z wodą nie spowoduje uszkodzenia rośliny.

To, na co powinnyśmy zwrócić szczególną uwagę to dbałość o czystą
i suchą  nasadę, gdzie wyrastają nowe liście. W przypadku zalania tego miejsca wodą, konieczne jest jego osuszenie za pomocą ręcznika papierowego.

Liście roślin powinny być czyszczone za pomocą delikatnych płatków kosmetycznych. I to co mnie zaskoczyło najbardziej, ale po chwili zastanowienia faktycznie mnie przekonuje, to używanie do zmywania piwa, jako źródła witamin z grupy B lub wody z dodatkiem cytryny, stanowiącej źródło witaminy C.

Mitami są również informacje, że storczyki przesadzamy tylko w określonym czasie i konieczność uprawy wyłącznie w przezroczystych pojemnikach. Dopytałam osobiście – możemy wstawiać storczyki w osłonki, a przesadzamy wtedy, kiedy jest taka potrzeba. 🙂

W celu zachowania storczyków w dobrej kondycji przez wiele lat i obfitego kwitnienia  kluczowymi są również  temperatura otocznie i odpowiednie nawożenie. Należy zwrócić uwagę, że nawozy na bazie azotu zwiększają masę i jakość liści, a na bazie fosforu poprawiają obfite kwitnienie roślin. Podczas warsztatu prowadzący rekomendował specjalistyczne odżywki do storczyków  pod warunkiem dokładnego przestrzegania instrukcji stosowania.

I jeszcze bardzo ważne informacje dotyczące podłoża, które należy wymieniać raz na trzy lata.

To tyle na dziś. Więcej o przesadzaniu storczyków postaram się napisać w kolejnym poście. A teraz zapraszam do obejrzenia tych roślin, które na mnie zrobiły największe wrażenie.

                                                                                          Ania

 

Zapisz

Dzień Kobiet

Na temat Dnia Kobiet są różne opinie. Jedni mówią, że to komunistyczne święto, które kojarzy się z rajstopami,  goździkiem i nie obchodzą go. Inni nie mają nic przeciwko podkreśleniu roli kobiet i faktycznie celebrują ten dzień. Zdecydowanie jestem za umiarem i myślę sobie, że jeśli ktoś ma ochotę podarować swojej dziewczynie, żonie, czy matce kwiaty i świętować w tym dniu, odpowiadam: a czemu nie?…. 

Nie lubię zbiorowych uroczystości i wymuszonych działań z cyklu bo wypada. Wolę ciszę i niepamięć, niż nieszczere życzenia. Ale to tylko moja opinia na ten temat.

A w Dniu Kobiet życzę Wam i sobie więcej tolerancji, szacunku i spokoju. Życzę, żebyśmy były kochane, doceniane i podziwiane. I najważniejsze, żebyśmy tym wszystkim, czego sobie życzymy, mogły obdarować również naszych mężów,  partnerów, przyjaciół. A ta piękna orchidea niech będzie zachętą do odwiedzenia naszego bloga w najbliższy poniedziałek. Przygotowałyśmy dla Was relację z wystawy orchidei. Będą tez informacje o tym jak dbać o nasze storczyki, żeby mogły nas cieszyć cały rok. Nie tylko w Dniu Kobiet.

Ania

Złocone doniczki

Podczas zimy człowiek lekko hibernuje. Albo jest zimno, albo ciemno, a najczęściej zachodzą obie sytuacje. Mimowolnie sięgamy po węglowodany (im prostsze tym lepsze) i seriale (ta sama prawidłowość co wcześniej). Po pewnym czasie metabolizm spowalnia, myślenie spowalnia, źrenice się zwężają, powłoka grubieje. Coraz częściej z tyłu głowy świdruje pytanie: czy jestem niedźwiedziem,  cyborgiem, a może niedźwiedzio-borgiem?

Niedźwiedzio-borg w markecie

Pewnego dnia idziesz z tymi zwężonymi źrenicami i niepewną tożsamością do marketu, a tam wiosna! W związku z tym na półki rzucono wszystkie kolory świata. Odkryto też na nowo potencjał działu OGRÓD i naszpikowano go nieprawdopodobnymi okazjami. Jak w tej sytuacji zachowa się niedźwiedzio-borg z zaburzoną optyką? Węglowodany proste to plus 10 do mocy, więc będzie walczył zawzięcie o doniczki i rośliny sezonowe z promocji.

Tyle doniesień z niesamowitego świata przyrody, a co u mnie? No cóż, to zapewne nic nie znaczy, ale kupiłam doniczki w promocji. Aby odwrócić uwagę od poprzedniego zdania, dodam że je ozłociłam. Zawiodę tych, którzy przywołali obraz Ludwika IV w ociekającej złotem i klejnotami stylówie, podczas konnej przejażdżki. To będzie złocenie przaśne zwykłym szlagmetalem.

Szlagmetal

Dlaczego nie użyłam złota? Przyczyna jest prozaiczna – cena 100 płatków (16×16 cm) szlagmetalu to koszt ok. 20 zł, natomiast ta sam ilość złota płatkowego (20 karatowego) to ok.  400 zł.

Szlagmetal to folia metalowa, rozklepana do cieniutkich płatków. Ten imitujący złoto zawiera w przeważającej części miedź, natomiast srebrny jest wykonany na bazie aluminium.

Szlagmetal jest zwykle sprzedawany z formie książeczek. Na zdjęciu kolor miedziany, złoty i srebrny.

Mimo tego, że płatki szlagmetalu są grubsze i twardsze od złota, najmniejszy powiew powietrza zabiera je w otchłań zapomnienia. Jeśli chcesz pociąć płatek na mniejsze fragmenty, najlepiej zrobić to po włożeniu go między złożoną kartkę papieru.

Szlagmetal można nakładać na dowolną powierzchnię. Jako podkładu można użyć farby akrylowej, a następnie lakieru akrylowego. Do przyklejenia szlagmetalu służy specjalny klej  – mixtion.

Szlagmetal  na bazie miedzi czyli w kolorze złotym lub miedzianym wymaga zabezpieczenia przed korozją. Służą do tego lakiery spirytusowe syntetyczne.

pointing s  Potrzebne materiały:
  • doniczka,
  • szlagmetal w wybranym kolorze,
  • klej do złoceń np. mixtion,
  • lakier spirytusowy syntetyczny (szczegóły na końcu wpisu) + pędzel,
  • lakier akrylowy + pędzel.

Przygotowanie powierzchni pod złocenie

Na powierzchnię doniczki nałożyłam dwie warstwy lakieru akrylowego o matowym wykończeniu (Vidaron). Pomalowałam całą doniczkę, również jej wnętrze. Lakier jest powłoką izolującą i zapobiega przenikaniu wilgoci do warstwy ozdobnej oraz wsiąkaniu kleju do złoceń w podłoże. Jeśli ktoś ma taką zachciankę, na lakier można położyć farbę akrylową lub kredową. Trzeba wtedy pamiętać o ponownym lakierowaniu.

Złocenie

Do przyklejenia złoceń służy specjalny klej o dźwięcznej nazwie mixtion. Jest to specjalnie spreparowany tłusty werniks. Można go dostać w sklepach z materiałami plastycznymi i/lub do dekupażu.

Klej do złoceń Mixtion Akrylowy „Anlegemilch” firmy Roman Szmal Art

Klej nałożyłam na miejsca pod szlagmetal i odczekałam ok. 15 minut. Mixtion ma białawy kolor, natomiast po wyschnięciu jest przezroczysty i lepki.

Ze względu na to, że szlagmetal jest bardzo delikatny trzeba bardzo uważać, aby nie odleciał przy głębszym wydechu. Początkowo chciałam nakładać go pęsetą, ale łatwiej było mi to zrobić po prostu palcami. Folia klei się dość mocno przy pierwszym zetknięciu z lepka powierzchnią, więc nie ma powtórek. Na szczęście to co się pozagina łatwo później wygładzić.

Najbezpieczniej jest szlagmetal docisnąć miękkim pędzlem. Są oczywiście specjalne pędzle wachlarzowate do złoceń, ale taki do makijażu też się sprawdzi. Ja wykorzystałam zwykły pędzel syntetyczny.

Zabezpieczenie złocenia

Jak już pisałam, złocenia wykonane przy pomocy szlagmatalu na bazie miedzi, który udaje złoto, trzeba zabezpieczyć. Zaleca się do tego celu lakier spirytusowy. Sprawdzą się więc politury (spirytusowe roztwory szelaku), a także werniksy na alkoholu. Ja użyłam werniksu bezbarwnego Mekka marki Renesans.

Dlaczego odpadają lakiery wodne? Czytałam, że nawet niewielka ilość wody powoduje patynowanie szlagmetalu. Oczywiście informacje tę potraktowałam jak rzuconą rękawicę, więc zaraz znowu coś ozłocę i polakieruję wodnym lakierem akrylowym.

Epilog z patyną w tle zapowiedziany, a teraz nasyćmy oczy złotem, miedzią i zielenią.

Całusy 😉

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Reinkarnacja starego żyrandola

W związku z trwającym armagedonem w sypialni, wyleciał stary żyrandol. Dziwny projekt z późnych lat 90-tych, o drapieżnej formie. Chcę wierzyć, że inspirowany secesją, ale również dobrze mogłaby to być „Dynastia”.

Cierpienia młodego recyklera

Kiedy otrzymuję lub znajduję przedmiot od razu widzę miejsce dla tuningu. Inaczej jest, gdy w grę wchodzą przeróbki mebli z własnego otoczenia. Tak długo na nie patrzę, że na twardy dysk, na stałe wpisuje mi się ich zastosowanie i wygląd. Sentymenty i przyzwyczajenia – ciągle z tym walczę. A przecież w recyklingu nie ma miękkiej gry. Trzeba być twardym: ciąć, drapać, szlifować, używać zestawień kolorystycznych wywołujących globusa i ekstazę nerwową.

W przypadku żyrandola początkowo znikąd nie widziałam ratunku. Pewnie opatrzenie i dzika forma przywiodły mnie do ostateczności: wyrzucić! I to pomyślałam ja, nawrócona z konsumpcjonizmu recyklerka…

Kolor

Okazuje się, że spojrzenie z innej perspektywy pozwala dostrzec nowe możliwości. Dopiero po dokładnym wyczyszczeniu i oględzinach z bliska zauważyłam, że żyrandol ozdobiono miedzianymi „maźnięciami”.

Już wiedziałam, że motyw trzeba rozwinąć i lampa zostanie przemalowana na ten kolor. Do tego celu użyłam lakieru w sprayu Den Braven, który już wcześniej testowałam na butelkach w adwentowym świeczniku. Lakier śmierdzi koszmarnie, ale daje ładne, metaliczne wykończenie.

Być jak Philip Starck

Nie można do wszystkiego pochodzić śmiertelnie poważnie. Zwykle odwaga i poczucie humoru w projekcie usprawiedliwiają nawet kicz. Dla mnie mistrzem tego podejścia jest Philippe Starck. Być przez chwilę prawie jak on… Naturalnie „prawie” robi wielką różnice, ale na mój własny użytek wystarczy. Początkowo chciałam wykorzystać parasol, tak jak zrobił to Starck w lampie Marie Coquine. Miejsce na takie przedsięwzięcie jest, bo pomieszczenia są bardzo wysokie, ale nie byłam gotowa na apoteozę przepychu. Bezpieczniej było ograniczyć środki wyrazu. Usunęłam więc klosze, a całości nadałam jednolity miedziany look.

żyrandol w „lakierni” z kartonu, na balkonie

Docelowo mają być zamontowane żarówki z edisonowskimi żarnikami, a na razie są świetlówki-kulki. Ponieważ dotkliwie raniły moje uczucia białymi elementami, musiałam je również przemalować na kolor miedziany.

oklejenie świetlówek przed malowaniem

Wyszło trochę industrialnie, trochę steampunkowo, no i niepoważnie, czyli dla mnie w sam raz.

Finał w cekinach

Żyrandol zawisł w tzw. salonie, zajmując miejsce plafonu, który stracił sens bytu, po tym jak pozbyliśmy się projektora.

Za jakiś czas, jak zbiorę się na odwagę dołożę do żyrandola srebrną parasolkę, kryształki, a kto wie, może nawet boa z piór. Następnie w sukni w cekiny wykonam brawurowo jeden z układów Freda Astaire’a. Za jakiś czas…

Całusy!

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Prezenty – pudełko dla Taty uzależnionego od herbaty

Dzisiaj będzie pomysł na prezent.   Nie będę ściemniać, że można go zrobić bez przygotowania, ale zakup kilku drobiazgów, dostęp do drukarki laserowej i zacięcie artystyczne (prawdziwe bądź urojone) wystarczą, żeby wykon się udał.

Potrzebne będą:

  • drewniane pudełko / herbaciarka
  • farby akrylowe w ulubionych kolorach oraz  pędzel
  • serwetka
  • klej do decoupage
  • lakier akrylowy
  • zmywacz do paznokci
  • wydruk z drukarki laserowej z ładną grafiką w odbiciu lustrzanym

Pudełko pomalowałam na biało farbą akrylową.  Wcześniej jednak  pomalowałam ciemną farbą krawędzie, które planowałam w dalszych etapach zdrapać, celem postarzenia pudełka. Na dnie zaplanowałam pepitową serwetkę.

I jak zaplanowałam tak zrobiłam. Łatwiej serwetkę przykleić i potem obciąć krawędzie. Mnie nigdy nie udaje dociąć serwetki w idealnym rozmiarze przed jej przyklejeniem. Dla niewtajemniczonych w techniki dekupażu dodam, że rozwarstwioną serwetkę, tj. jej górną warstwę, kleimy pędzlując ją klejem od zewnętrznej, wzorzystej strony. Jak to w życiu, trudno niestety uniknąć zmarszczek 🙁

Dalej zajęłam się zdobieniem zewnętrza moją ulobioną techniką, czyli transferem. Technikę tę już prezentowałyśmy w kilku wpisach np. u Justyny tutaj: http://www.pozytywnia.pl/co-t-raperzy-znad-wisly-maja-wspolnego-z-transferem-na-zmywacz-2/

Wydruk z drukarki laserowej w odbiciu lustrzanym przykładamy do pomalowanej suchej powierzchni.  Następnie nasączamy papier zmywaczem do paznokci i dość mocno traktujemy powierzchnię czymś gładkim, np. łyżeczką. Wydruk powienien odbić się na farbie, którą pomalowane było pudełko. Efekt jaki uzyskujemy tą  techniką jest wystarczająco dobry  dla pudłeka, które ma wyglądać na stare. Nie siliłam się nawet na jakieś dodatkowe malowanki.

Następnym etapem było odrapanie wszystkiego na krawędziach, tak, aby wyglądało na używane latami.  Całość zabezpieczyłam lakierem akrylowym.  I  po sprawie.  Praca zajęła mi kilka godzin, ale to godziny spędzone na relaksie i wyżyciu się artystycznym, akurat  na miarę moich możliwości.

Ewa

PS. I żeby nie było wątpliwości, że to nie z fabryki w Chinach, na spodzie pudełka taki szblon:

Zabawa w dekorowanie okien

Od dawna jednym z miejsc, które dekoruję w moim domu jest okno, a właściwie okna w  kuchni połączonej z jadalnią. Staram się, żeby było w tej dekoracji coś charakterystycznego dla aktualnego miesiąca lub  pory roku.

Już wkrótce Walentynki….

Zdarzało mi się, że okna ubrane na Boże Narodzenie, tak bardzo polubiłam, że zostawały udekorowane  aż do Wielkiej Nocy. 🙂

Boże Narodzenie

Muszę przyznać, że moje dekoracje rzadko się powtarzają.  Z roku na rok wymyślam coś zupełnie innego, chociaż elementem wspólnym dla większości dekoracji są kokardki lub motyle – mój ulubiony motyw, pojawiający się  prawie we wszystkich wykonanych lub udekorowanych przeze mnie przedmiotach.

Kokardka z kryształowym serduszkiem
Ulubione kokardki, tu w połączeniu z czerwonymi kuleczkami.

Podstawą dekoracji są kupione dawno temu w IKEA białe batystowe firanki. Są na tyle prześwitujące i nieprześwitujące jednocześnie, że nie wymagają już dodatkowych zasłon. Z resztą zawsze uważałam, że zbyt duża ilość tkanin w tej części domu nie jest potrzebna.

Z uwagi na fakt, ze w naszym domu całe życie rodzinne i towarzyskie skupia się właśnie w tej części domu, staram się, żeby to miejsce było wyjątkowo miłe i przyjazne. Wielką przyjemność sprawiają mi opinie znajomych, którzy mówią, że po wejściu  do jadali czuje się, że to jest moje mieszkanie. To bardzo miły komplement. 🙂

Do dekoracji używam prostych elementów, różnych wstążek kupionych w pasmanterii, szyszek, kryształowych lub ceramicznych serduszek, muszli, piórek, jajeczek i wszystkiego, co mamy pod ręką, co może być odpowiednie do uzyskania klimatu podkreślającego daną porę roku lub święto.

Szyszka z kokardką
Walentynkowe serduszko, oczywiście z kokardką 🙂

Kilka przykładów możecie zobaczyć na moich fotkach. No i jeszcze jedno, wszystkie elementy mocowane są na maluteńkie agrafki.

W oczekiwaniu na wiosnę

Mam nadzieję, że zainspirują Was do zabawy z dziećmi lub po prostu będą powodem do miłego spędzenia czasu i dania upustu swoje kreatywności.

Miłej zabawy. 🙂

Ania

Wianek na Walentynki

W ubiegłym roku zupełnie przegapiłam Walentynki. Nie oznacza to, że minęły bez echa, bo mój mąż opanował sytuację. Za to w tym roku postanowiłam przygotować się wcześniej. Może te Walentynki są niepolskie, może infantylne, ale ja je lubię. Obawiam się, że dla mnie każdy powód do świętowania jest dobry. Zastanawiając się, co by tu zmajstrować, przejrzałam moją kolekcję wiankowych inspiracji na pinterest i przypomniałam sobie wpis o wianku ze starej książki z bloga Szpilki remontują. A że został jeszcze jeden rozdział książki Doktor Żiwago, postanowiłam go wykorzystać.

Wianek z papieru miał być ozdobiony zdjęciami zakochanych par w stylu retro – fotki w ozdobnych, postarzonych, malutkich ramkach. Kluczowe jest tu słowo „malutkich”. Sądziłam, że kupię plastikowe ramki w sklepie typu „wszystko po 5 zł” pomaluje je farbą kredową, postarzę i będzie ultrafioletowo. Niestety pomyliłam się. To nie sezon na malutkie, fikuśne ramki. Poniżej formatu pocztówki trudno cokolwiek znaleźć, a jak już jest to cena przeczy całemu zamysłowi. To ma być projekt prawie recyklingowy.

Skoro nie ma, to trzeba zrobić. O tym, że padło na passe-partout czyli ramkę kartonową, przesądziła cena w okolicach 2 zł. Dobrze się stało, bo taka ramka jest bardzo lekka, nie tylko cenowo, ale i wagowo. Pierwotny plan mógł się okazać niemożliwym do zrealizowania, bo delikatny, papierowy wianek nie „udźwignąłby” zwykłych ramek.

pointing s  Potrzebne materiały:
  • passe-partout (x3),
  • pleksi lub gruba folia (opcjonalnie),
  • stara książka lub inny zadrukowany papier,
  • styropianowe koło,
  • klej i pistolet do klejenia na gorąco,
  • wydruki grafik (ornamenty) do transferu,
  • zmywacz do paznokci z acetonem,
  • wydruki zdjęć (wykorzystałam zdjęcia z The Graphics Fairy),
  • farba akrylowa: brąz, czerń.

Przygotowanie ramek i zdjęć

Passe-partout przycięłam do potrzebnej wielkości nożyczkami. Ponieważ brzegi się postrzępiły, opiłowałam je delikatnie zwykłym pilnikiem do paznokci (>200). Papier ścierny (>200) też pewnie się sprawdzi.

Następnie naniosłam na ramki transfer z wydrukowanych ornamentów. Zadrukowaną stronę docisnęłam do kartonu wacikiem nasączonym zmywaczem.

Uzyskanym z farby brązowej i czarnej „szaro-burem” przyciemniłam krawędzie ramek. Farbę naniosłam (tapowałam) gąbką – można wykorzystać gąbkę do makijażu. W przypadku tego rodzaju kartonu, wodne roztwory trzeba nanosić ostrożnie, bo brzegi mogą napęcznieć. Dlatego farbę nałożyłam w 3 cienkich warstwach.

W sklepie dla plastyków kupiłam arkusz pleksi. Nożykiem nacięłam linię na powierzchni, zgodnie z którą złamałam arkusz. Uzyskałam substytut szkła do ramki. Można z tego etapu zrezygnować, przechodząc od razu do wycięcia zdjęć.

Poszczególne elementy połączyłam ze sobą klejem na gorąco.  Od spodu do ramki przykleiłam jeszcze pasek kartonu, który będzie elementem nośnym. Nie chciałam przyklejać zdjęcie bezpośrednio do wianka. Pod wpływem ciężaru całej ramki wydruk mógłby się odkształcić lub nawet podrzeć. Oh mon dieu!

Przygotowanie wianka

Najbardziej czasochłonne było przygotowanie ruloników z podartych kartek. Do tego celu użyłam pasków o wymiarach c-ca 5-7 cm (szerokość) i długości ok.13 cm.

Obręcz styropianową (śr. 30 cm) owinęłam paskami również wydartymi ze stron książki i przymocowałam klejem na gorąco.

Kolejnym etapem było przyklejenie rurek.

Po przyklejeniu pierwszej warstwy ruloników do obręczy, umocowałam ramki. Pozostałe rurki nadały wiankowi objętości i ładnie wtopiły ramki w kompozycję.

Poza Wami i Internetem nikt nie wie, że to strony z Doktora Żiwago. To mogłaby być znacznie bardziej romantyczna lektura, może poezja miłosna, może powieść erotyczna… może się zagalopowałam 🙂 .

Zdaje sobie sprawę, że wieszanie zdjęć obcych ludzi może być dla niektórych wstrząsającą propozycją. W tej sytuacji proponuję wykorzystać zdjęcia swoje lub bliskich.

W każdym razie mój mąż jest tak fajny, że mimo uwielbienia dla minimalizmu zaproponował, aby wianek ozdobił sypialnię – choć jak już jedziemy z francuską nomenklaturą to powinnam napisać: boudoir.

Au revoir i udanych Walentynek!

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Ćmy i motyle w bibliotece

Ostatnio wpadłam na pomysł, aby jedną ze ścian w sypialni wytapetować. Od dawna chodzą za mną tapety Cole & Son z grafikami Piero Fornasetti lub z motywem brzóz. Jednak ze wględu na koszty pozostają tylko w sferze marzeń.  Ogromnie podoba mi się również ostatnia kolekcja fototapet Rebell Walls. „No 7 – Curious” tropi ślady belle epoque, steampunk, gabinetu osobliwości.  To moje, dziwne klimaty o czym wspominałam we wpisie „Pod Kloszem”. Moją uwagę zwróciła The Buttefly Library z motywami odręcznego pisma i grafik przedstawiających motyle, które często transferuję na ozdabiane przedmioty. Tapeta zainspirowała mnie do zrobienia czegoś w mniejszym formacie, co ozdobi ścianę przed ostatecznym wyborem.

Tak się składa, że w kolejce na moją uwagę czekała zapomniana rama. Bardzo prosta forma wydała mi się fajnym kontrastem do wypełnienia, które ma być czym (transferowa) chata bogata.

Jeśli chodzi o grafiki to ja niezmiennie polecam dwa miejsca w sieci: The Graphics Fairy oraz Old Design Shop.  Duża część zbiorów jest udostępniana za darmo, co ważne bez naruszania praw autorskich. Dla ułatwienia motywy, które wykorzystałam wrzuciłam na naszą tablicę na Pinterest.

pointing s  Potrzebne materiały:
  • rama,
  • karton,
  • wydruki z wybranymi grafikami (Uwaga: typografia do transferu musi być w odbiciu lustrzanym),
  • klej do papieru,
  • farby akrylowe: biały, brąz, czarny, ewentualnie miedź,
  • zmywacz do paznokci z acetonem.

Karton przycięłam do wielkości, którą wyznaczyła rama i rozmieściłam wybrane grafiki.

Pierwszą warstwę stanowią transfery. Do tego celu wydruki z typografią muszą być w odbiciu lustrzanym. Zadrukowaną powierzchnię docisnęłam do kartonu wacikiem nasączonym zmywaczem do paznokci (szerszy opis TUTAJ).

Ponieważ w kolejnej warstwie będzie dominować sepia, dla kontrastu na tło naniosłam kilka kleksów w kolorze ultramaryna.

Kolejna warstwa to grafiki wydrukowane w kolorze. Aby nadać im nieco tekstury pogniotłam je, a brzegi powydzierałam.

Następnie zrobiłam lekki retusz rozcieńczoną farbą akrylową w szaro-burze, który powstał po wymieszaniu farby brązowej, czarnej i miedzianej.

Ostatnia warstwa to znowu transfery, wykonane tak jak poprzednio. Tym razem grafiki przenosiłam tak, aby były widoczne na wszystkich warstwach.

Na koniec opstrykanie całości „szaro-burem” za pomocą szczoteczki do zębów (szerszy opis TUTAJ).

Taka kompozycja świetnie sprawdzi się jako samodzielna ozdoba ściany. Zamierzam wykorzystać ją również jako tło dla kilku przedmiotów o niepokojącym klimacie. Poza tym ma mi przypominać, że trzeba zdjąć wreszcie z głowy kwietny wianek i zabrać się za ściany.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz