Amsterdam – nietypowa relacja

Amsterdam nocą.

Czekałam długo na ponowną wizytę w  Amsterdamie. Ciągle coś mnie powstrzymywało i wyjazd przekładałam na kolejny i kolejny rok. Powrót do tego miasta był obietnicą, którą złożyłam sama sobie przed laty.

Postanowiłam, że  wrócę tu kiedyś ot tak, po prostu powłóczyć się, tak, jak lubię najbardziej. Ciekawa byłam bardzo, jakie wrażenie zrobi na mnie to miasto, po wielu latach. W tym roku się  udało!

I amsterdam
Piękny stary dworzec kolejowy.

Dotarliśmy pod  koniec  kwietnia.  Moje marzenie pomogli zrealizować znajomi, którzy tak jak i ja, lubią podróże i muszę przyznać, że właściwie zorganizowali wszystko za nas. 🙂

Wyjazd był fantastyczny.  Jedynym słabym punktem była bardzo niska temperatura, wcale nie wiosenna. Ale ostatecznie nie miała wpływu na nasze nastroje i świetne wspomnienia, które mamy z tej wycieczki.

Jak impreza, to na łodzi…

Tym razem Amsterdam wydał mi się zatłoczony. I to wcale nie dotyczyło tylko weekendu. Ogromna ilość ludzi, samochodów i oczywiście rowerów. Przypiętych  gdzie się tylko da.

Wielopoziomowy parking dla rowerów. 🙂 Nie wiem jak znajdują swój.

W poniedziałek rano, wrażenie było podobne, a liczba ludzi, których spotykaliśmy była zaskakująca. Jednak, co ciekawe, nie czuło się pośpiechu i nerwowości. Wszyscy uspokojeni, wyluzowani. Miałam wrażenie, że nikt się nigdzie nie spieszy, nie  pędzi.

Przed Rijksmuseum

Spokój Holendrów i ich pragmatyczne podejście do życia niezmiennie mnie zadziwia. Na wszystko mają rozwiązanie i swój sposób. Meble i inne ciężkie przedmioty transportują przez okno, przy użyciu bloków umieszczonych na górze budynku. Kto by dźwigał graty po ciężkich schodach. Pochylenie góry kamienic w stronę kanału, doskonale to ułatwia.

Nawet na dworcu kolejowym podróżni przemieszczali się spokojnie, bez nadmiernego zdenerwowania. Byli tez tacy, którzy mieli chwile, żeby usiąść do udostępnionego fortepianu.

Fortepian na dworcu…pograć może każdy. 🙂

Nad kanałami tysiące kawiarenek pełne relaksujących się osób.  Sądzicie, że to turyści?

Relaks na daszku kawiarenki.

I barki, barki i jeszcze raz barki. Z ogródkami, wystawami urządzonymi w oknach.

Na barce rośnie nawet wierzba…

 

Ogród na barce….i rowery poprzypinane do barierek.

Barka, to miejsce gdzie się mieszka. To dom…

W ramach mojego szwendania trafiłam do fantastycznego sklepu z lampami. Zobaczcie sami.

W sklepie z lampami

Nie mogłam również zapomnieć o odwiedzeniu sklepiku, w którym można kupić wszystko…

Z przyjemnością podglądałam też rośliny, które widoczne są we wszystkich możliwych miejscach, wszystkich pojemnikach, nawet takich, które u nas z pewnością lądowałyby wyłącznie na śmietniku.

Kwiaty, gdzie się tylko da…
Ogród na balkonie.
Kwiaty i rowery są wszędzie…

 

W końcu dotarliśmy również do słynnego na cały świat Keukenhof. Parku – ogrodu z niesamowitą ilością kwiatów, otwartego tylko ok 2 miesiące w roku.   Ale o tym, przygotuję kolejną relację. 🙂

Ania

Rocznica

Czy wiecie, że to już rok funkcjonowania naszego bloga? Tak właśnie 6.06. to data pojawienia się POZYTYWNI i pierwszego wpisu 🙂

To rok zdobywania wiedzy, pełen nowych doświadczeń i eksperymentowania. Pewnie nie wszystko nam się udało, ale też same siebie zaskoczyłyśmy nie raz nowymi pomysłami i efektami naszych prac. Z dumą też stwierdzamy jak bardzo się rozwinęłyśmy, ale również poznałyśmy jeszcze lepiej nasze słabe strony i obszary w których warto się doskonalić.

Każdy nowy like na naszym funpage’u, każdy  komentarz do naszych postów  jest dla nas bardzo ważny, prawie na wagę złota.

I najważniejsze…mamy ogromna radość z tego co robimy i chciałybyśmy bardzo, żeby nasz blog dynamicznie  rozwijał się w kolejnych latach, a nasze posty były dla Was inspiracją do podejmowania Waszych odważnych działań.

Zapraszamy do podsumowania naszych dokonań:


DIY – to temat przewodni dużej części naszych wpisów i początek naszej przygody z POZYTYWNIA.pl. Były na blogu metamorfozy mebli i drobniejsze projekty dekoracyjne:

Wianki z szyszek
Taboret po liftingu
Wyczesane podkładki

Dywagacje przy porannej kawie – cykl w którym Ania podzieliła się refleksjami dotyczącymi relacji z bliskimi i z otoczeniem, a także motywowała Was i nas do pozytywnego spojrzenia na świat:

Dywagacje przy porannej kawie cz. 1 Historia filiżanki w granatowe kropki
Dywagacje przy porannej kawie cz.10. Chciało Ci się?
Dywagacje przy porannej kawie cz. 14 My i nasze psy

 


Relacje  – zapisy naszych wrażeń z wystaw i innych wydarzeń, którymi chciałyśmy się z Wami podzielić:

„W oczekiwaniu”… wystawa dekoracji adwentowo-bożonarodzeniowych
Targi Rzeczy Ładnych
Ceramika z Bolimowa

Kartki z podróży – impresje z odwiedzonych miejsc:

 

Lanzarote moja miłość
Dolny Śląsk. Największy bukiet kwiatowy czyli Palmiarnia w Książu.
Święto ceramiki Bolesławiec 2016

 


Ogród i kuchnia – nasze doświadczenia i rekomendacje ogrodnicze i kulinarne:

Zielonym do góry!
Chleb na zakwasie z piekarnika – level beginner
Akcja cukinia vel kabaczek – podsumowanie

 

Ania, Ewa, Justyna

 

Dywagacje przy porannej kawie cz.14 My i nasze psy.

Dziś chciałabym porozmawiać z Wami o psach. O naszych kochanych pieskach, które ….. uczą nas miłości. Tak właśnie do takich wniosków doszłam obcując z moimi psami.

Od dziecka marzyłam o psie. Moi rodzicie nie wyrażali zgody. Nie raz próbowaliśmy z bratem przynieść do domu szczeniaka, ale zawsze kończyło się to stanowczym brakiem zgody ojca. Jako nastolatka postanowiłam, że moim  pierwszym zakupem, jak będę miała własne mieszkanie, będzie pies. Tak się nie stało. Pies w naszym domu pojawił się wiele lat później i był kompromisem, zamiast  rodzeństwa dla naszej córeczki.

Był piękny, dostojny, niezwykle mądry. Przeżył z nami 14 lat. Był z całą pewności członkiem naszej rodziny. Kochaliśmy go wszyscy troje.  A ja obcując z nim zrozumiałam, że można kochać każdego dnia bardziej. Rozstanie z naszym psem przeżyliśmy bardzo. Jego choroba nie dzieliła nas, nie zwalaliśmy na siebie obowiązków opieki nad chorym zwierzęciem, a wręcz przeciwnie, choroba naszego zwierzątka cementowała naszą rodzinę  i mobilizowała do wspólnej walki o jego zdrowie i życie.

Po bolesnym rozstaniu, które przeżywaliśmy wszyscy bardzo, choć każdy z nas w zupełnie inny sposób, zdecydowałam o tym, że w naszym domu pojawi się nowy pies, a dokładnie suczka.  Od pierwszych dni pokochaliśmy nasze maleństwo, choć nie zapomnieliśmy nigdy naszego pierwszego psa.

No dobrze, zapytacie, ale dlaczego w dywagacjach taka opowieść?

Chciałam tym postem zwrócić Waszą uwagę na to, że dzięki zaproszeniu do naszego domu i naszej  rodziny zwierzątka uczymy się wszyscy. To nie my pomagamy psu, ale on pomaga nam….Mamy szanse dowiedzieć  się więcej o nas samych. O naszych słabościach, ułomnościach, zachowaniach, szczególnie w tych nietypowych sytuacjach, ale i możliwościach, pokładach emocji i uczuć, które w nas są, a do których nie zawsze sami przed sobą potrafimy się przyznać.

Psy uczą nas też wybaczania… Czy zastanawialiście kiedyś ile trzeba mieć w sobie dobroci, żeby wybaczyć człowiekowi wszystko złe, co zrobił psu?

I z tą refleksją chciałabym zostawić Was dziś przy porannej kawie. 🙂

Miłego, dobrego dnia. 🙂

Ania

 

 

 

 

Relacja z wystawy tulipanów i życzenia pięknych Świąt.

W dniach 31 marca-2 kwietnia w Wilanowie odbyła się IX wystawa tulipanów.

Na wystawę trafiłam po otrzymaniu informacji na portalach społecznościowych i przyznaję,  sądziłam, że będzie na niej więcej eksponatów i większa różnorodność odmian. Jednak po dotarciu na miejsce i obejrzeniu wystawy, byłam po raz kolejny urzeczona urodą tych zupełnie niedocenianych kwiatów. A spowodowały to nie wyszukane kompozycje florystyczne, ale same tulipany, czarujące swoim pięknem.

Wystawa nie była duża. Przygotowana w oranżerii w parku Pałacu w Wilanowie. Tulipany prezentowane były w prostych,  szklanych wazonach.

Podczas  wystawy uczestnicy mogli głosować na wybraną, ulubioną odmianę.

Moja ulubiona odmiana 🙂 Na tę właśnie głosowałam.

Dla mnie niezmiennie najpiękniejsze są gatunki białe, delikatne, ale ujmujące  swoją delikatnością. Chociaż przyznaję wybór tego najpiękniejszego wcale nie był łatwy.  Z resztą zobaczcie sami.

A już w maju zapraszam Was na relację z bajkowego Keukenhof w Holandii. Postaram się zrobić mnóstwo zdjęć i przygotować foto relację, która zachęci Was do odwiedzenia tego miejsca za rok. Mam nadzieję, że mi się to uda.

A wszystkim odwiedzającym naszą Pozytywnię życzymy jeszcze raz, pięknych kolorowych, pełnych radości i miłości Świąt. 🙂

Ania

 

Relacja z wystawy storczyków Orchidea 2017

W dniach 2-5 marca w BUW-ie miała miejsce Ogólnopolska Wystawa Storczyków Orchidea 2017. Na wystawie, ku zadowoleniu odwiedzających, była możliwość zakupu pięknych okazów oraz zasięgnięcia porad na temat uprawy roślin.

Z mojej perspektywy fantastycznym była możliwość uczestnictwa w warsztatach, które w bardzo ciekawy, prosty sposób porządkowały wiedzę o storczykach i o prawidłowej ich pielęgnacji.
Warsztaty prowadził Piotr Dobrzyński, który zarażał swoją storczykową pasją  i przekonywał, że uprawianie tych roślin jest możliwe przez każdego, nawet mało doświadczonego miłośnika roślin. 🙂

Kilkoma  informacjami, które otrzymałam podczas warsztatu chciałabym się z Wami podzielić.

Opiekę na naszą rośliną rozpoczynamy już w chwili przyniesienia jej do domu, gdzie kluczowe jest nie rozpakowywanie rośliny od razu, a powolne otwieranie opakowania, pozwalające na wyrównanie temperatury wewnątrz opakowania z temperaturą pomieszczenia. Takie postępowanie nie naraża rośliny na szok i utratę kwiatów. To, na co powinniśmy zwrócić uwagę, to miejsce, gdzie ustawimy nasza roślinę i fakt, że storczyki nie lubią bezpośredniego, intensywnego oświetlenia. W przypadku planu uprawy storczyków na południowej wystawie należy osłonić w tym miejscu okno za pomocą kalki kreślarskiej tak, żeby słońce nie naświetlało nadmiernie naszej rośliny.
Kluczowymi są również warunki uprawy. Storczyki nie lubią bliskości gazu z kuchenki ani sąsiedztwa owoców z uwagi na wydzielający się etylen.

Nasze rośliny podlewamy wstawiając do pojemnika z wodą, która powinna być wodą demineralizowaną lub oczyszczoną za pomocą odwróconej osmozy. Możemy również zastosować deszczówkę. Nie powinna być to woda z kranu lub przepuszczona przez filtr typu britta.  Poziom wody  w pojemniku powinien być wysoki, ale taki, który nie pozwalająca na bezpośrednie zalanie podłoża z góry. Czas namaczania to minimum 20-30 min. Błędna jest opinia, że zbyt długie pozostawienie rośliny w pojemniku z wodą spowoduje uszkodzenie korzeni. Nawet kilku godzinne pozostawienie rośliny w pojemniku z wodą nie spowoduje uszkodzenia rośliny.

To, na co powinnyśmy zwrócić szczególną uwagę to dbałość o czystą
i suchą  nasadę, gdzie wyrastają nowe liście. W przypadku zalania tego miejsca wodą, konieczne jest jego osuszenie za pomocą ręcznika papierowego.

Liście roślin powinny być czyszczone za pomocą delikatnych płatków kosmetycznych. I to co mnie zaskoczyło najbardziej, ale po chwili zastanowienia faktycznie mnie przekonuje, to używanie do zmywania piwa, jako źródła witamin z grupy B lub wody z dodatkiem cytryny, stanowiącej źródło witaminy C.

Mitami są również informacje, że storczyki przesadzamy tylko w określonym czasie i konieczność uprawy wyłącznie w przezroczystych pojemnikach. Dopytałam osobiście – możemy wstawiać storczyki w osłonki, a przesadzamy wtedy, kiedy jest taka potrzeba. 🙂

W celu zachowania storczyków w dobrej kondycji przez wiele lat i obfitego kwitnienia  kluczowymi są również  temperatura otocznie i odpowiednie nawożenie. Należy zwrócić uwagę, że nawozy na bazie azotu zwiększają masę i jakość liści, a na bazie fosforu poprawiają obfite kwitnienie roślin. Podczas warsztatu prowadzący rekomendował specjalistyczne odżywki do storczyków  pod warunkiem dokładnego przestrzegania instrukcji stosowania.

I jeszcze bardzo ważne informacje dotyczące podłoża, które należy wymieniać raz na trzy lata.

To tyle na dziś. Więcej o przesadzaniu storczyków postaram się napisać w kolejnym poście. A teraz zapraszam do obejrzenia tych roślin, które na mnie zrobiły największe wrażenie.

                                                                                          Ania

 

Zapisz

Dzień Kobiet

Na temat Dnia Kobiet są różne opinie. Jedni mówią, że to komunistyczne święto, które kojarzy się z rajstopami,  goździkiem i nie obchodzą go. Inni nie mają nic przeciwko podkreśleniu roli kobiet i faktycznie celebrują ten dzień. Zdecydowanie jestem za umiarem i myślę sobie, że jeśli ktoś ma ochotę podarować swojej dziewczynie, żonie, czy matce kwiaty i świętować w tym dniu, odpowiadam: a czemu nie?…. 

Nie lubię zbiorowych uroczystości i wymuszonych działań z cyklu bo wypada. Wolę ciszę i niepamięć, niż nieszczere życzenia. Ale to tylko moja opinia na ten temat.

A w Dniu Kobiet życzę Wam i sobie więcej tolerancji, szacunku i spokoju. Życzę, żebyśmy były kochane, doceniane i podziwiane. I najważniejsze, żebyśmy tym wszystkim, czego sobie życzymy, mogły obdarować również naszych mężów,  partnerów, przyjaciół. A ta piękna orchidea niech będzie zachętą do odwiedzenia naszego bloga w najbliższy poniedziałek. Przygotowałyśmy dla Was relację z wystawy orchidei. Będą tez informacje o tym jak dbać o nasze storczyki, żeby mogły nas cieszyć cały rok. Nie tylko w Dniu Kobiet.

Ania

Zabawa w dekorowanie okien

Od dawna jednym z miejsc, które dekoruję w moim domu jest okno, a właściwie okna w  kuchni połączonej z jadalnią. Staram się, żeby było w tej dekoracji coś charakterystycznego dla aktualnego miesiąca lub  pory roku.

Już wkrótce Walentynki….

Zdarzało mi się, że okna ubrane na Boże Narodzenie, tak bardzo polubiłam, że zostawały udekorowane  aż do Wielkiej Nocy. 🙂

Boże Narodzenie

Muszę przyznać, że moje dekoracje rzadko się powtarzają.  Z roku na rok wymyślam coś zupełnie innego, chociaż elementem wspólnym dla większości dekoracji są kokardki lub motyle – mój ulubiony motyw, pojawiający się  prawie we wszystkich wykonanych lub udekorowanych przeze mnie przedmiotach.

Kokardka z kryształowym serduszkiem
Ulubione kokardki, tu w połączeniu z czerwonymi kuleczkami.

Podstawą dekoracji są kupione dawno temu w IKEA białe batystowe firanki. Są na tyle prześwitujące i nieprześwitujące jednocześnie, że nie wymagają już dodatkowych zasłon. Z resztą zawsze uważałam, że zbyt duża ilość tkanin w tej części domu nie jest potrzebna.

Z uwagi na fakt, ze w naszym domu całe życie rodzinne i towarzyskie skupia się właśnie w tej części domu, staram się, żeby to miejsce było wyjątkowo miłe i przyjazne. Wielką przyjemność sprawiają mi opinie znajomych, którzy mówią, że po wejściu  do jadali czuje się, że to jest moje mieszkanie. To bardzo miły komplement. 🙂

Do dekoracji używam prostych elementów, różnych wstążek kupionych w pasmanterii, szyszek, kryształowych lub ceramicznych serduszek, muszli, piórek, jajeczek i wszystkiego, co mamy pod ręką, co może być odpowiednie do uzyskania klimatu podkreślającego daną porę roku lub święto.

Szyszka z kokardką
Walentynkowe serduszko, oczywiście z kokardką 🙂

Kilka przykładów możecie zobaczyć na moich fotkach. No i jeszcze jedno, wszystkie elementy mocowane są na maluteńkie agrafki.

W oczekiwaniu na wiosnę

Mam nadzieję, że zainspirują Was do zabawy z dziećmi lub po prostu będą powodem do miłego spędzenia czasu i dania upustu swoje kreatywności.

Miłej zabawy. 🙂

Ania

Lanzarote moja miłość

Zanim pojechałam na Lanzarote słyszałam opinie, że do tej wyspy nie można nie mieć emocjonalnego stosunku. Albo się ją pokocha od pierwszej chwili, albo jest się rozczarowanym. Chyba miałam szczęście, że przed podróżą nie oglądałam zbyt wielu zdjęć z wyspy. Pewnie gdyby tak się stało, pomyślałabym jak większość osób: Co może być ładnego w wulkanicznej, pokrytej czarną lawą wyspie?  No właśnie…. Gdybym dziś miała szybko odpowiedzieć, powiedziałabym, wszystko. To właśnie surowość tej czarnej lawy i całkowite podporządkowanie naturze, spowodowało, że Lanzarote wzbudziła tyle moich emocji.

Lawa w okolicach Taro de Tahiche

Miałam też okazję spotkać ludzi zakochanych w wyspie, którzy po spędzonych na Lanzarote wakacjach podjęli decyzję, że będzie ona ich domem, ich miejscem na ziemi. Ludzi,  dla których miłość do tej wyspy, opowiadanie o Lanzarote, o jej mieszkańcach, panujących na wyspie zwyczajach, a także przekazywanie informacji o tym gdzie pojechać, co można na wyspie zobaczyć, stało się prawdziwą pasją.

Timanfaya Park
Widok na Lanzarote

Opowieść o Lanzarote trzeba zacząć od Cesara Manrique, hiszpańskiego malarza, rzeźbiarza, architekta i ekologa urodzonego na wyspie,  którego ducha czuje się do dziś mimo, że zginął w wypadku samochodowym w 1992 roku. Jego działalność, walka o zachowanie tradycyjnego budownictwa i wyglądu wyspy, przetrwały. Na każdym kroku spotykamy rzeźby, budowle i cudownie wykorzystaną przestrzeń przez Manrique.

Rzeźba w domu Cesara Manrique

Jego wyobraźnia, pomysłowość była nieprawdopodobna. Podczas zwiedzania domu artysty Taro de Tahiche, który powstał we wnętrzu pęcherza zastygłej lawy, a dzisiaj jest siedzibą fundacji jego imienia, zaskoczona i zachwycona byłam niemal wszystkim, ogrodem, każdym pomieszczeniem, wszystko wtapia się w klimat i atmosferę wyspy.

Ogród z basenem w domu C. Manrique
Wnętrze domu C. Manrique – lawa wlewa się do pokoju…
Dom C. Manrique egzotyczne rośliny w salonie
Dom C. Manrique Salon

Niezapomniany dla mnie jest fantastyczny ogród botaniczny Jardin de Cactus, w którym zgromadzonych zostało wiele gatunków roślin. A sposób  wykorzystania przez Manrique naturalnej niecki możecie ocenić sami.

Widok z góry na Jardin de Cactus
Wiatrak Jardin de Cactus

I to oczywiście jest tylko jeden z wielu przykładów wykorzystania naturalnego piękna wysypy. A jest ich wiele. Spójrzcie na przepiękne jaskinie Jameos del Aqua i Cueva de los Verdes z ciągnącym się 2 km labiryntem, unikatowymi endemicznymi roślinami i krabami albinosami, żyjącymi wyłącznie tutaj oraz przepiękną salą koncertową.

Jameos del Agua
Sala koncertowa
Los Jameos del Agua

Wróciłam z wakacji do domu i do dziś pozostaję  pod ogromnym wrażeniem tej urokliwej wyspy. Moimi ulubionymi słowami, których nauczyłam się na Lanzarote i które fantastycznie opisują towarzyszące mi emocja  to PRZESTRZEŃ i PRZYJEMNOŚĆ.

Przestrzeń…. winnice La Geria
Dom w typowej niskiej zabudowie w zadbanym ogrodzie na Lanzarote

Nie należę do osób, które maja potrzebę dokumentowania wszystkich miejsc, które odwiedzili. Zapamiętuję bardziej emocje niż obrazy.  Jednak tym razem, podróżując po wyspie, nie mogłam opanować potrzeby robienia zdjęć. Tyle miejsc zaskakujących swą urodą i z pomysłowością  podkreślających naturalne piękno, w tak krótkim czasie, nie widziałam nigdy. Efektem jest ponad 200 zdjęć, do których z przyjemnością wracam, szczególnie w zimowe wieczory.

Playa Flamingo

A ktoś, kto nie odkryje Lanzarote tak jak ja, nie poczuje jej ducha, nie zrozumie, jak taka czarna wyspa, której większość powierzchni pokryta jest lawą i wspomnienie o niej, może poprawić nastrój i być jak promyk słońca w ciemne jesienne lub zimowe dni.

Mam wielkie marzenie, żeby wrócić tam w ciągu najbliższych miesięcy…. A marzenia są po to, żeby dawały nam siłę i żeby się spełniały. 🙂

Ania 

Koniec roku i życzenia.

Kończy się  rok. To naturalny czas porządkowania, zamykania rozpoczętych spraw. Zastanawiania się jaki był, co nam przyniósł, co zabiera ze sobą. Słyszę wokół wiele narzekania, że ten, który odchodzi był okropny i nich się już skończy….  Słyszę też nadzieję, że ten, który nadchodzi będzie lepszy, wyjątkowy….

Dla mnie ten odchodzący 2016 rok, był dobry. Trochę było w nim radości, trochę smutku. Były i niezrealizowane plany, ale i zaskakujące, przyjemne wydarzenia, którymi cieszyłam się bardzo. Przyznaję, że nawet mi smutno, że ten rok się kończy, ale też do nowego pochodzę z wielkim zaciekawieniem i nadzieją…

W ramach podsumowania i planowania zastanawiam się co mogę zrobić, jakie działania podjąć, żeby zaprogramować nadchodzący rok w sposób wyjątkowy, tak, żeby był bardziej radosny i optymistyczny. Jestem daleka od podejmowania wymyślonych zobowiązań noworocznych, które nie zrealizowane stają się powodem niezadowolenia i frustracji. Bardziej koncentruję się na planach, działaniach ale tylko takich, które są spójne z tym, co naprawdę dla mnie ważne i po przynosi harmonię, równowagę
i radość.

Z życzeniami pięknego, optymistycznego Nowego Roku chciałabym Was zachęcić do spojrzenia na świat w taki sposób, żebyście nie byli wobec siebie zbyt surowi i nie stawiali sobie tylko wymagań. Zaplanujcie w Nowym roku więcej czasu dla siebie, na radości i na to, co naprawdę sprawia Wam przyjemność. 🙂

Szczęśliwego Nowego Roku!

Ania

 

Święta Bożego Narodzenia

Święta Bożego Narodzenia to specyficzny czas. Dla jednych to czas wspominania, czas refleksji, powrotu do zapamiętanych z dzieciństwa obrazów, spotkań rodzinnych, prezentów.
Dla innych to czas samotności i trudnego radzenia sobie z brakiem rodziny, brakiem przyjaciół.

Najważniejsza jest jednak nasza refleksja co mogę zrobić, żeby te Święta były dla mnie czasem miłym i szczęśliwym. Nie co powinien zrobić ktoś, co się powinno wydarzyć, czego oczekuję…  Co JA MOGĘ ZROBIĆ, żeby ten czas był czasem szczęśliwym i żebym za kilka lat mógł scenki z tegorocznego Bożego Narodzenia dołączyć do najpiękniejszych wspomnień.
Każdy z nas ma coś do załatwienia, może telefon do kogoś z kim dawno nie rozmawialiśmy? Może spotkanie z kimś, kto był dla nas ważny? Może świeca zapalona za kogoś, kogo już nie ma? A może tylko rozmowa z samym sobą o naszych wartościach, celach….

A może wystarczy wspólnie, w większym gronie, z radością ulepić górę pierogów lub uszek i zacząć świętowanie od wspólnego przygotowania Wigilii, włączając się aktywnie w budowanie świątecznej atmosfery?

W imieniu POZYTYWNI, życzę Wam  radosnego przygotowania
i niezapomnianych,  pełnych ciepła i radości Świąt. 🙂

Ania