Ku ogrodowemu natchnieniu

Sezon ogrodowo-balkonowy właśnie się zaczyna. Ci co lubią tę formę spędzania wolnego czasu stoją własnie przed bardzo poważnymi 🙂 decyzjami. Dylematy typu co by tu jeszcze dosadzić, co przenieść w inne miejsce, bo w obecnym marnieje i inne tego typu kwestie zaprzątają nam myśli. Ku natchnieniu zatem puszczam parę fotek z moimi facsynacjami pnączowymi.

Francja, gdzieś

Pisałam już przy okazji zeszłorocznego balkonu, że jestem zauroczona  winobluszczem trójklapowym (Parthenocissus tricuspidata)- http://www.pozytywnia.pl/zielonym-do-gory/.

Nie mam problemu z przyznaniem się do tej słabości. Na stówę znalazłoby się parę większych wad!  A roślina ta jest piękna,  piękniejsza niż jej kuzyn  winobluszcz pięciolistkowy, w Polsce popularniejszy, bo odporniejszy na mróz. Oba nadają się do obsadzania ogrodzeń, murów, pergoli, ale przede wszystkim są niezastąpione do obsadzania ścian budynków. I to zastosowanie podoba mi się najbardziej. Pasjami łapię te egzemplarze na fotkach z podróży.

Włochy jakieś chyba ?
Francja
Wenecja
Berlin
Toscania
Kopenhaga chyba

Zobaczcie, jakżesz pięknie może być!!

pięciolistkowy w jesiennej odsłonie – Warszawa

I o ile poprzednie pocztówki to architektura  ‚jakby luksusowa’, bo głównie miejska, to na wsi w zestawieniu ze zwykłymi jeżówkami też daje radę.  I nie traci przy tym nic ze swojej dachówkowatej elegancji.

wiejskie klimaty

Zachęcam, namawiam, inspiruję i proszę. Sadździe winobluszcze!! I robię to głównie dla siebie, bo jak więcej ludzi będzie je sadzić, tym piękniej będzie też mnie,  tak to sobie wykombinowałam 🙂

Z trójklapowymi pozdrowieniami, miłego dnia..

Ewa

 

Konserwacja mebli ogrodowych

Taka sytuacja: wczesna wiosna, przygrzewa słoneczko. Nie marzę o niczym innym jak, rozprostować kosteczki w jego promieniach rozsiadając się wygodnie z ciepłym kubkiem dowolnej używki. Ale zanim nastąpi słodka chwila lenistwa, trzeba sobie przygotować godne warunki. To dobry moment zanim nie zaatakuje zieleń i większości czasu nie zgubię między rabatami.

Dorotka w krainie impregnatów

Konserwacja drewnianych mebli ogrodowych jest łatwa. Może się wydawać inaczej, kiedy spoglądamy na półki w sklepie uginające się od niezliczonej ilości preparatów. Zwykle stoją przed nimi panowie w sile wieku, którzy przez zmrużone oczy krytycznie taksują ofertę. Początkowo myślałam, że to wysokiej klasy specjaliści od konserwacji drewna, więc szybko wycofywałam się udając szalenie zdziwioną, niczym Dorotka, która zamiast do OZ została rzucona przez tornado do alejki z impregnatami. Musiało minąć trochę czasu, abym zrozumiała, że tamci faceci są bardziej zagubieni ode mnie, a napięcie na ich twarzach wyraża desperację: bo żona kazała płot pomalować, więc (%$&^&*) trzeba coś kupić i do cholery kto wymyślił tyle tych puszek…

A puszki są potrzebne zwykle tylko dwie: grunt i powłoka ochronno-dekoracyjna. Dostępne są oczywiście preparaty typu wszystkie funkcje w jednym, ale ich nie polecam, bo jestem z natury pragmatyczna i nie wierzę w cuda.

Meble ogrodowe potrzebują ochrony przed:

  • biologią (głównie grzybami i drewnojadami),
  • wilgocią,
  • słońcem.

Przed atakiem biologii uchroni nas impregnat gruntujący (ok. 30 zł/l), który zawiera biocydy. Większość impregnatów dekoracyjnych, lakierobejc, lakierów, olejów czy farb nie zawiera ich w swoim składzie.

Grzyby, które wyrosły na niezabezpieczonym bruku dębowym. To tylko ułamek tego co zebrałam podczas ubiegłej jesieni.

Natomiast ochronę przed wodą, słońcem + dekorację może zapewnić jeden z poniższych preparatów, ale co ważne z pigmentami. Zwykle preparaty bezbarwne nie zapewnią ochrony przed UV.

impregnat dekoracyjny olej lakier i lakierobejca emalia/ farba akrylowa
ok. 15 zł/ l ok. 40-100 zł/ l ok. 50-70 zł/l  ok. 30 zł/l
ok. 10 m2/l ok. 15-25 m2/l ok. 15-20 m2/l ok. 6-10 m2/l
może być na powierzchnie nieoszlifowane może być na powierzchnie nieoszlifowane na powierzchnie oszlifowane na powierzchnie oszlifowane
wnika w drewno wnika w drewno tworzy powłokę tworzy powłokę
nadaje kolor, usłojenie widoczne nadaje kolor, podkreśla usłojenie nadaje kolor, nie kryje kolor kryjący
wykończenie matowe wykończenie matowe wykończenie  błyszczące lub matowe wykończenie  błyszczące lub matowe
powierzchnia sucha, szorstka powierzchnia miła w dotyku powłoka gładka, może pękać powłoka gładka, może się łuszczyć
powierzchnia łatwa do odnowienia powierzchnia łatwa do odnowienia powierzchnia trudna do odnowienia powierzchnia trudna do odnowienia
odnawianie co sezon odnawianie co 2-3 sezon odnawianie co kilka lat odnawianie co kilka lat

Środki mogą być na bazie wody lub rozpuszczalnika. Nie zauważyłam różnicy w jakości. Stosuje zwykle wodne, bo nie śmierdzą.

Konserwację drewna w ogrodzie zaczynałam od lakierobejc. Wydawało mi się, że jak powłoka wytrzyma kilka lat to zaoszczędzi mi to roboty. Poza tym taka, błyszcząca i piękna była 🙂 . W międzyczasie upodobania się zmieniły, a lakierobejca zaczęła nieładnie pękać i odpryskiwać. Teraz trzeba całość zeszlifować, co nie napawa mnie entuzjazmem.

Sosnowa ławka pokryta lakierobejcą w kolorze zielonym, stan po 5 latach od malowania. Mebel osłaniany na zimę.

Na kolejne meble aplikowałam impregnaty dekoracyjne. Owszem są tanie, ale powierzchnia wydaje się bardzo sucha i szorstka. Drewno długo jest mokre po deszczu. Kolor przez jeden sezon wyblakł.

Wreszcie oleje. Jak dla mnie strzał w dziesiątkę. Powierzchnia mebla jest miła w dotyku, ewidentnie nie lubi się z wodą, którą wystarczy zetrzeć ręką, a kolor po trzech sezonach ciągle żywy. Nie ukrywam, że namawiam Was na tę opcję. Leniwce takie, jak ja olej nakładają co 2-3 sezon.

Jeśli nałożycie na mebel jeden z powyższych preparatów to zawsze będzie sukces w kwestii ochrony przed niszczeniem. Pozostaje kwestia walorów dekoracyjnych.  Tego wątku nie będę rozwijać, bo musiałabym napisać w końcu, że bardzo podoba mi się szaro-srebrne, zniszczone drewno. Ktoś mógłby jeszcze pomyśleć, że ten wpis nie ma w tej sytuacji sensu…

Przygotowanie powierzchni

Zanim chwycimy za pędzel trzeba okazać meblom trochę czułości. Przed nałożeniem jakiejkolwiek powłoki należy drewno oczyścić i osuszyć. Po prostu w suche drewno preparaty będę głębiej wnikać.

Ławka sosnowa konserwowana impregnatem dekoracyjnym w kolorze tik, stan po roku od malowania. Mebel osłaniany na zimę.

Ławkę z drewna sosnowego, wypchnęłam na słońce i oszlifowałam. Wystarczyłby papier ścierny, ale ja uwielbiam elektronarzędzia, więc w ruch poszła szlifierka.

Podobny los spotkał dębowy stół i ławę. Z dumą dodam, że wykonane przez mojego brata, który wbrew pozorom nie jest stolarzem.

Wszystkie te meble były w poprzednim sezonie malowane tym samym impregnatem dekoracyjnym w kolorze tik. Dobór koloru, jak i położenie Atlantydy pozostaną zagadką.

Malowanie

Na oszlifowaną powierzchnię naniosłam pędzlem jedną warstwę gruntu impregnującego. Po ok. 4 godzinach przeszłam do nakładania oleju w kolorze dąb.

Niezależnie od tego, na jakie preparaty się zdecydujemy lepiej nałożyć 2-3 cienkie warstwy niż jedną grubą. Pierwszą warstwę oleju nałożyłam pędzlem. Preparat został wchłonięty przez suche drewno błyskawicznie.

Kolejne dwie warstwy wcierałam szmatką: pierwszą jeszcze tego samego dnia, a ostatnią następnego.

Wcielanie trzeciej warstwy oleju w sosnową ławkę.

Po zaolejowaniu powierzchnia ławki jest milsza w dotyku i prezentuje się znacznie lepiej. W przypadku drewna sosnowego kolor jest wyrównany, mimo to, że nie zeszlifowałam do końca pigmentu z impregnatu dekoracyjnego.

Natomiast twardy dąb „wypił” mniej oleju i widoczne są niedociągnięcia po szlifowaniu. Kolor jest znacznie mniej nasycony niż w przypadku sosnowej ławki. Trzeba było zrobić poprawki – ponowne szlifowanie i olejowanie.

Po zaolejowaniu dębowego stołu wyszły wszystkie niedoszlifowane powierzchnie.

Jak widać na zdjęciach poniżej efekt końcowy, pomimo zastosowania tego samego preparatu będzie różny, w zależności od rodzaju i kondycji drewna.

Można wreszcie wyciągnąć się na słońcu i napić czegoś dobrego. Tylko gdzie to słońce ?!

Całusy 😉


 

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Relacja z wystawy tulipanów i życzenia pięknych Świąt.

W dniach 31 marca-2 kwietnia w Wilanowie odbyła się IX wystawa tulipanów.

Na wystawę trafiłam po otrzymaniu informacji na portalach społecznościowych i przyznaję,  sądziłam, że będzie na niej więcej eksponatów i większa różnorodność odmian. Jednak po dotarciu na miejsce i obejrzeniu wystawy, byłam po raz kolejny urzeczona urodą tych zupełnie niedocenianych kwiatów. A spowodowały to nie wyszukane kompozycje florystyczne, ale same tulipany, czarujące swoim pięknem.

Wystawa nie była duża. Przygotowana w oranżerii w parku Pałacu w Wilanowie. Tulipany prezentowane były w prostych,  szklanych wazonach.

Podczas  wystawy uczestnicy mogli głosować na wybraną, ulubioną odmianę.

Moja ulubiona odmiana 🙂 Na tę właśnie głosowałam.

Dla mnie niezmiennie najpiękniejsze są gatunki białe, delikatne, ale ujmujące  swoją delikatnością. Chociaż przyznaję wybór tego najpiękniejszego wcale nie był łatwy.  Z resztą zobaczcie sami.

A już w maju zapraszam Was na relację z bajkowego Keukenhof w Holandii. Postaram się zrobić mnóstwo zdjęć i przygotować foto relację, która zachęci Was do odwiedzenia tego miejsca za rok. Mam nadzieję, że mi się to uda.

A wszystkim odwiedzającym naszą Pozytywnię życzymy jeszcze raz, pięknych kolorowych, pełnych radości i miłości Świąt. 🙂

Ania

 

Relacja z wystawy storczyków Orchidea 2017

W dniach 2-5 marca w BUW-ie miała miejsce Ogólnopolska Wystawa Storczyków Orchidea 2017. Na wystawie, ku zadowoleniu odwiedzających, była możliwość zakupu pięknych okazów oraz zasięgnięcia porad na temat uprawy roślin.

Z mojej perspektywy fantastycznym była możliwość uczestnictwa w warsztatach, które w bardzo ciekawy, prosty sposób porządkowały wiedzę o storczykach i o prawidłowej ich pielęgnacji.
Warsztaty prowadził Piotr Dobrzyński, który zarażał swoją storczykową pasją  i przekonywał, że uprawianie tych roślin jest możliwe przez każdego, nawet mało doświadczonego miłośnika roślin. 🙂

Kilkoma  informacjami, które otrzymałam podczas warsztatu chciałabym się z Wami podzielić.

Opiekę na naszą rośliną rozpoczynamy już w chwili przyniesienia jej do domu, gdzie kluczowe jest nie rozpakowywanie rośliny od razu, a powolne otwieranie opakowania, pozwalające na wyrównanie temperatury wewnątrz opakowania z temperaturą pomieszczenia. Takie postępowanie nie naraża rośliny na szok i utratę kwiatów. To, na co powinniśmy zwrócić uwagę, to miejsce, gdzie ustawimy nasza roślinę i fakt, że storczyki nie lubią bezpośredniego, intensywnego oświetlenia. W przypadku planu uprawy storczyków na południowej wystawie należy osłonić w tym miejscu okno za pomocą kalki kreślarskiej tak, żeby słońce nie naświetlało nadmiernie naszej rośliny.
Kluczowymi są również warunki uprawy. Storczyki nie lubią bliskości gazu z kuchenki ani sąsiedztwa owoców z uwagi na wydzielający się etylen.

Nasze rośliny podlewamy wstawiając do pojemnika z wodą, która powinna być wodą demineralizowaną lub oczyszczoną za pomocą odwróconej osmozy. Możemy również zastosować deszczówkę. Nie powinna być to woda z kranu lub przepuszczona przez filtr typu britta.  Poziom wody  w pojemniku powinien być wysoki, ale taki, który nie pozwalająca na bezpośrednie zalanie podłoża z góry. Czas namaczania to minimum 20-30 min. Błędna jest opinia, że zbyt długie pozostawienie rośliny w pojemniku z wodą spowoduje uszkodzenie korzeni. Nawet kilku godzinne pozostawienie rośliny w pojemniku z wodą nie spowoduje uszkodzenia rośliny.

To, na co powinnyśmy zwrócić szczególną uwagę to dbałość o czystą
i suchą  nasadę, gdzie wyrastają nowe liście. W przypadku zalania tego miejsca wodą, konieczne jest jego osuszenie za pomocą ręcznika papierowego.

Liście roślin powinny być czyszczone za pomocą delikatnych płatków kosmetycznych. I to co mnie zaskoczyło najbardziej, ale po chwili zastanowienia faktycznie mnie przekonuje, to używanie do zmywania piwa, jako źródła witamin z grupy B lub wody z dodatkiem cytryny, stanowiącej źródło witaminy C.

Mitami są również informacje, że storczyki przesadzamy tylko w określonym czasie i konieczność uprawy wyłącznie w przezroczystych pojemnikach. Dopytałam osobiście – możemy wstawiać storczyki w osłonki, a przesadzamy wtedy, kiedy jest taka potrzeba. 🙂

W celu zachowania storczyków w dobrej kondycji przez wiele lat i obfitego kwitnienia  kluczowymi są również  temperatura otocznie i odpowiednie nawożenie. Należy zwrócić uwagę, że nawozy na bazie azotu zwiększają masę i jakość liści, a na bazie fosforu poprawiają obfite kwitnienie roślin. Podczas warsztatu prowadzący rekomendował specjalistyczne odżywki do storczyków  pod warunkiem dokładnego przestrzegania instrukcji stosowania.

I jeszcze bardzo ważne informacje dotyczące podłoża, które należy wymieniać raz na trzy lata.

To tyle na dziś. Więcej o przesadzaniu storczyków postaram się napisać w kolejnym poście. A teraz zapraszam do obejrzenia tych roślin, które na mnie zrobiły największe wrażenie.

                                                                                          Ania

 

Zapisz

Dzień Kobiet

Na temat Dnia Kobiet są różne opinie. Jedni mówią, że to komunistyczne święto, które kojarzy się z rajstopami,  goździkiem i nie obchodzą go. Inni nie mają nic przeciwko podkreśleniu roli kobiet i faktycznie celebrują ten dzień. Zdecydowanie jestem za umiarem i myślę sobie, że jeśli ktoś ma ochotę podarować swojej dziewczynie, żonie, czy matce kwiaty i świętować w tym dniu, odpowiadam: a czemu nie?…. 

Nie lubię zbiorowych uroczystości i wymuszonych działań z cyklu bo wypada. Wolę ciszę i niepamięć, niż nieszczere życzenia. Ale to tylko moja opinia na ten temat.

A w Dniu Kobiet życzę Wam i sobie więcej tolerancji, szacunku i spokoju. Życzę, żebyśmy były kochane, doceniane i podziwiane. I najważniejsze, żebyśmy tym wszystkim, czego sobie życzymy, mogły obdarować również naszych mężów,  partnerów, przyjaciół. A ta piękna orchidea niech będzie zachętą do odwiedzenia naszego bloga w najbliższy poniedziałek. Przygotowałyśmy dla Was relację z wystawy orchidei. Będą tez informacje o tym jak dbać o nasze storczyki, żeby mogły nas cieszyć cały rok. Nie tylko w Dniu Kobiet.

Ania

Złocone doniczki

Podczas zimy człowiek lekko hibernuje. Albo jest zimno, albo ciemno, a najczęściej zachodzą obie sytuacje. Mimowolnie sięgamy po węglowodany (im prostsze tym lepsze) i seriale (ta sama prawidłowość co wcześniej). Po pewnym czasie metabolizm spowalnia, myślenie spowalnia, źrenice się zwężają, powłoka grubieje. Coraz częściej z tyłu głowy świdruje pytanie: czy jestem niedźwiedziem,  cyborgiem, a może niedźwiedzio-borgiem?

Niedźwiedzio-borg w markecie

Pewnego dnia idziesz z tymi zwężonymi źrenicami i niepewną tożsamością do marketu, a tam wiosna! W związku z tym na półki rzucono wszystkie kolory świata. Odkryto też na nowo potencjał działu OGRÓD i naszpikowano go nieprawdopodobnymi okazjami. Jak w tej sytuacji zachowa się niedźwiedzio-borg z zaburzoną optyką? Węglowodany proste to plus 10 do mocy, więc będzie walczył zawzięcie o doniczki i rośliny sezonowe z promocji.

Tyle doniesień z niesamowitego świata przyrody, a co u mnie? No cóż, to zapewne nic nie znaczy, ale kupiłam doniczki w promocji. Aby odwrócić uwagę od poprzedniego zdania, dodam że je ozłociłam. Zawiodę tych, którzy przywołali obraz Ludwika IV w ociekającej złotem i klejnotami stylówie, podczas konnej przejażdżki. To będzie złocenie przaśne zwykłym szlagmetalem.

Szlagmetal

Dlaczego nie użyłam złota? Przyczyna jest prozaiczna – cena 100 płatków (16×16 cm) szlagmetalu to koszt ok. 20 zł, natomiast ta sam ilość złota płatkowego (20 karatowego) to ok.  400 zł.

Szlagmetal to folia metalowa, rozklepana do cieniutkich płatków. Ten imitujący złoto zawiera w przeważającej części miedź, natomiast srebrny jest wykonany na bazie aluminium.

Szlagmetal jest zwykle sprzedawany z formie książeczek. Na zdjęciu kolor miedziany, złoty i srebrny.

Mimo tego, że płatki szlagmetalu są grubsze i twardsze od złota, najmniejszy powiew powietrza zabiera je w otchłań zapomnienia. Jeśli chcesz pociąć płatek na mniejsze fragmenty, najlepiej zrobić to po włożeniu go między złożoną kartkę papieru.

Szlagmetal można nakładać na dowolną powierzchnię. Jako podkładu można użyć farby akrylowej, a następnie lakieru akrylowego. Do przyklejenia szlagmetalu służy specjalny klej  – mixtion.

Szlagmetal  na bazie miedzi czyli w kolorze złotym lub miedzianym wymaga zabezpieczenia przed korozją. Służą do tego lakiery spirytusowe syntetyczne.

pointing s  Potrzebne materiały:
  • doniczka,
  • szlagmetal w wybranym kolorze,
  • klej do złoceń np. mixtion,
  • lakier spirytusowy syntetyczny (szczegóły na końcu wpisu) + pędzel,
  • lakier akrylowy + pędzel.

Przygotowanie powierzchni pod złocenie

Na powierzchnię doniczki nałożyłam dwie warstwy lakieru akrylowego o matowym wykończeniu (Vidaron). Pomalowałam całą doniczkę, również jej wnętrze. Lakier jest powłoką izolującą i zapobiega przenikaniu wilgoci do warstwy ozdobnej oraz wsiąkaniu kleju do złoceń w podłoże. Jeśli ktoś ma taką zachciankę, na lakier można położyć farbę akrylową lub kredową. Trzeba wtedy pamiętać o ponownym lakierowaniu.

Złocenie

Do przyklejenia złoceń służy specjalny klej o dźwięcznej nazwie mixtion. Jest to specjalnie spreparowany tłusty werniks. Można go dostać w sklepach z materiałami plastycznymi i/lub do dekupażu.

Klej do złoceń Mixtion Akrylowy „Anlegemilch” firmy Roman Szmal Art

Klej nałożyłam na miejsca pod szlagmetal i odczekałam ok. 15 minut. Mixtion ma białawy kolor, natomiast po wyschnięciu jest przezroczysty i lepki.

Ze względu na to, że szlagmetal jest bardzo delikatny trzeba bardzo uważać, aby nie odleciał przy głębszym wydechu. Początkowo chciałam nakładać go pęsetą, ale łatwiej było mi to zrobić po prostu palcami. Folia klei się dość mocno przy pierwszym zetknięciu z lepka powierzchnią, więc nie ma powtórek. Na szczęście to co się pozagina łatwo później wygładzić.

Najbezpieczniej jest szlagmetal docisnąć miękkim pędzlem. Są oczywiście specjalne pędzle wachlarzowate do złoceń, ale taki do makijażu też się sprawdzi. Ja wykorzystałam zwykły pędzel syntetyczny.

Zabezpieczenie złocenia

Jak już pisałam, złocenia wykonane przy pomocy szlagmatalu na bazie miedzi, który udaje złoto, trzeba zabezpieczyć. Zaleca się do tego celu lakier spirytusowy. Sprawdzą się więc politury (spirytusowe roztwory szelaku), a także werniksy na alkoholu. Ja użyłam werniksu bezbarwnego Mekka marki Renesans.

Dlaczego odpadają lakiery wodne? Czytałam, że nawet niewielka ilość wody powoduje patynowanie szlagmetalu. Oczywiście informacje tę potraktowałam jak rzuconą rękawicę, więc zaraz znowu coś ozłocę i polakieruję wodnym lakierem akrylowym.

Epilog z patyną w tle zapowiedziany, a teraz nasyćmy oczy złotem, miedzią i zielenią.

Całusy 😉

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Dolny Śląsk. Największy bukiet kwiatowy czyli Palmiarnia w Książu.

p1060558

Dolny Śląsk to rejon który kilka lat temu zauroczył mnie tak bardzo, że wracam tam każdego roku, chociaż na kilka dni w ramach weekendowych wyjazdów. Czasami pretekstem jest Święto ceramiki, o którym pisałam w sierpniu, a czasem jest to wypad , którego celem jest odwiedzenie ciekawych miejsc, spotkanie z historią albo potrzeba kontaktu z naturą.  Tegoroczny wypad w połowie września próbowała pokrzyżować nam nagła zmiana pogody.  Trafiliśmy na trzy deszczowe dni, ale to nie był powód do tego, żeby psuć sobie humor i zrezygnować z naszych planów.

Jednym  z miejsc, które odwiedziliśmy była Palmiarnia w Książu i właśnie na fotorelację z Palmiarni chciałabym Was dzisiaj zaprosić.

Palmiarnię, zwaną największym bukietem kwiatowym, w latach 1908-1911, zbudował Książę Jan Henryka XV, ostatni z rodu Hochbergów  dla swojej żony Księżnej Daisy, a dokładnie Marii Teresy Cornwallis – West. Jest to jedyny taki obiekt w Polsce zachowany w swej historycznej konstrukcji.
W pierwotnej postaci obiekt, z powodu swojej wielkości  nazwany zakładem ogrodniczym,  zajmował powierzchnię 1900 m2 i składał się z palmiarni, cieplarni, ogrodów utrzymanych w stylu japońskim, rosarium, ogrodu owocowo – warzywnego i obszaru przeznaczonego pod uprawę krzewów.

Droga do Palmiarni
Droga do Palmiarni

Centralną częścią obiektu był 15-metrowy budynek, zbudowany z metalu i szkła, otoczony jednokondygnacyjnymi oranżeriami. Na dachu palmiarni utworzono niewielką galeryjkę widokową, z której można było podziwiać urokliwą panoramę okolicy. Wnętrze palmiarni wyłożone zostało sprowadzoną z Sycylii zastygłą lawą z wulkanu Etna, która posłużyła nie tylko jako doskonałe podłoże dla palm daktylowych, ale także stała się budulcem z którego  utworzone zostały groty, wodospady oraz ściany z kieszeniami dla rośli, które można podziwiać do dziś. A w pięknie utrzymanych oczkach wodnych mieszkają prześliczne żółwie. 🙂

 

Obecnie w wałbrzyskiej palmiarni rośnie ponad 250 gatunków roślin z różnych stref klimatycznych i wszystkich kontynentów. Znajdują się tu  bambusy, fikusy, eukaliptusy, świerki i sosny z Australii, a także byliny, kaktusy, agawy i piękne, równocześnie kwitnące i owocujące rośliny cytrusowe.

 

Na mnie wielkie wrażenie zrobiła stała, jedyna w Polsce, Wystawa Bonsai z najstarszym obiektem – 200-letnim jałowcem. Spędziliśmy wiele czasu oglądając nie tylko dostojne eksponaty, ale mieliśmy również szanse zobaczyć przy pracy panie opiekujące się roślinami i podglądać ich pracę.

 

Oszołomiona pięknem i bogactwem roślin nie mogłam się powstrzymać przed zakupem czegoś do domu. I tak wróciła ze mną cudowna ceropegia, a po polsku świecznica, która przetrwała trudy podróży i cieszy mnie pojawiającymi się ciągle nowymi kwiatami.

Ceropegia albo świecznica
Ceropegia albo świecznica

Zapraszam do Palmiarni. Jest to miejsce, które zdecydowanie warte jest wpisania w Wasze plany, podczas odwiedzin w tym rejonie.

Ania

 

Zapisz

Dyniowe pole

Letni zenit już minął. Zboże zebrane, łąki skoszone, w portfelu pustka po urlopowych szaleństwach. Oprócz fioletów pojawiają się coraz częściej brudne odcienie żółci, ugier i ochra.

20160904-12

20160827 3

Humor poprawiają mi marcinki, wrzosy i dojrzałe dynie. To dobry moment na podsumowanie eksperymentu pt. dyniowe pole. Ta rabata powstała z lenistwa. Nikomu się nie chciało kopać i pielić. W poprzednich latach było to moje główne, sobotnie zajęcie, którego szczerze nie cierpiałam. Wolę zajmować się bylinami. Efekty prowadzenia ekologiczno-weekendowego ogródka warzywnego były przeważnie żenujące: wiosną ślimaki zjadały sałatę, a mszyce pozostałe zielone części warzyw, to co zostało padało ofiarą zaniedbań, chorób grzybowych i pędraków (lub czegoś co żyje pod ziemią i podgryza korzenie). W sumie z ogródka najbardziej zadowolone były krety i nornice – ryjąc na potęgę.

dynia3

Jak podobno mawiał Albert Einstein „Głupotą jest robić ciągle to samo i oczekiwać różnych rezultatów”. Dlatego nastąpiły dwie, zasadnicze zmiany: agrotkanina i dyniowate.

Rabata na jesieni została przekopana z obornikiem. Na wiosnę przygotowałam sadzonki z nasion. Poza rozłożeniem agrotkaniny, to były wszystkie prace, jakie wykonałam w ramach tego tematu.

Okazało się, że to strzał w dziesiątkę. Minimum wysiłku i maksimum satysfakcji z plonów. Bonusem jest możliwość obdarowania przyjaciół cukiniami, a potem dyniami.

dynia4

dynie2

Co zrobić z cukinii wiadomo – Akcja cukinia vel kabaczek – wyczerpała temat.

A co zrobić z dyni? Mam dwie propozycje: frytki i zupa.

W przypadku frytek stosuje świeży miąższ, natomiast do zupy kroję go w kostkę i zamrażam – dzięki temu mogę z niego korzystać przez całą zimę.

Frytki z dyni:

Składniki:dynia5

  • dynia (np. Hokkaido),
  • sól, pieprz,
  • przyprawy wg. uznania, ja dodaję paprykę słodką, curry, pieprz cayenne,
  • olej (ok. 3 łyżki).

Miąższ dyni tnę w słupki i mieszam z olejem oraz przyprawami. Wykładam na papier do pieczenia i piekę w 200 st. C przez ok. 20 min. lub dopóki nie będą rumiane. Proponuję podawać z sosem z jogurtu i czosnku.

Jeśli jakimś cudem frytki nie zostaną zjedzone, można je wykorzystać do przygotowania zupy.

Zupa z dyni z imbirem i grzankami:

Składniki:dynia2

  • dynia – ok 1 kg miąższu (świeży, pieczony lub mrożony),
  • ok. 1,5 litra wywaru mięsno-warzywnego lub warzywnego wg. uznania,
  • 4 cebule,
  • ok. 3 cm kawałek imbiru,
  • grzanki,
  • pestki dyni,
  • sól, pieprz,
  • łyżka oleju.

Cebulę siekam i podsmażam na oleju. Do zeszklonej cebuli dodaję kostkę dyniową. Przykrywam i czekam aż dynia się lekko podsmaży (w przypadku mrożonki trwa to nieco dłużej). Całość przenoszę do garnka, dodaję wywar i przyprawy. Imbir ścieram na tarce i dodaję. Całość gotuję do czasu aż dynia zmięknie. Zupę miksuję, następnie posypuję grzankami i uprażonymi pestkami dyni. Proste, rozgrzewające danie na jesienne i zimowe wieczory.

podpis3

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Lawendowa fusetka i dementor

l1

Źle znoszę chemiczne środki do aromatyzowania pomieszczeń i garderoby. Największą karą i złem wcielonym jest dla mnie naftalina. Nie chodzi o żadne reakcje alergiczne. Naftalina jest dla mnie zapachowym dementorem – przez mikroskopijne otwory w mojej głowie, pod ogromnym ciśnieniem wysysa ze mnie całą radość życia. Po kilku minutach przebywania w jej oparach jestem starą, zgorzkniałą i zdesperowaną strzygą.

Tak samo jak źle znoszę, sami wiecie co (nie dam rady wymienić po raz trzeci tej nazwy), tak dobrze czuję się w towarzystwie lawendy i ziół. Wreszcie doczekałam się i lawenda kwitnie! Co prawda w ogródku mam raptem 6 krzaków, ale dla mnie to lawendowe El Dorado.

l2

W tym roku postanowiłam zamiast klasycznych woreczków zrobić jeszcze bardziej klasyczne fusetki, czyli coś w rodzaju lawendowego wrzeciona (fr. fuseau – wrzeciono). Fajnie wygląda i może być oryginalnym prezentem dla osób ceniących rustykalne klimaty.

Co jest potrzebne:
  • bukiet świeżej lawendy – najlepiej jeśli kwiaty nie są całkowicie otwarte,
  • wstążki – wg. uznania
  • nożyczki

fus1

Kwiaty lawendy łączymy w małe bukieciki np. po 24 kwiaty (będziemy przeplatać co dwie łodygi).

Wstążkę zawiązujemy bezpośrednio pod kwiatami, wysoko na łodygach. Ważne aby pozostawić z obu stron nadmiar wstążki do zawiązania.

Łodygi lawendy zaginamy na wysokości zawiązanej wstążki, tak aby utworzyły wrzeciono wokół kwiatów.

Dłuższy koniec wstążki przeplatamy między łodygami, tworząc zwartą osłonę dla kwiatów.

Po zakończeniu przeplatania, oba końce wstążki mocno związujemy, a pozostałym nadmiarem oplatamy łodygi lawendy.

Opcjonalnie można zamontować pętlę z dodatkowego kawałka wstążki.

fus5

Fusetki należy pozostawić do wysuszenia w przewiewnym miejscu. Potem można je umieścić w szafie, garderobie. Aby stopniowo uwalniały zapach, zaleca się je ścisnąć co jakiś czas.

fus6

A dementora żegnamy ozięble, w jego ojczystym języku, słowem na „F”.

podpis3

PS: Osypane kwiatki/ pąki wymieszajcie z cukrem i po kilku dniach macie cukier lawendowy do wypieków albo domowych pilingów.

 

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zielonym do góry!

Zielone uspokaja.

Kiedy jesteś zmęczony, mądrzy ludzie radzą patrzeć na zielone. Zielony to też kolor nadziei.

Nie z nadmiaru wiedzy, a raczej podświadomie przez wiele lat otaczałam się zielonym w domu. Aż zaczęło brakować miejsca dla domowników. Przełom nastąpił dopiero gdy nasza suka, w szczenięcym szale zdemolowała mieszkanie, w tym pożarła  większość kwiatów. W ten skuteczny sposób pozbyliśmy się kwiatów z domu.

Prawdziwej pasji trzeba jednak dać ujście, więc w sezonie plenerowym mogę się wyżyć na własnym balkonie. Te 5 m² musi mi wystarczyć za cały wymarzony ogród, moją własną zieloną wyspę.

Podstawowe wyposażenie, czyli skrzynie na sprzęt i na kwiaty, kratka były wykonane przy okazji urządzania mieszkania. Przez te kilkanaście lat, regularnie konserwowane, mają się świetnie.

W tym sezonie balkon wymagał wyjątkowo dużo pracy.  Zimą mieliśmy w domu remont i jak się łatwo domyślić, na balkonie wylądowały wszystkie „przydasie”.  Pozbyć się trzeba było pudełek,  elementów starej zabudowy kuchni, roślin, które zimy nie przeżyły.

1a

Powinnam była zacząć od porządków, ale to byłoby takie banalne, więc zaczęłam od zakupów!

W sobotę zagoniłam rodzinę do ulubionego i sprawdzonego centrum ogrodniczego celem zakupu roślin oraz ziemi. Co roku staram się wymienić jak najwięcej ziemi w pojemnikach. Wszystko to wylądowało na zagraconym balkonie i jak można się domyślać ułatwiało mi dalsze prace 🙂 .

W miarę odgruzowywania przekonałam się, że oprócz świątecznej choinki, znajdę tam więcej trupów.  Zimy, choć była z pozoru łagodna, nie przeżyły pnącza, w tym mój ulubiony clematis. Od wielu lat mam zawsze jeden okaz na balkonie. W ferworze oczyszczania postanowiłam pozbyć się także winobluszczu, który od kilku lat porastał kratkę w rogu, zasłaniając nas od sąsiadów. Z każdym kolejnym sezonem było widać, że brakuje mu przestrzeni życiowej. Wykopałam go z największym wysiłkiem, bo zdążył przez kilka lat wrosnąć niemal w drewnianą skrzynię. Znalazł godne miejsce do dalszego życia przy płocie na działce.

Skoro opróżniłam skrzynie, uznałam, że nieprędko będzie lepsza okazja, żeby je odmalować. Jak skrzynie to i kratki i całą resztę drewnianych powierzchni.

Od początku trudności się piętrzyły. Presja czasu była duża, bo zakupione kwiaty czekały już od 3 dni na przesadzenie. Kupiłam impregnat do drewna, ale okazało się, że można nim malować w temperaturze powyżej 10 °C. A w nocy było  ich raptem 3.  Z  malowaniem przeniosłam się więc do kuchni. Efekt mnie zadowolił, a co najważniejsze znowu na kilka lat będzie spokój.

2a

Skrzynia została przeze mnie wyłożona wewnątrz styropianem oraz folią. Na dno poszła warstwa keramzytu jako drenaż, na to agrowłóknina i dopiero ziemia.

3a

Co do doboru roślin, to raczej rzadko wybieram nowości ogrodnicze. Górę biorą raczej moje upodobania oraz podejście praktyczne, tj. głównie wytrzymałość na suszę 🙂 . Nie ma ideałów, więc zdarza się nam zapominać o podlaniu roślin. Sprawdzone pod tym względem są pelargonie. Staram się je komponować z innymi kwiatami. Od lat jestem też wierna kolorystyce pastelowej,  odcienie różu, fioletu, niebieskiego  mieszam z bielą.

4a

To, że rzadko kieruję się w swoich wyborach wymaganiami roślin ma swoje konsekwencje – wyglądają pięknie…do czasu. Część nie dożywa niestety jesieni 🙁 .

Do większych skrzyń wybrałam tradycyjnie powojnik i winobluszcz. Tym razem zaszalałam i kupiłam sobie dwa clematisy (powojniki) odmian Tango i Elf. Elf już kwitnie!

5a

Do dużej skrzyni tradycyjnie partenocissus, tym razem tricuspidata, po ludzku winobluszcz trójklapowy. Mój ulubiony i najpiękniejszy. Już kiedyś go miałam na balkonie a i na działce wspaniale obrastał jedną ze ścian domu. Niestety obrastał i już nie obrasta, bo zima i tam poczyniła wielkie spustoszenie. Bardzo lubię jego dachówkowaty układ liści i ich połysk. W ogóle to wszystko w nim lubię, więc nie będę się dalej rozwodzić, bo jestem nieobiektywna. Na razie malutki, ale już za kilka miesięcy będzie piękny.

6a

Zawsze latem na balkonie znajdują też swoje miejsce zioła: bazylia, mięta, tymianek oraz mój ulubieniec w tym gronie rozmaryn. W tym sezonie posadziliśmy też poziomki.

7a

8a

Na dobry początek tyle. Zawsze jeszcze w trakcie sezonu dosadzam kolejne rośliny, często byliny, które najczęściej kontynuują żywot na działce, po przesadzeniu ich jesienią. Nie wszystkie te operacje kończą się sukcesem, ale nie poddaję się i próbuję dalej. Jakoś nie mam serca ich po prostu wyrzucić.

Tak balkon wyglądał po sadzeniu:

9a

10a

 

A tak po miesiącu:

11a

12a

Kącik wypoczynkowy nawet na najmniejszym balkonie polecam wszystkim. Ja siedzisko mam na skrzyni, w której przechowuję narzędzia i doniczki, położyłam  poduchy i już. Mały stolik, na którym jest miejsce do odstawienia kieliszka lub…kieliszka. Jednym słowem…relaks.

14a

Dzięki Justynie mam też swój własny KOSMOS!

13a

Pierwsza poranna kawa na nowym starym balkonie…bezcenne.

Sezon co prawda już w pełni, ale jeszcze wciąż nie jest za późno, żeby zagospodarować Wasze balkony. Może moje doświadczenia Was zainspirują. Miłej zabawy!   A po pracy relaksu…

Ewa