Gdy znudzą nam się foremki, czyli coś innego z silikonu

Przychodzi w końcu taki dzień, gdy mamy już dosyć robienia form silikonowych (bo ile można zjeść tortu na raz?) ale zostało nam trochę silikonu formierskiego. Przychodzi nam do głowy rozwiązanie genialne w swej prostocie – wlejemy pozostały silikon do jednej z form i otrzymamy silikonowy odlew z silikonowej formy, czyli – absolut. Moja propozycja jest bardziej przyziemna i mniej błyskotliwa, ale za to praktyczna – zróbmy podkładki pod kubki bądź inne elementy zastawy stołowej. Co ważne – propozycja niezbyt czasochłonna, w myśl zasady „jak zrobić, żeby się nie narobić, a coś (fajnego) zrobić”.

Najpierw wybrałem motyw i rozmiar podkładek. W tym celu poszedłem do Castoramy, gdzie zwisały z rolek ceraty kuchenne i nabyłem ni mniej ni więcej, ale metr bieżący ceraty z nadrukiem kojarzącym mi się z dziełem Warhola „32 puszki z zupą firmy Campbell”. Wzór wręcz idealny do zrobienia podkładek.

Ponieważ wybrany przeze mnie kawałek miał skazę w postaci pięciocentrymetrowego rozcięcia gdzieś tam z boku, sprzedano mi go za symboliczne 8 złotych. Pozostało już tylko wybrać serię obrazków, z których uczynię podkładki. Padło na gruszki. Następne będą te z sushi, ale to już nie dzisiaj.

Fragmenty z gruszkami zgrabnie wyciąłem (z pewnym naddatkiem przy brzegach) i ułożyłem zadrukowaną częścią na bardzo płaskiej, równej i mobilnej powierzchni. To bardzo ważne, ponieważ od jej równości zależy równomierne rozprowadzenie silikonu, a co za tym idzie – jednakowa grubość otrzymanych podkładek. Aczkolwiek nie ukrywam, że niedoskonałość efektu końcowego ma jednak pewien unikalny urok chałupnictwa, nie do uzyskania w masowej produkcji. W każdym razie powierzchnia bazowa powinna być maksymalnie równa i jak najmniej elastyczna. Ja użyłem dużej szyby ze starej antyramy.

Teraz czas na najbardziej benedyktyński etap całego procesu, czyli dokładne oklejenie po brzegach wyciętych fragmentów ceraty. Dlatego wyciąłem je z pewnym naddatkiem. Dokładne oklejenie każdego z wycinków ma na celu: po pierwsze – unieruchomienie ich poprzez przyklejenie do szyby, po drugie – wyprostowanie kawałków ceraty, po trzecie – uszczelnienie brzegów, aby silikon nie dostał się pomiędzy zadrukowaną stronę ceraty a szybę, bo wtedy zrobi się niesympatycznie. Do oklejenia użyłem taśmy montażowej, ale może równie dobrze być taśma izolacyjna (wersja na bogato) lub malarska (wersja oszczędna), aby tylko przykleiła się do nieco „włochatej” spodniej warstwy ceraty i powierzchni szyby.

Po etapie benedyktyńskim pora na etap zegarmistrzowsko-murarski, czyli z zegarmistrzowską precyzją dokładnie okleiłem plasteliną modelarską granicę całego obszaru zalewowego.


Teraz czas na odrobinę matematyki na usługach skąpstwa, czyli obliczyłem ile będę potrzebował silikonu, aby uzyskać jego 3-4 milimetrową warstwę. Taka grubość silikonu jest zalecana. Cieńsza będzie powodować, że brzegi podkładki będą się zawijać niczym plasterki mortadeli na patelni.

Katalizator dodawany do silikonu ma kolor czerwony, co po dokładnym wymieszaniu da różowy. Też ładny, ale mi się znudził. Poza tym te gruszki są już na tle czerwonym, wiec wszędzie by było czerwono-różowo, a czerwony to kolor pobudzający, a ja nie zawsze chcę się pobudzać, zwłaszcza podkładką z gruszką. W celu urozmaicenia wrażeń odbieranych przez czopki w siatkówce oka mego, zakupiłem razem z ceratą lawendowy pigment. Kolor wypadkowy, otrzymany z połączenia lawendy z czerwonym różem wyszedł całkiem sympatyczny.

Wymieszany silikon ciągłym, wąskim strumieniem rozlałem po całości, nie przejmując się zbytnio tym, czy będą bąble powietrza, czy nie. Wszak i tak będzie to spodnia strona, której nikt nie będzie oglądał. Silikon jest na tyle ciekły, że sam się wypoziomuje po całej powierzchni ograniczonej plasteliną, ale zawsze można mu pomóc albo szpatułką, albo podnieść szybę i manipulując nią w osiach x-y-z, stymulować pokrywanie silikonem całej żądanej powierzchni. Tu ważna uwaga – w pomieszczeniu, gdzie to robimy, musi być ciepło, tzn. przynajmniej 20oC. W przeciwnym razie silikon będzie gęsty i nie będzie się sam rozlewał, a i stymulowanie jego rozlewania niewiele pomoże.

Nie trzeba stosować żadnej substancji antyadhezyjnej, bo tym razem zależy nam na tym, aby silikon brutalnie i na zawsze przykleił się do spodniej części ceraty.
Gdy silikon obleje wszystkie fragmenty ceraty, odstawiamy całość na dobrze wypoziomowaną półkę czy podłogę (inaczej warstwa silikonu nie będzie równomierna) i zostawiamy do zastygnięcia.
Tak wygląda całość po zastygnięciu.

Nierównomierny kolor smug na silikonie wynika z tego, że dodawałem go w kilku porcjach, a każda różniła się ilością dodanego pigmentu, jako że dodawałem go „na oko”. Otrzymany efekt, przypominający powierzchnię Jowisza z bliska, nasunął mi myśl, że następnym razem można użyć różnokolorowych porcji silikonu, łącząc je frywolnie w efektowne mazaje.

Usunąłem plastelinę, odkleiłem całość od szyby, ma kształt wielkiego plastra, po czym wyciąłem moje gruszki.
Podkładki gotowe. Trwałe, wodoodporne, antypoślizgowe, elastyczne (ale bez przesady), niemnące. Gdy zabrudzi się silikonowy spód, wystarczy go przetrzeć wodą z detergentem. Dwa lata będzie służyć. Zupełnie jak bilet lotniczy z filmu „Miś”.

Pozdrawiam.
Adamus

6 Replies to “Gdy znudzą nam się foremki, czyli coś innego z silikonu”

  1. Ale świetnie to wygląda! 🙂

  2. Ale ciekawy pomysł! Bardzo kreatywne 🙂

    1. Dziękuje w imieniu autora

    2. Autor też dziękuje… 🙂

  3. Bardzo fajny patent – i wyjątkowo ekonomiczny 🙂 Muszę kiedyś wypróbować !

Dodaj komentarz