Świeca do masażu

Od lat korzystam z masażu, niestety przede wszystkim jako formy rehabilitacji, ale czasem na szczęście także relaksu.  Ta druga forma jest oczywiście zdecydowanie przyjemniejsza i poza tym, że rusza nasze ciało, to angażuje również inne zmysły, w tym powonienie. Oleje, woski wykorzystywane w masażu potrafią mieć naprawdę obłędne zapachy i budzić bardzo przyjemne skojarzenia. Popularnością cieszą się przecież zabiegi pachnące czekoladą, czy cytrusami.  Zdaje się, że częściej kobiety docenią ten aspekt, ale są przecież także zabiegi dla panów i te podszyte są raczej kojarzonymi z męskimi zapachami, takimi jak cedr, wino, tytoń czy whisky itd. Czy wszystkie one są aby na pewno takie męskie, to nie jestem przekonana:)

                                                                                                                                                   

Ale jako, że Dzień Kobiet za pasem, to skupię się jednak na zapachach bardziej kobiecych, chociaż Panów nie odstraszam. Bardzo lubię masaż woskiem, który jest bardziej gęsty niż oliwa i masaż wydaje się mocniejszy, ponadto skóra jest głęboko nawilżona i na dłużej taka pozostaje.

Zainspirowana wpisem Justyny na temat świec, postanowiłam zrobić własną świecę woskową, ale z przeznaczeniem do masażu właśnie. We wspomnianym wpisie znajdziecie wszystkie szczegóły dotyczące techniki wykonania oraz użytych składników.  

                                                                                                                                                  

Jako wosk bazowy wykorzystałam dzięki uprzejmości Agnieszki z Pure Natural – Soy Candles, Mix roślinny – mieszankę olejów sojowego, palmowego, kokosowego, shea. Mix został już wykorzystany wcześniej do zrobienia  tabliczek zapachowych. Wosk ma niską temperaturę topnienia, tj. ok. 40 st. C.  Rozpuściłam go w kąpieli wodnej, kontrolując na bieżąco temperaturę. W całym procesie udało mi się nie przekroczyć 65st. C, co starannie monitorowałam za pomocą termometru z sondą.  Woskom bowiem nie służy przegrzanie.

Z racji przeznaczenia jako świeca do masażu pomyślałam, że wykorzystam zarówno do aromatyzowania świecy, jak i poprawy jej właściwości „masażowych” olej. Akurat mój olej jest mieszanką naturalnych olejów z jojoby, migdałowego, sezamowego, lnianego, arganowego i z oliwek. Mieszanka pod wiele znaczącą nazwą „time together” ma zapach kwiatowo- owocowy, jak dla mnie cudowny. Kupuję go w SPA, nie spotkałam go niestety nigdzie w sieci. Zapach oleju jest na tyle intensywny, że do masażu używam go tylko jako dodatku do jakiegoś oleju bazowego o neutralnym zapachu np. migdałowego. Ale myślę, że jako dodatek do świecy można wykorzystać każdy olej przeznaczony do masażu o zapachu jaki lubicie.

                                                                                                                                                   

Dla jednej świecy szkoda całego zamieszania, więc za jednym zamachem wykonałam kilka świec wykorzystując w pozostałych do aromatyzowania olejki eteryczne, o których dużo było w poprzednim świecowym wpisie. Te świece także pachną pięknie!

                                                                                                                                                   

Kolejny dylemat to w czym świece zrobić. Od początku wiedziałam, że nie będę w tym celu niczego kupować. Mam wystarczającą ilość skorup w domu do wykorzystania, również w takim celu. Jedną ze świec, właśnie tę na oleju zrobiłam we własnoręcznie wykonanym dzbanuszku. Kiedyś na zajęciach z ceramiki, dzban (jaki on teraz na czasie!) ów został popełniony i wreszcie doczekał się premiery. Dodam tylko, że jest to jedyna moja praca, którą wylałam z formy, zwykle pracujemy w glinie po prostu, bez koła garncarskiego, a wykorzystując jedynie własne ręce i proste narzędzia. Szkliwienie pozostawia wiele do życzenia, ale tym się nie przejmuję w najmniejszym stopniu i trzymam się wersji, że jest to
zamierzony efekt😊.

Dzbanek miałam tylko jeden, wiec do wykonania pozostałych świec wykorzystałam opakowania z demobilu, po świecach zapachowych znanej projektantki:). Urokliwego wzoru kratki, jako prawdziwemu zbieraczowi, szkoda było wyrzucić licząc, że „przydasie”.  No i się przydały. Mam nawet podejrzenia, że przydadzą się jeszcze nie raz.  Do wykonania świec potrzebowałam zatem oprócz wymienionych:

  • wosku,
  • oleju i olejków eterycznych,
  • naczyń na świece, również:
  • knotów (użyłam sznurkowych i drewnianych) oraz patyczków do ich  umocowania na czas zalewania świec,
  • dwóch garnków,
  • kuchenki,
  • pistoletu z klejem na gorąco, 
  • termometru.

W naczyniach umieściłam i umocowałam za pomocą kleju na gorąco knoty sznurkowe następnie unieruchomiłam na patyczkach, aby utrzymały się pionowo w centralnym punkcie dna każdego z naczyń.

Ponieważ planowałam kilka różnych zapachów, kolejne porcje płynnego wosku odmierzałam do oddzielnego naczynia i po przestudzeniu dodawałam olej lub olejki eteryczne. Niestety z proporcjami będzie słabo, bo jak zwykle dodawałam na oko. Oleju mogłam dodać ok. 10-15 ml na 150 ml wosku. Co do olejków eterycznych to w każdej ze świec występują w duecie: dominujący w ilości ok. 10-20 kropli, a drugi w ilości 5-10 kropli. Jako początkujący producent świec kierowałam się raczej własnym nosem.

                                                                                                                                                   

I nie zawiodłam się. Po całkowitym zastygnięciu, co zajęło około doby, świece pachną pięknie. Jeszcze piękniej zapachy uwalniają się po zapaleniu i upłynnieniu części wosku.

Świeca z dodatkiem oleju wspaniale pachnie i doskonale nawilża skórę. Przed użyciem trzeba ją zapalić i dać jej ok. 30 minut na upłynnienie części wosku. Wszystko zależy od tego ile potrzebujecie go do masażu, czyli jak dużo ciała czeka na wymasowanie😊. Wosk jest przyjemnie ciepły po nalaniu na dłoń i bardzo wydajny. A skóra na długo pozostaje nawilżona i czujemy się, że zacytuję klasyka.. jakby luksusowo…

 i tego nam wszystkim Kobietom życzę.. Do miłego..

Ewa


Wpis powstał we współpracy z Pure Natural – Soy Candles

Dodaj komentarz