Nie święci formy lepią, czyli własna forma silikonowa do odlewów

Foremki silikonowe do odlewów. Obiekt pożądania i westchnień wielu weekendowych rękodzielników i upiększaczy przestrzeni. Niestety, ciężko znaleźć tę, o którą nam chodzi, a gdy już znajdziemy, to jej cena okazuje się zaporowa. W tym artykule pokażę, jak samemu wykonać formę odlewniczą z silikonu. Ale najpierw słów kilka o silikonie.

Silikony odkryto na początku XX wieku, ale na skalę masową pojawiły się dopiero w latach czterdziestych XX wieku, kiedy amerykańscy naukowcy (znowu oni!) opracowali technologię pozwalającą na produkcję silikonów w ilościach hurtowych. Silikonowe formy odlewnicze zaczęto stosować na szeroką skalę około roku 1955 w stomatologii.

O tym jak silikony są zbudowane i jakie mają właściwości, można wyczytać w Wikipedi, wiec nie będę robił kopiuj/wklej.

Nas interesuje fakt, dlaczego nie wszystkie silikony nadają się do robienia form odlewniczych. Być może próbowaliście robić formy odlewnicze, a nawet same odlewy z tradycyjnego silikonu sanitarnego. Ku Waszej rozpaczy, po kilku godzinach zewnętrzna warstwa owszem zastygała, ale pod spodem ciągle coś się przelewało i nie miało zupełnie ochoty zastygnąć w najbliższej przyszłości. Otóż silikony sanitarne są jednoskładnikowymi mieszaninami (wygodne do pakowania w tuby), które zaczynają się utwardzać pod wpływem wilgoci z powietrza. Nie będziemy zagłębiać się w chemizm tej reakcji, dość powiedzieć, że jej rezultatem jest sieciowanie silikonu (tworzenie się długaaaaśnych łańcuchów) i wydzielanie się kwasu octowego (tak, to stąd ten smród octu!). Ocet to pół biedy. Są  silikony, które podczas sieciowania wydzielają kwas solny. Wniosek z tego taki, że jeśli nałożymy do formy dużą ilość silikonu sanitarnego, to stwardnieje (usieciuje się) tylko w tych miejscach, do których dociera wilgoć, a w środku pozostanie nietknięty nieusieciowany silikon, czekający nadal na wilgoć. Jest jeszcze jeden minus stosowania takich silikonów do celów hobbystycznych – właśnie ten wydzielający się kwas octowy. W zetknięciu z niektórymi powierzchniami metalowymi (np. mosiężnymi), z których zachciało nam się zdjąć formę, może je po prostu uszkodzić. Podobnie z marmurem. Nie radzę robić odlewów z marmurowych części silikonem sanitarnym, bo po prostu ten marmur kwas wyżre.

Silikony formierskie to najczęściej dwuskładnikowe elastomery (czyli polimery powracające do pierwotnego kształtu po ich odkształceniu). Ten typ silikonu nie zawiera grupy acetylowej, która zamienia się w momencie kondensacji w żrący ocet, lecz niewinną grupę winylową, przyjemną chemicznie dla otoczenia. Przed wykonaniem formy miesza się silikon z katalizatorem, który rozpoczyna kondensację (sieciowanie) silikonu. Często katalizator jest zabarwiony pigmentem, dzięki czemu łatwo można stwierdzić, czy całość została dobrze wymieszana.

Koniec! Ani słowa więcej o chemii i mechanizmach reakcji. Bierzemy się do roboty!

Wykonałem formę jednoczęściową, z zastosowaniem silikonu formierskiego MM922, nabytego w sklepie Modelarnia24.pl.

Nie wiem, co oznacza „922” i niewiele mnie to obchodzi. Silikonów formierskich jest na rynku mnóstwo i każdy znajdzie tu coś dla siebie. Są silikony miękkie, twarde, do kontaktu z żywnością, bezbarwne, do odlewów z betonu i czego tam jeszcze. MM922 jest wystarczająco twardy, aby uzyskać z niego dobry odlew, i na tyle elastyczny, aby bez problemu wydobyć odlew z formy. Cena? Około 75 zł za kilogram silikonu (jeśli ktoś znajdzie sklep z tańszym silikonem, to proszę dać mi znać). Z takiej ilości można zrobić spokojnie kilka form.

Ponieważ nie miałem pod ręką ozdobnych stiuków gipsowych o kształcie liści akantu, formę zdjąłem z trzech metalowych dekorów.

Przygotowałem je odpowiednio, tzn. wyrównałem im brzegi plasteliną modelarską, żeby było łatwiej je wyjąć z formy.

Pamiętajmy, że silikon wszędzie się wciśnie podczas odlewania, więc jeśli nie jest to konieczne, należy ograniczyć do minimum ilość podcięć, zagięć i zakamarków na przedmiocie, z którego zdejmujemy odlew. Czy musi być plastelina modelarska? Nie musi. Po prostu taką miałem pod ręką.

Teraz zaczyna się jazda pod tytułem „w czym to cholerstwo odlać?”, czyli dreptanie po domu i szukanie odpowiedniego pojemnika lub materiału na niego. Szalunek, do której będziemy wlewać silikon powinien być jak najbardziej gładki i jednocześnie musimy być ekonomiczni, czyli zewnętrzne ścianki formy nie powinny być w tym przypadku grubsze niż 0,5 cm. Należy wziąć też pod uwagę, że silikon lubi się do niektórych materiałów bardzo przyklejać. Najgorsze jest szkło. Jeśli zapomnimy je posmarować jakimś środkiem przeciwadhezyjnym, to z zasadzie możemy się pożegnać z tym przedmiotem albo z formą albo z jednym i z drugim. Nie ukrywam, że bardzo dobre ścianki do formy robi się z klocków Lego – zawsze pod wymiar, szczelne, szybkie do montażu i demontażu, no i silikon się ich nie czepia. Jedyny minus tego rozwiązania to protest naszej progenitury i ewentualna interwencja Rzecznika Praw Dziecka.

Ja wykorzystałem kawałek starej sklejki jako spód formy, wykleiłem ją taśmą montażową (na wypadek, gdyby silikon poczuł nadmierną miętę do sklejki), a boki zrobiłem ze starych tekturowych listewek, połączonych i uszczelnionych plasteliną modelarską.

Czy można klejem z pistoletu? Pewnie, że można, ale mnie się nie chciało, poza tym plastelina jest wielokrotnego użycia. Pamiętajmy, że silikon jest dość ciężki (ok. 1,25 – 1,3 g/cm3), więc nasz szalunek musi być na tyle mocny, żeby utrzymał ciężar tej cieczy, aż ta nie stwardnieje. Upewniwszy się, że wszystko jest szczelne i solidnie umocowane, przygotowałem silikon.

Jako że jestem kutwą, najpierw obliczyłem objętość formy, a z tego obliczyłem ile silikonu potrzebuję.

Tu przydaje się waga o dokładności przynajmniej 1 g.

 

Jeśli nie mamy wagi, to możemy zmieszać silikon i katalizator w odpowiednim stosunku objętościowym. Najważniejsze jest, żeby nie dać za mało katalizatora, bo wtedy silikon będzie wiązał dłużej. Do mieszania silikonu z katalizatorem proponuję używać kubków jednorazowych i koniecznie rękawiczek. Silikon strasznie brudzi, rozlany bardzo się klei i maże. Mieszamy silikon z katalizatorem bardzo dokładnie, aż do uzyskania jednolitego koloru. Formę spryskujemy środkiem antyadhezyjnym. Możemy posmarować  zwykłym olejem roślinnym czy parafinowym. To powinna być cieniutka warstwewka. Myślę, że można tu użyć słynnego smaru WD-40 w aerozolu. Nie próbowałem, ale powinien zadziałać równie dobrze, co widoczny na zdjęciu specjalny drogi środek „Greenox cośtam cośtam”.

Wlewamy silikon do formy cienkim, ciągłym strumieniem, rozpoczynając od najniżej położonego miejsca.

Lejemy cały czas w to jedno miejsce, pozwalając silikonowi samemu się rozgościć w formie. Dzięki temu unikniemy powstawania pęcherzyków powietrza.

 

Jeśli przygotowaliśmy za mało silikonu i forma się nie wypełniła do końca – nic się nie stało. Spokojnie sporządzamy dodatkową ilość i dolewamy do formy.  Ja z reguły przygotowuję za mało niż za dużo i potem dorabiam porcjami brakującą ilość. Rzeczony silikon nie śmierdzi. Ba! Nawet nie pachnie, więc obcowanie z nim pod względem olfaktorycznym jest absolutnie neutralne.

Gdy cała forma jest już zalana – odstawiamy ją na noc, aczkolwiek powinna być gotowa już po 6 godzinach.

Zależy to też od katalizatora, jaki zastosujemy. Kiedyś stosowałem katalizator niebieski, ale utwardzanie trwało długo – ponad dobę. Z drugiej strony zaletą dłuższego twardnienia silikonu jest jego lepsze odgazowanie, czyli pozbywanie się pęcherzyków powietrza. Sytuacją idealną byłoby potraktowanie formy z wlanym silikonem pompą próżniową. Należy wtedy pamiętać, że ścianki formy muszą mieć wysokość przynajmniej cztery razy wyższą od poziomu wlanego silikonu, bo podczas próżniowego odsysania powietrza całość zaczyna „wrzeć” i bąblować okrutnie.

Pompy próżniowej nie posiadam, więc na tym zakończyłem działalność dnia pierwszego.

Dnia drugiego rano sprawdziłem, czy silikon zastygł, zdjąłem ścianki szalunku, odciąłem nożykiem naddatki, usunąłem z formy dekory i gotowe.

Żeby nie być gołosłownym – rozrobiłem ad hoc nieco gipsu i wlałem go do mojej nowej formy. Po 15 minutach jeszcze wilgotne gipsowe odlewy wyjąłem z formy… Voila!

Na widoczną na zdjęciu formę zużyłem 320 gramów silikonu, czyli kosztowała mnie ona jakieś 25 złotych.

Jedną z posiadanych przeze mnie form jest forma do odlewania monet – jedno i dwuzłotówek.

Przydaje mi się ona w sytuacji, gdy robię odlewy z żywicy epoksydowej i zostanie mi jej trochę w zanadrzu. Wtedy robię z niej odlewy monet, które służą mi potem za żetony do wózków sklepowych. Nic się nie marnuje.

Jeśli chcemy zrobić odlew z przedmiotu, którego nie możemy otoczyć szalunkiem albo jest on w pozycji pionowej i nie ma szans, aby go sprowadzić do poziomu – wtedy stosujemy do silikonu specjalny dodatek, zwany tiksotropowym, który zagęszcza silikon i umożliwia jego nałożenie na pionowe przedmioty, bez ryzyka że silikon ścieknie, zanim się zestali.

Wyższą szkołą jazdy jest robienie form kilkuczęściowych, ale to też jest tylko kwestia wprawy i determinacji.

Reasumując, zrobienie formy odlewniczej składa się z następujących etapów:

  1. Przygotowanie przedmiotu, z którego będziemy brać odlew.
  2. Przygotowanie formy (odpowiednia objętość).
  3. Posmarowanie formy substancją przeciwadhezyjną (To bardzo ważne! Zdarzyło mi się w ferworze kreacyjnym kilka razy nie posmarować formy i potem był smutek i nostalgia…)
  4. Obliczenie potrzebnej ilości silikonu (lepiej przygotować mniej niż więcej; potem dorobić).
  5. Wymieszanie silikonu (dokładnie!).
  6. Wlanie silikonu do formy (w jedno, najniżej położone miejsce, ciągłym, wąskim strumieniem).

Wierzcie mi, robienie form odlewniczych z silikonu wcale nie należy do arkanów czarnej magii. Zachęcam do dzielenia się swoimi doświadczeniami, spostrzeżeniami czy radami.

Pozdrawiam,

Adamus

8 Replies to “Nie święci formy lepią, czyli własna forma silikonowa do odlewów”

  1. Mega sprawa! Świetna rzecz, muszę wypróbować!

    1. Dziękuję w imieniu autora i zachęcam do spróbowania.

  2. Genialne rozwiązanie i nie wydaje się aż tak trudne jak myślałam

    1. Też tak to widzę. Najtrudniej zacząć i zaopatrzyć się w odpowiednie materiały. Potem już idzie z górki 🙂

  3. Właśnie szykuję się do ozdobienia ogrodowych donic foremkami silikonowymi. Mam nadzieję, że dam sobie radę…

    1. Kasiu, jestem przekonana że sobie świetnie poradzisz. Daj znać jak wyszło. Trzymam kciuki 🙂

  4. Ciekawe i inspirujące 🙂 Dziękuję.

  5. Dziękuję – świetny poradnik 🙂 Nareszcie ludzkim językiem, czyli profesjonalnie ale bez naukowego bełkotu. No i bez czarów typu „szklanka mąki, łyżeczka mułu, dwa jajka i pół pojemnika silikonu sanitarnego, i już jest forma do żywicy”.
    Mam nadzieję, że nie zabraknie mi determinacji i spróbuję…

Dodaj komentarz