Poroże z patyków

Od ubiegłego roku, kiedy na Targach Rzeczy Ładnych zobaczyłam papierowe rzeźby od Paper Sculpture, marzyłam o własnym kolorowym trofeum.  Niestety za sztukę trzeba słono zapłacić, a ja chwilowo nie dysponuję budżetem kolekcjonera.

Niedawno przeczytałam wpis o papierowej głowie jelonka u Mavelo i zrozumiałam, że ogranicza mnie tylko moja własna wyobraźnia. Niewielkim kosztem można również wyczarować coś niezwykłego.

„Rogi”

Wybrałam dwie gałęzie, które skojarzyły mi się z porożem jakiejś parzystokopytnej istoty.

Po oskrobaniu z kory przy pomocy cykliny, „rogi” były gotowe do montażu na podkładce.

Podkładka pod poroże

Deseczki odzyskane z palet znowu się przydały. Z jednej z nich wycięłam podkładkę pod poroże.

Na powierzchni narysowałam ołówkiem kształt do wycięcia.

Stwierdziłam, że obrys wycięty pod kątem będzie ciekawiej wyglądał. Ustawiłam wyrzynarkę w odpowiedniej pozycji i się zaczęło…

Pierwszy raz robiłam coś takiego i przyznam, że jednoczesne utrzymanie odpowiedniego kąta brzeszczotu i linii prostej cięcia nie było takie proste jak założyłam. To jest jedna z tych rzeczy, które będę musiała jeszcze poćwiczyć. W każdym razie, kształt jaki uzyskałam rozminął się lekko z moim precyzyjnym rysunkiem i symetrię szlag trafił.

Osoby przerażone efektami mojej pracy odsyłam do Allegro. Znajdziecie tam piękne deski pod poroża w cenie ok 10 zł. Ja postanowiłam brnąć dalej.

Stał się cud i szlifowanie poprawiło na tyle sytuację, że deseczka nie skończyła jako podpałka w kominku. Miękkie drewno sosnowe okazało się nad wyraz wdzięcznym materiałem w obróbce.

Tzw. rogi przymocowałam do deseczki za pomocą długich wkrętów. Zarówno deseczka, jak i patyki zostały wcześniej nawiercone.

Malowanie

Całe trofeum pomalowałam białą farbą akrylową.

Kolejnym krokiem było użycie metalicznych farb w sprayu w kolorze miedzi i złota. Pomalowałam nimi końcówki „rogów”. Na cały malowany obszar gałęzi naniosłam kolor miedziany.

Po jego wyschnięciu, już tylko na końcówki, dałam złoto. Powstał ładny, metaliczny gradient.

Następnie naniosłam kolorowe pasy i zdobienia farbami akrylowymi. W pierwszej kolejności namalowałam jaśniejsze detale, a dopiero po ich wyschnięciu sięgnęłam po ciemniejszą kolorystykę.

Po wyschnięciu „rogów” pomalowałam podkładkę. Taka kolejność pozwalała na swobodne manipulowanie całym przedmiotem i wygodne malowanie miejsc gorzej dostępnych.

Pasy namalowałam wyklejając je taśmą malarską. Niestety dla lepszej pigmentacji położyłam dwie warstwy farby, a ta ma to do siebie, że szybko tworzy coś w rodzaju błony, która brzydko rwie się podczas odklejania taśmy. Zapewne krawędzie pasów byłyby bardziej czyste, gdybym położyła jedną warstwę farby i na świeżo usunęła taśmę malarską. Niestety moje farby nie miały odpowiedniej pigmentacji.

Remedium na wszystkie niedociągnięcia okazały się kropki, które ukryły nierówne krawędzie.

Całość zabezpieczyłam lakierem akrylowym.

Trofeum uświetniło przedpokój, zajmując miejsca obok kalendarza i ostatnio malowanej ramki.

Całusy 😉