Alter ego drewnianej skrzynki

Co może robić wieczorami ktoś taki, jak ja, kto ma pół garażu deseczek z palet? Siedzi i knuje co z nich wydziergać i to koniecznie coś przydatnego. A jak się okaże, że dzieło cieszy oko to tylko krok od ekstazy nerwowej.

Jedną z pierwszych rzeczy, które chciałam zrobić była skrzynka na drewno do kominka. Niestety napotkane w internecie prototypy jakoś nie chwyciły mnie za serce, aż do momentu gdy trafiłam na kolorowy blog 321 start DIY. Agnieszka pokazała tam szczegółowy tutek do ozdobnej, delikatnej skrzyneczki. Moja skrzynka miała być jej gruboskórnym alter ego: dechy, okucia i ciemny wosk. W końcu miała dźwigać ciężkie kłody drewna na opał, więc musiała być muskularna i niezniszczalna jak Arnold S. w finałowej walce z Predatorem.

Przygotowanie deseczek

Wymiary skrzyniochy miały takie same jak jej styranej życiem poprzedniczki – plastikowej skrzynki na produkty spożywcze. W związku z tym przycięłam:

  • 8 deseczek o długości 60 cm,
  • 4 deseczki o długości 40 cm,
  • 4 listewki o długości 22 cm.

Plan działania był następujący:

Wszystkie elementy drewniane oszlifowałam papierem ścierny o gradacji 80. Szlifowanie miało usunąć tylko większe mankamenty i niebezpiecznie wystające drzazgi.

Wygładzając dechy i myśląc o moim surowym i męskim w wymowie projekcie przypomniała mi się scena z filmu „Grawitacja”, w której to George Clooney puka w okno kapsuły ratunkowej, uśmiecha się i pyta ledwo żywą Sandrę Bullock: Co tu tak ponuro? Dobre pytanie drogi Georgu. Chciałam skrzyniochę skazać na wieczną ponurość, ale na szczęście w porę się opamiętałam. Z pomocą przyszły farby akrylowe w kolorach egzotycznej laguny: ultramaryna, turkus i szmaragd.

Tymi farbami pomazałam wszystko jak leci.

Po wyschnięciu przeszlifowałam papierem ściernym o gradacji 220.

Na to wszystko nałożyłam ciemny wosk. Wtarłam dwie warstwy. Ze względu na to, że skrzynka będzie narażona na obijanie, powłoka musiała być łatwa do reperacji. Lakier nie wchodził tu w grę. Ponadto wosk miał pokreślić wszystkie nierówności i fakturę drewna. Nawet jeśli wosk miejscami się wytrze, w przypadku tej skrzynki to nie ma znaczenia. Jej wygląd na pewno będzie ewoluował.

Uzbrojenie

Skrzyniocha miała być uzbrojona po zęby, więc wyciągnęłam całe żelastwo jakie miałam na stanie. Po jego przeglądzie zdecydowałam, że ścianki połączą metalowe kątowniki, a ukoronowaniem będą masywne uchwyty. Całość miała stać się mobilna, dzięki kółkom.

Takie żelastwo możecie dostać w markecie budowlanym: kątownik ok. 1 zł/szt., uchwyt 5 zł/ szt., kółko 4 zł/szt.

Skręcanie

Wszystkie elementy połączyłam na wkręty. Ponieważ miejsca łączeń były blisko krawędzi, wywierciłam najpierw otwory, które zapobiegły pękaniu drewna.

Jako pierwsze skręciłam krótsze boki, łącząc dwie deseczki i dwie listewki ze sobą.

Następnie do desek, które miały stanowić dłuższe boki dokręciłam kątowniki.

Metalowe elementy bardzo ułatwiły mi pracę, wyznaczając kąty proste łączeń ścianek.

Następnie przykręciłam 4 deski, stanowiące spód skrzynki.

Na końcu przymocowałam kółka i uchwyty.

Tak wygląda gotowa skrzynka:

Skrzynka docelowo jest na drewno do kominka, ale do czasu uruchomienia okresu grzewczego wykorzystywana będzie w bardziej relaksujących okolicznościach.

 

Całusy 😉


 

 

 

Poroże z patyków

Od ubiegłego roku, kiedy na Targach Rzeczy Ładnych zobaczyłam papierowe rzeźby od Paper Sculpture, marzyłam o własnym kolorowym trofeum.  Niestety za sztukę trzeba słono zapłacić, a ja chwilowo nie dysponuję budżetem kolekcjonera.

Niedawno przeczytałam wpis o papierowej głowie jelonka u Mavelo i zrozumiałam, że ogranicza mnie tylko moja własna wyobraźnia. Niewielkim kosztem można również wyczarować coś niezwykłego.

„Rogi”

Wybrałam dwie gałęzie, które skojarzyły mi się z porożem jakiejś parzystokopytnej istoty.

Po oskrobaniu z kory przy pomocy cykliny, „rogi” były gotowe do montażu na podkładce.

Podkładka pod poroże

Deseczki odzyskane z palet znowu się przydały. Z jednej z nich wycięłam podkładkę pod poroże.

Na powierzchni narysowałam ołówkiem kształt do wycięcia.

Stwierdziłam, że obrys wycięty pod kątem będzie ciekawiej wyglądał. Ustawiłam wyrzynarkę w odpowiedniej pozycji i się zaczęło…

Pierwszy raz robiłam coś takiego i przyznam, że jednoczesne utrzymanie odpowiedniego kąta brzeszczotu i linii prostej cięcia nie było takie proste jak założyłam. To jest jedna z tych rzeczy, które będę musiała jeszcze poćwiczyć. W każdym razie, kształt jaki uzyskałam rozminął się lekko z moim precyzyjnym rysunkiem i symetrię szlag trafił.

Osoby przerażone efektami mojej pracy odsyłam do Allegro. Znajdziecie tam piękne deski pod poroża w cenie ok 10 zł. Ja postanowiłam brnąć dalej.

Stał się cud i szlifowanie poprawiło na tyle sytuację, że deseczka nie skończyła jako podpałka w kominku. Miękkie drewno sosnowe okazało się nad wyraz wdzięcznym materiałem w obróbce.

Tzw. rogi przymocowałam do deseczki za pomocą długich wkrętów. Zarówno deseczka, jak i patyki zostały wcześniej nawiercone.

Malowanie

Całe trofeum pomalowałam białą farbą akrylową.

Kolejnym krokiem było użycie metalicznych farb w sprayu w kolorze miedzi i złota. Pomalowałam nimi końcówki „rogów”. Na cały malowany obszar gałęzi naniosłam kolor miedziany.

Po jego wyschnięciu, już tylko na końcówki, dałam złoto. Powstał ładny, metaliczny gradient.

Następnie naniosłam kolorowe pasy i zdobienia farbami akrylowymi. W pierwszej kolejności namalowałam jaśniejsze detale, a dopiero po ich wyschnięciu sięgnęłam po ciemniejszą kolorystykę.

Po wyschnięciu „rogów” pomalowałam podkładkę. Taka kolejność pozwalała na swobodne manipulowanie całym przedmiotem i wygodne malowanie miejsc gorzej dostępnych.

Pasy namalowałam wyklejając je taśmą malarską. Niestety dla lepszej pigmentacji położyłam dwie warstwy farby, a ta ma to do siebie, że szybko tworzy coś w rodzaju błony, która brzydko rwie się podczas odklejania taśmy. Zapewne krawędzie pasów byłyby bardziej czyste, gdybym położyła jedną warstwę farby i na świeżo usunęła taśmę malarską. Niestety moje farby nie miały odpowiedniej pigmentacji.

Remedium na wszystkie niedociągnięcia okazały się kropki, które ukryły nierówne krawędzie.

Całość zabezpieczyłam lakierem akrylowym.

Trofeum uświetniło przedpokój, zajmując miejsca obok kalendarza i ostatnio malowanej ramki.

Całusy 😉


 

 

Tajemniczy ogród na ścianie, czyli cz. 5 cyklu o recyklingu palet

Pomysł na wiecznie zieloną półeczkę narodził się po Wielkanocy, kiedy to z wianków wydłubałam chrobotek reniferowy. Popatrzyłam na tę zieleninę i pomyślałam, że żal chować do pudełka. Wtedy oświeciło mnie, że ciągle mam sporo deseczek sosnowych odzyskanych palet. Mimo tego, że nie jest to łatwy materiał do pracy, bo są nierówne i powyginane, podjęłam wyzwanie.

pointing s  Potrzebne materiały:
  • półka: deseczki: 2 x 50 cm, 2 x 40 cm; listewka 40 cm; bejca; wosk; papier ścierny;
  • szyld: tektura lub karton; wydruk w odbiciu lustrzanych; emulsja biała do ścian; acetonowy zmywacz do paznokci; farby akrylowe (czarna, zielona); lakier akrylowy;
  • plecy półki: siatka o oczkach 1 x 1 cm, chrobotek reniferowy lub mech (mój pochodzi z Allegro), pinezki tapicerskie.
pointing s  Przydatne machiny:
  • wyrzynarka lub piła,
  • wiertarko-wkrętaka + wkręty,
  • nakładka na wiertarkę do szczotkowania drewna lub szczotka stalowa,
  • szlifierka oscylacyjna.
Przygotowanie deseczek a ciemna strona mocy

Pierwszym krokiem było przycięcie deseczek do wymiarów jakie założyłam: 2 deseczki 40 cm, 2 deseczki 50 cm, listewka 40 cm. Użyłam wyrzynarki, ale bardziej krzepkie osoby mogą pracować unplugged – piłą.

A teraz mały „coming out”: przeszłam na ciemną stronę mocy. Po latach lekkomyślnego narażania się na pylicę nabyłam wreszcie maskę masek – uzbrojenie twarzy w niczym nie ustępujące stylówce Lorda Vadera. Większość pań kręci nowa torebka, mnie kręci nowa maska. Mimo, że wygląda pancernie jest to pierwszy model, w którym mogę swobodnie oddychać.

Wszystkie elementy półeczki poddałam szczotkowaniu. Druciana szczotka ładnie wybrała miękkie drewno wczesne. O budowie drewna i szczotkowaniu szerzej możecie poczytać we wpisie o Wyczesanych podkładkach.

Po szczotkowania, niektóre zadziorki zeszlifowałam papierem ściernym o gradacji 180. Nie starałam się specjalnie, bo docelowe szlifowanie będzie zrobione po bejcowaniu.

Skręcanie półki i międzynarodowy wzorzec koślawości.

Muszę przyznać, że nadal nie zaprzyjaźniłam się z wkrętami. Jest to chłodna i trudna relacja, ale wiem, że jak w każdym związku ciężka praca da w końcu rezultaty.

Po skręceniu uzyskałam najbardziej koślawą półkę na świecie – mogłaby leżeć (a w zasadzie wisieć) w Międzynarodowym Biurze Wag i Miar w Sèvres, jako wzorzec koślawości… Spojrzałam na nią i pomyślałam: do cholery, JA nie dam rady! Po godzinie zmagań było już lepiej – półka zaczęła nawet przypominać prostokąt.

Przy tej okazji przypomnę, że przed wkręcaniem dobrze jest nawiercić otwór w drewnie, dzięki czemu unikniemy pękania – szczególnie jeśli miejsce wkręcania jest blisko krawędzi.

Bejcowanie i woskowanie

Do nadania koloru użyłam bejcy wodnej w kolorze szarym.

Po bejcowaniu wszystkie zadziorki stanęły dęba i trzeba było ponownie szlifować, tym razem papier o gradacji 240.

Na koniec w drewno wtarłam wosk biały, który rozjaśnił kolor i podkreślił fakturę szczotkowanej powierzchni.

Tekturowy szyld

Owalny szyld z napisem „Secret Garden” miał być zwieńczeniem półeczki. Kształt odrysowałam i wycięłam z tektury (2 mm) nożyczkami.

Grafika miała być przeniesiona metodą transferu na zmywacz. Pierwsza próba dała marny efekt, pewnie ze względu na dość chropowatą powierzchnię tektury. Dlatego sięgnęłam po moją niezawodną konfigurację transferową: biała emulsja do ścian Śnieżka EKO + acetonowy zmywacz do paznokci ISANA (Rossmann). Podaję z premedytacją nazwy, bo nie każda konfiguracja tego typu produktów daje tak dobry efekt przeniesienia grafiki.

Tekturę potraktowałam jak drewno – nałożyłam 2 warstwy emulsji, wysuszyłam, lekko wygładziłam papierem ściernym (gradacja 320). Na tak przygotowaną powierzchnie położyłam zadrukowaną stroną wydruk laserowy i docisnęłam mocno wacikiem nasączonym zmywaczem. Po chwili wydruk usunęłam,  a moim oczom ukazał się bardzo przyzwoity transfer napisu i ramki.

Przy pomocy czarnej i zielonej farby akrylowej oraz gąbki przyciemniłam brzegi owalu.

Na koniec szczoteczką do zębów napstrykałam czarne kropki z rozcieńczonej, czarnej farby akrylowej.

Całość zabezpieczyłam bezbarwnym lakierem akrylowym do drewna Vidaron (satyna).

Owal celowo nie pokrywa się obrysem ozdobnej ramki. Po bokach zaplanowałam trochę dodatkowego miejsca na pinezki tapicerskie do zamocowania szyldu.

Zielone plecy

Było trochę zamieszania z mocowaniem chrobotka i koncepcją „pleców” półki. Powstały dwie wersje.

Najpierw wycięłam z kartonu prostokąt i okleiłam go taśmą dwustronną, na której miała się trzymać zielenina.

Jak tylko powiesiłam półkę na ścianie większość chrobotka odpadła… Smutek mnie ogarnął, bo akurat byłam „na działce” i nie miałam przy sobie pistoletu i kleju do klejenia na gorąco, który mógłby uratować sytuację. No nic, trzeba było zmienić koncepcję.

Na wsi nie ma pistoletu i kleju, ale jest sklep rolno-przemysłowy. Po krótkiej wycieczce rowerowej wróciłam z siatką z tworzywa sztucznego, o oczkach 1 x 1 cm. Koszt siatki (50 x 40 cm) wyniósł 0,65 zł ! Gdybym była tego świadoma wcześniej, nawet nie spojrzałabym w kierunku taśmy dwustronnej.

Siatkę przymocowałam do ramy takerem. Mocowanie zrobiłam tak, aby z tyłu zostało trochę miejsca. Dzięki temu przeciągnięty przez siatkę rośliny lub ozdoby nie będą opierać się o ścianę.

Chrobotek poprzetykałam przez siatkę, zaczynając od jej dołu, nakładałam na siebie kolejne warstwy, tak aby pasma zieleniny były skierowane ku dołowi.

Widok półki od tyłu.

W stosunku do metody z taśmą dwustronną, zużyłam więcej porostu (ok. 400 g), ale jest on ciaśniej upakowany, dzięki czemu tworzy puszystą powłokę, która wypełniła praktycznie całą grubość półki. Zaletą tej metody jest również możliwość wyjęcia chrobotka z siatki i wykorzystanie do innego projektu. W siatkę można wpleść również kwiaty lub liście. Z tyłu zmieści się nawet kilka probówek z wodą, jeśli ktoś chciałby stworzyć trwałą kompozycję z żywymi roślinami.

Tak bywa z tego typu projektami, że dopiero na końcu okazuje się co zrobiliśmy. Półka stała się ramą, choć i to jest dyskusyjne. Mój mąż spojrzał na moje dzieło i powiedział: ładny ten ołtarzyk… Na szczęście ten eksponat ma tabliczkę z podpisem.

Całusy 😉

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Podkładka pod kalendarz czyli cz. 4 cyklu o recyklingu palet

W ubiegłym roku po raz pierwszy samodzielnie zaprojektowałam swój kalendarz na kartkach A4 – do wydruku. Oprawiłam go w ramkę i co miesiąc miałam zmieniać stronę. Chociaż to tylko raz w miesiącu, to okazało się upierdliwe.

Postanowiłam podejść do tematu bardziej praktycznie. Można wydrukowane kartki umieścić na podkładce biurowej z klipsem, ale chciałam czegoś bardziej surowego. Stąd pomysł na tablicę z deseczek sosnowych odzyskanych z palet.

01

Prościej być nie może: 3 deseczki przycięte, oszlifowane i połączone poziomymi listwami oraz wkrętami.

03

Ponieważ to podkładka pod kalendarz, upływający czas powinien odcisnąć na niej swoje piętno. Owo piętno odcisnęło się bejcą, szczotką i woskiem wybielającym.

0405

07

O szczotkowaniu i woskowaniu drewna pisałam szerzej w Wyczesanych Podkładkach.

Elementem mocującym kartki mogłyby być stare, zardzewiałe gwoździe, ale pewnie zaburzyłyby mi feng shui w domu, a z całą pewnością BHP. W związku z powyższym padło na bambusowe klamerki do prania. Do tablicy przytwierdziłam je klejem na gorąco.

W tym roku przygotowałyśmy dla Was i dla Nas kalendarz z naszymi ulubionymi zdjęciami i cytatami.

Pobierajcie: kalendarz pozytywnia 2017

U mnie kalendarz wita od progu 🙂

podpis3

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Szyld czyli cz. 3 cyklu o recyklingu palet

Nie ma to jak podczas jesiennej słoty posiedzieć przy kominku. Jako czołowy przedstawiciel podgatunku zmarźlaków mogę godzinami tak się wygrzewać. Niestety mój mąż do tego podgatunku nie należy, więc powstała silna potrzeba skonstruowania czegoś w rodzaju ekranu, który powstrzyma rozżarzone powietrze.

Z przyjemnością wróciłam do deseczek odzyskanych z palet, które już znacie z dwóch wpisów:

rama1 Sztuka na ścianę, czyli otwarcie cyklu o recyklingu palet
5 Wyczesane podkładki czyli cz. 2 cyklu o recyklingu palet

Najważniejsze to dobry projekt. Prototypem okazał się płaski karton, który w roli parawanu dość długo urągał mojemu poczuci estetyki i przepisom PPOŻ. Jego wymiary posłużyły jako punkt wyjściowy. Długo trwały negocjacje na temat wymiarów nóg, moim zdaniem zbyt długich i zaburzających proporcje. W końcu dałam za wygraną, bo to przecież użytkownik powinien decydować o takich szczegółach.

01

Deseczki zostały przycięte zgodnie „projektem” i oszlifowane. Drewniane elementy połączyłam ze sobą dzięki wkrętom.

02

03

To pierwszy projekt, w którym tyle się nawkręcałam i bardzo dobrze, bo przyznam się, że na początku szło mi słabo. Miałam problem z dobraniem odpowiedniej siły i kąta wkręcania. Na szczęście to co się wkręciło można wykręcić i próbować ponownie. Kolejna ważna rzecz jakiej się nauczyłam, to nie wkręcać bezpośrednio w miejsca przy brzegach drewna. Najpierw należy wywiercić otwór. Dzięki temu wkręt nie będzie rozpychał drewna, które nie pęknie.

Kolejnym etapem było bejcowanie (kolor: palisander).

04

Skrzydła połączyłam ze sobą za pomocą zawiasów.

05

06

Następnie założyłam system anty-szpagatowy: dwa haczyli i łańcuch z odzysku, znaleziony podczas wycieczki rowerowej w rowie :). Właściwie od niego powinnam zacząć ten wpis, bo był dla mnie inspiracją do skonstruowania tego parawanu.

07

Wszystko pięknie, ładnie i ultrafioletowo, ale parawan nie mógł zostać taki bezbronny i sauté.

88

Od dawna chodziły za mną romby. Ponieważ zostało mi trochę farby i taśmy maskującej po malowaniu kuchni , zanim się obejrzałam w głowie mi pstryknęło „Akcja!” i już oklejałam szyld.

09

Pierwsza warstwa szarych rombów wyszła całkiem fajnie.

88-2

Miałam już tak zostawić, ale pomyślałam, że jednak całość rozjaśnię – końcówka drugiego koloru z kuchni wzywała. Zmieszałam biały i szary, aby uzyskać jaśniejszy odcień od koloru, który już położyłam.

Nakleiłam ponownie taśmę maskującą na szare romby. Na zdjęciu poniżej znajdują się dokładnie na przecięciu taśm.

88-3

Po nałożeniu jasno-szarej farby powstała szachownica.

88-4

Zapewne któregoś chłodnego wieczoru nie wytrzymam, chwycę wyrzynarkę i skrócę te smukłe nóżki. Niewykluczone, że dodam też kółka. Jednak na razie mąż jest zadowolony, a ja dumna z siebie, że precyzyjnie zrealizowałam zlecenie 🙂 .

88-6

podpis3

 

 

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Wyczesane podkładki czyli cz. 2 cyklu o recyklingu palet

Pewnego dnia w wyniku niefortunnego wypadku z napojami przy stole, korkowo-tekturowe podkładki pod kubki zostały zniszczone. Od dawna podobało mi się wykorzystanie plastrów drewna w tej roli. Malutka przeszkoda w postaci braku odpowiedniego elektronarzędzia uniemożliwiła zrealizowanie tej zachcianki. Ale jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. A jak wiecie z wpisu o ramie mam deseczki z odzysku. W dodatku mają idealną szerokość, wystarczy uciąć kilka kawałków. Żeby nie było zbyt prosto postanowiłam przy tej okazji nadać im ciekawą fakturę przez szczotkowanie drewna, a następnie jego zawoskowanie.

Zanim weźmiemy się do roboty, trochę teorii. Jak wiemy, co roku następuje przyrost tkanki drzewnej. Widzimy jasne i ciemne słoje.

1

Jasne, szerokie warstwy to tzw. drewno wczesne: powstaje na początku sezonu i ma duże komórki oraz cienkie ściany komórkowe. Muszą mieć dużą przepustowość, aby wiosną zapewnić sprawny transport wody. Natomiast ciemne warstwy to tzw. drewno późne o małych komórkach i grubych ścianach komórkowych.

A o co chodzi w szczotkowaniu drewna? Za pomocą szczotki drucianej usuwamy/ wyczesujemy głównie miękkie drewno wczesne, dzięki czemu powstaje fajna faktura, którą łatwo podkreślić woskami czy bejcami. Jest to bardzo efektowna metoda postarzania drewna.

Jeszcze jedna kwestia przed szczotkowaniem drewna: do tej pracy nie zabierajcie się bez okularów ochronnych, maski przeciwpyłowej i rękawic!

Szczotkowanie można wykonać za pomocą szczotki drucianej. Ważne aby robić to zgodnie z kierunkiem słojów.

2Nakładka na wiertarkę przyspiesza pracę i daje mocniejsze wydobycie faktury.

3

2

Następnie deseczkę pocięłam na kwadraty. Ułatwiłam sobie pracę wyrzynarką z prowadnicą równoległą.

szczotkowanie4

 szczotkowanie5

Powierzchnia i krawędzie podkładek wymagały przeszlifowania papierem ściernym (gradacja ok 180).

Na koniec woskowanie. Zrobiłam trzy wersje: wosk ciemny (dąb), wosk wybielający i wersja mieszana: na wosk ciemny nałożyłam wosk wybielający. Ten wariant najbardziej mi odpowiada – drewno wygląda jak wyrzucone przez morze.

podkl_wosk

Przypomniało mi się, że kupiłam ostatnio w Tigerze stempelki z literami. Przeniosłam więc na drewno, jakże głębokie pytanie. Ból egzystencjalny osłabł 🙂 .

podkladki1Teraz trzeba tylko zdecydować: kawa czy herbata?

podpis3

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz