Warsztaty z foremkami i masą samoutwardzalną

Rozpocznę od przestrogi. Od dawna żadna technika nie wciągnęła mnie tak, jak zdobienie za pomocą ornamentów z foremek silikonowych. Często bywa, że człowiek zauroczony traci rozum i w amoku leci do sklepu, żeby wykupić wszystkie akcesoria dotyczące nowego hobby. Prawdopodobnie instynkt samozachowawczy postanowił mnie uchronić przed dalszą erozją portfela. Ukazał mi się obraz dzikiej równiny albo innej sawanny, a głos Krystyny Czubówny, gdzieś z tyłu głowy, przypomniał mi że w obliczu zagrożenia osobniki skupiają się w większe stada.  Nie pozostało więc nic innego jak zebrać się na warsztatach. Liczyłam na to, że koleżanki potrząsną mną lub chociaż chlusną mi kawą w twarz kiedy wspomnę o kolejnych foremkowych zakupach.  Jednak cały świat sprzymierzył się przeciwko mnie. Ciśnienie tego dnia było niskie i dziewczęta całą kawę wysiorpały do ostatniej kropli.  Piszę to patrząc na nowo-kupione foremki…

Mimo mojego finansowego i moralnego (w pewnym sensie) upadku namawiam Was na takie spotkania, gdzie każdy z uczestników przynosi swoje skarby. Poza aspektem towarzyskim ogromną zaletą jest możliwość wymiany doświadczeń i wypróbowania nowych akcesoriów bez uszczerbku dla budżetu domowego.

Foremki już znacie z wpisu „Doniczki kontra foremki silikonowe i gesso„. Do ozdabiania wybrałyśmy małe przedmioty ze względu na ograniczony czas spotkania tj. ramy, doniczki, styropianowe jaja.

 

Przebojem spotkania były terakotowe donice kupione za funny money w IKEA. Do ich ozdobienia użyłyśmy masy w kolorze ceglastym. Dzięki temu po przyklejeniu ornamentów nie trzeba już nic malować. Wystarczy odczekać 24 godziny i nałożyć wosk wybielający albo ciemny według gustu. I po sprawie. Nadgryziona zębem czasu donica jest gotowa. Jest to jeden z najszybszych projektów jakie można tą techniką zrobić.

Białe fragmenty na ornamencie to talk, który ułatwił wydobycie masy z foremki.

Praca ze świeżo wyciągniętymi z formy ornamentami, poza tym że idzie szybko, daje możliwość dopasowywania ich do zakrzywionych powierzchni.

 

Dotychczas korzystałyśmy głównie z masy Fimo Air Basic w kolorach białym i cielistym. Tym razem użyłyśmy również glinki samoutwardzalnej Koh-i-noor marki KERAplast w intensywnym kolorze terrakotta.

 

Pracowałyśmy tak jak wcześniej z masą Fimo – wyciski od razu wyjmowałyśmy z formy i po nałożeniu na ich rewers kleju Magic umieszczałyśmy na zdobionym przedmiocie. Niestety, masa KERAplast nie sprawdziła się w takiej technice. Następnego dnia okazało się, że ornamenty bardzo popękały. Te same zdobienia wykonane z masy Fimo Air Basic nie miały tej wady. Oczywiście rustykalny styl prac i ich postarzenie mogą zamienić taką wadę w zaletę. Jednak gdyby wykończenie miało być inne to byłby problem.

Na jaju możecie zobaczyć te same ornamenty wykonane z białej masy Fimo Air Basic i terakotowej KERAplast. Zdjęcia zrobiłam po dobie od zrobienia wycisków.

Rozczarowanie i pęknięcia pokryłyśmy gesso i woskiem. Nie ma więc powodów do rozpaczy na co dowody przedstawimy w kolejnych wpisach, gdzie pokażemy wykończone przedmioty.

Na koniec foty tych prac, które zdążyłyśmy zrobić.

 

 

 

Całusy 😉

 

2 Replies to “Warsztaty z foremkami i masą samoutwardzalną”

  1. He he, wiesz ja tak miałam z tekturowymi wycinankami. Niesiona emocjami i miłością do tych fajnych dekoracji do kartek, zakupiłam ich baaaardzooo wiele. Nie będę się tu chwalić ile ich do tej pory zużyłam, ale powiem, że mogłam zainwestować mniej 🙂 Co zaś foremek – stworzyłyście z ich użyciem kolejne świetne ozdoby.

    1. No właśnie! Padły słowa klucz „mogłam zainwestować mniej” 🙂 Bardzo dziękujemy za pochwały.

Dodaj komentarz