Złocone świeczniki, czyli cz. 11 recyklingu palet

Jednym z moich ulubionych projektów są złocone gałki meblowe. Wykończenie bardzo mi się podoba i tylko czekałam na okazję, że zastosować je ponownie. Świeczniki są do tego idealne. Prosta forma nie będzie konkurować z fakturą, a złocenie zostanie podkreślone światłem świec.

Przypomnę, że podstawą świeczników są klocki wymontowane z palet po kaloryferach, w których wiertłem piórkowym nawierciłam otwory na świeczki.

Szczegóły dotyczące wiertła piórkowego znajdziecie we wpisie „Drewniane świeczniki z rusztu, czyli cz. 10 recyklingu palet”.

Kolory

Poprzednia wersja świeczników podkreślała naturalne piękno drewna. Tym razem w roli głównej wystąpiły kolory. Sięgnęłam po farby akrylowe w moich ulubionych odcieniach ultramaryny i turkusu.

 

 

Po wyschnięciu kolorów, na miejsca na których zaplanowałam złocenia nałożyłam farbę akrylową w kolorze złotym. Będzie ona dobrym podkładem dla szlagmetalu – podbije efekt złocenia i zatuszuje ewentualne luki, szczególne w rejonie otworu na świeczkę.

Złocenie

Materiały i  preparaty do złocenia szlagmetalem opisałam we wpisie „Złocone doniczki” .

Na pomalowane złotą farbą miejsca naniosłam specjalny klej o dźwięcznej nazwie mixtion.

 

Po odczekaniu ok. 15 minut nałożyłam płatki złotego szlagmetalu, który łatwo przywarł do lepkiej powierzchni kleju.

 

Folię wygładziłam pędzlem, usuwając jednocześnie jej nadmiar.

 

Do zabezpieczenia powierzchni świeczników użyłam aż dwóch lakierów. Pierwszy był na bazie alkoholu (werniks) miał głównie ochronić złocenia. Można na tym poprzestać, ale chciałam wzmocnić błyszczące wykończenie. W tym celu zastosowałam lakier szklący.

 

Kicz kontrolowany

Na koniec mała impresja. Moja babcia śpiewała w chórze kościelnym i zabierała mnie na długie, nudne próby. Żebym nie rozrabiała, dawałam mi swój pierścień do zabawy. To nie była jakaś tam dyskretna biżuteria, tylko ogromny gabaryt z wielkim, kamieniem. Oko dziecka widziało w nim cały kalejdoskop  barw, tęcze, Misia Uszatka i Załogę „G”. Siedziałam całą próbę i wpatrywałam się w kolorowy, kiczowaty miraż.

Jak widać z pewnych rzeczy się nie wyrasta. Teraz oglądam te świeczniki z każdej strony, obserwując jak światło gra w złoceniach i glazurze lakieru. Turkus, ultramaryna, złoto – kuszą aby postawić je na wzorzystej, indyjskiej tkaninie, całej we wściekłym różu. Ale ja tak nie zrobię, będą stały na obrusie z lnu. Czy surowe tło nada całości wyrafinowany ton? Wręcz przeciwnie. Te świeczniki będą nadal bezwstydnie kiczowate, a kontrast z prostym obrusem tylko to podkreśli. Na tym polega ich urok.

 

 

Całusy 😉

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

2 Replies to “Złocone świeczniki, czyli cz. 11 recyklingu palet”

  1. Oh! Wyglądają drogo! I to relatynie małym nakładem pracy! Świetny pomysł! Chyba sprawię sobie takie do naszego nowego salonu 😀

    1. Dziękuję i powodzenia przy tworzeniu własnych 🙂

Dodaj komentarz