Krótki wpis o długim świeczniku

Znowu ta sama sytuacja. Brutalne życie zmusza człowieka do wysprzątania jakiegoś zapomnianego kąta np. na strychu i wtedy spostrzegasz zapomniany kawałek drewna. Już wiesz, że nic nie wysprzątasz, bo pod plugawą powierzchownością kantówki widzisz spory potencjał na świecznik. W takiej sytuacji nie ma chwili do stracenia, bo taki świecznik to must have gdy w kalendarzu zagęszczają się urodziny najbliższych i inne święta. Przyjęć nie będzie, ale prezent od serca trzeba wysłać lub cichcem podrzucić pod drzwiami delikwentki na zasadzie: surprice!

Wykorzystane materiały

Projekt jest prosty, tak jak lista składników:

  • kawałek kantówki (41 cm x 12,5 cm x 7,5 cm);
  • 2 x kawałek listewki (7 cm x 2 cm x 1 cm);
  • biała farba kredowa;
  • wosk bezbarwny do drewna;
  • 4 wkręty do drewna.

Przygotowanie drewna

Główną robotę jaką miałam do zrobienia to oszlifowanie wszystkich powierzchni kantówki. Wykonałam je za pomocą szlifierki taśmowej papierami o ziarnistości: 60, 120, 220. Kiedy warstwa brudu została usunięta ukazało się bardzo ładne drewno.

Kantówka jest dość masywna dlatego wykonałam dwa zbiegi, które miały nadać jej lekkości. Po pierwsze: od spodu wyfrezowałam krawędzie frezem w kształcie stożka.

Po drugie: zamontowałam „nóżki”. Podniosą świecznik do góry sprawiając wrażenie jakby unosił się w powietrzu.

Z sosnowej listewki o przekroju (1 cm x 2 cm) odcięłam dwa kawałki o długości 7 cm. Są one znacznie krótsze od szerokości kantówki, ponieważ mają być niewidoczne.

Listewki nawierciłam wiertłem wyposażonym w tzw. fazownik/ pogłębiacz. Dzięki temu powstało zagłębienie w którym schowa się łeb wkrętu. To ważne, ponieważ wystający element uniemożliwi stabilne ustawienie świecznika.

Każdą listewkę zamocowałam dwoma wkrętami do drewna (3,5 x 4).

Uniesienie świecznika na tych nóżkach ma jeszcze jedną zaletę. Powstaje dystans między podłożem a kantówką, co bardzo ułatwia układanie kompozycji roślinnych pod i wokół świecznika. Łodygi roślin można łatwo wsunąć pod spód nie ryzykując utraty stabilności i poziomu kantówki.

Nawiercanie zagłębień pod tealighty

Tealighty rozmieściłam na kantówce.

Wstępnie zaznaczyłam miejsca wiercenia, a następnie zmierzyłam odległości. Skorygowałam rozstawienie świeczek tak aby odstępy między nimi były równe.

Do wykonania zagłębień na świeczki wykorzystałam wiertło piórkowe (łopatkowe) o szerokości 40 mm.

Kolec wiertła umieściłam w wyznaczonym punkcie i rozpoczęłam wiercenie. Najpierw na małych obrotach, aby brzegi wiertła podcięły włókna drewna nie wyrywając ich fragmentów. Dzięki temu brzegi zagłębienia będą czyste.

Podczas wiercenia, co jakiś czas, przymierzałam tealight do otworu. Sprawdzałam wypoziomowanie zagłębienia. Jak widzicie na zdjęciu wiercenie wykonywałam wiertarką ręczną. Nie mam malutkiej poziomicy którą mogłabym zamontować na wiertarce. Nie mam również wiertarki stołowej. Dlatego te przymiarki.

W sumie wywierciłam 7 miejsc na tealighty.

Na koniec brzegi zagłębień lekko oszlifowałam papierem ściernym o ziarnistości 220.

Czy ja byłam z pieskiem czy bez pieska?

W filmie „Vabank II, czyli riposta” grana przez Beatę Tyszkiewicz – Baronowa pyta: Czy ja byłam z pieskiem czy bez pieska? Dla mnie to pytanie ma wymiar kosmiczny i podsumowuje miotające mną rozterki dotyczące zdobienia różnych przedmiotów. Wymyślam niezliczone warianty i potem sama już nie wiem co mam zrobić i ze sobą i z „nieozdobionym” przedmiotem. Zwracam się o ratunek do męża. Wtedy on cytuje Baronową, a ja wracam do punktu wyjściowego. Zostaje tak jak jest. No może… tylko podmaluje na biało… boki 🙂 . Będą dobrym tłem dla aranżacji roślinnych o których wspominałam wcześniej.

Do malowania wykorzystałam farbę kredową w kolorze białym.

Nałożyłam dwie warstwy i pozostawiłam do wyschnięcia.

Następnie pomalowane miejsca przetarłam papierem ściernym, tak aby lekko odsłonić usłojenie.

Na koniec cały świecznik zabezpieczyłam bezbarwnym woskiem do drewna.

7 tealightów czyli prawie palenisko

Kompozycje roślinne „pod” świecznik powstają z tego co jest aktualnie w ogródku: gałązek iglaków, bylin, kwiatów łąkowych. Taki świecznik ładnie będzie wyglądał także na świątecznym stole w towarzystwie „oszronionej” jodły i czerwonych jarzębin.

Świecznik jest spory. 7 tealightów to już całkiem spora moc świetlna – prawie jak małe palenisko.

Całusy 😉

One Reply to “Krótki wpis o długim świeczniku”

  1. O wow! Bardoz mi się podoba ten świecznik. Nie spodziewałem się, że można zrobić samemu taką ładną dekorację 🙂

Dodaj komentarz