Półka prawie pływająca

Naszą kuchnię w domu na działce prezentowałam już przy okazji dwóch wpisów:

Małe pomieszczenia mają to do siebie, że każdy centymetr kwadratowy jest na wagę złota, a nawet platyny, gdy chodzi o miejsce do przechowywania. Dlatego ostentacyjnie niepraktyczna półka w dekupażu musiała odejść w zapomnienie.

W jej miejsce zamontowałam dwie, pokaźne półki prawie pływające.

Teoria pływania półek i projekt

Pływające półki (eng. floating shelves) to takie, które mają ukryte wsporniki. Metalowy lub drewniany stelaż podtrzymujący półkę znajduje się w jej wnętrzu. Wpadłam na pomysł wykonania czegoś podobnego, ale wsporniki będą przytwierdzono z jednej strony do szafki, a z drugiej do ściany. Przestrzeń miedzy nimi wypełni półka. Oczywiście stwierdzenie „wpadłam na pomysł” jest nadużyciem, bo takie półki od wieków stosowano w kredensach i spiżarniach itp.

Ze względu na to, że dysponowałam tylko sklejką 9 mm, a chciałam aby półka wyglądała bardziej masywnie dodałam z przodu rant z kantówki sosnowej. Spełni on również rolę usztywnienia półki.

Wsporniki wykonałam również z drewnianych listewek, dopasowanych tak aby ich grubość + grubość sklejki równały się grubości kantówki frontowej.

Jeśli ten opis jest zbyt zawiły, zdjęcia w dalszej części wszystko rozjaśnią.

Wykorzystane materiały

Do budowy dwóch półek użyłam:

  • 2 x sklejka 82 x 27 x 0,9 cm (kawał sklejki wyciągnięty kiedyś ze śmietnika, z którego prostokąty wycięłam pilarką tarczową)
  • 2 x kantówka sosnowa 82 x 3,5 x 2 cm (z marketu budowlanego, docięta na długość)
  • 2 x listewka sosnowa 27 x 2,5 x 1 cm (z marketu budowlanego, docięta na długość)
  • klej do drewna klasy D3 (Dragon)
  • 6 x wkręt do drewna 3,5 x 2,5
  • 6 x wkręt do drewna 3,5 x 5
  • 6 x kołek rozporowy.

W listewkach, które będą podpierać półki nawierciłam po 3 otwory na wkręty. To ważne, bo listewki są wąskie i bez tych otworów zostały rozerwane przez wkręty.

Klejenie rantu

Pierwszym etapem budowy półek było przyklejenie przedniej krawędzi. W tym celu łączone powierzchnie oszlifowałam. Następnie nałożyłam klej do drewna na kantówkę oraz sklejkę i ścisnęłam ściskami stolarskimi. Całość pozostawiłam na dobę.

Ze względu na to, że sklejka miała tylko 9 mm grubości nie zdecydowałam się na kołki, ani na otwory kieszeniowe z szablonu Kreg Jig. Bałam się, że sklejka popęka.

Po dobie, zdjęłam ściski, kantówkę przycięłam równo ze sklejką. Półkę oszlifowałam papierem o ziarnistości 180.

Malowania i woskowanie

Początkowo półki miały być pomalowane bejcą w kolorze dąb. Niestety okazało się, że sklejka bardzo nierówno przyjmuje ten preparat i tworzą się brzydkie plamy. W związku z tym ponownie sięgnęłam po farbę Viva Home w kolorze Szczęśliwy kamyk (szarym). Wykańczałam nią wieszak na kubki, który znajduje się w tej samej kuchni, do której są przeznaczone półki, więc wszystko zostaje w rodzinie.

Tą samą farbą pomalowałam listewki na których zawiśnie półka.

Po wyschnięciu pierwszej warstwy farby, półkę delikatnie przeszlifowałam papierem o ziarnistości 220, odpyliłam i nałożyłam kolejną warstwę farby. Po jej wyschnięciu nałożyłam szmatką wosk bezbarwny.

Montaż – poziomica moja najlepsza przyjaciółka

Montaż takiej półki jest prosty, choć wykonywany w pojedynkę wymaga kilku umiejętności cyrkowych. Pierwszym krokiem było przykręcenie listewki do ściany szafki. Listewkę umieściłam na wyznaczonej wysokości i wprowadziłam środkowy wkręt (uwaga: listewka była wcześniej nawiercona). Następnie sprawdziłam poziomicą czy ustawienie listewki wymaga korekty. Dopiero teraz wprowadziłam pozostałe dwa wkręty.

Przymierzyłam półkę, sprawdzając czy wysokość mi odpowiada, a co ważniejsze czy drzwi szafki swobodnie się otwierają.

Tak wygląda całość od dołu.

Podczas przymiarki półki położyłam na niej poziomicę ustawiłam odpowiednio i odrysowałam krawędź na ścianie. Zdjęcia nie mam, bo musiałabym je strzelić stopą, co przekracza moje możliwości.

Zgodnie z odrysowaną na ścianie linią ułożyłam drugą listewkę podpórkową i przez wcześniej nawiercone otwory, cienkim wiertłem zrobiłam ślady na ścianie.

Zmieniłam wiertło na większe (8 mm, wiertło do betonu), wiertarkę ustawiłam na udar i wywierciłam otwory na kołki rozporowe. Jak widzicie użyłam lekkiej wiertarko-wkrętarki, z którą dziewczyna sobie spokojnie poradzi. Do wiercenia w ścianach wcale nie trzeba dwuręcznego „młota pneumatycznego”. Natomiast ważne, aby wiertarka miała udar – urządzenie ustawiamy na symbol/ ikonę młotka na obudowie.

Kołki rozporowe umieściłam w otworach. Można je lekko dobić młotkiem.

Następnie wprowadziłam wkręt środkowy, sprawdziłam co na to poziomica i wprowadziłam dwa pozostałe wkręty.

Półkę umieściłam na wspornikach i ponownie sprawdziłam czy poziomica jest zadowolona. Była.

Te same czynności wykonałam, aby powiesić półkę górną.

Jeśli macie wątpliwości co do wytrzymałości takiego mocowania to idźcie do kuchni i zobaczcie jak mocowane są wasze półki na których przechowujecie zastawę stołową. Zwykle są to tylko metalowe sztyfty. Zapewniam Was, że mocowanie na listewki ma znacznie większy udźwig.

Pływająca kolekcja dzbanków

Jak widać nowe półki stały się miejscem dla akcesoriów do parzenia kawy i ekspozycją mojej kolekcję dzbanków. Z efektu końcowego jestem bardzo zadowolona. Po pierwsze udało mi się zrobić porządne i ładnie zlicowane klejenie sklejki i kantówki. Po drugie samodzielny montaż i dopasowanie półek do krzywizn ścian wypadły bardzo dobrze.

Całusy 😉

2 Replies to “Półka prawie pływająca”

  1. Bardzo zaciekawił mnie tytuł, teraz już wiem, co to jest półka prawie pływająca. Wygląda wspaniale, genialnie wykonana, brawo. No podoba mi się totalnie. 🙂 Pozdrawiam serdecznie, życzę radosnego dnia. 🙂

    1. Bardzo Ci dziękuję! Udanego tygodnia 🙂

Dodaj komentarz